Dzisiaj napisze troche o dazeniu do idealu i o perfekcjonizmie.
Zawsze uwazalam sie za perfekcjonistke...zalezalo mi zeby byc,najlepsza,najladniejsza,najzabawniejsza...naj ,naj naj !
Niestety takie bycie pod presja wcale nie ulatwia zycia.
Ciagle jest cos co w sobie zmieniam, zeby wygladac jeszcze lepiej.
oczywiscie nigdy nie poddala bym sie operacji chirurgicznej, ale odkladam pieniadze na licowki,za dwa tygodnie bede wybielac zeby u stomatologa (wybielam sama od 3 lat, raz na pol roku,moje zeby sa biale ale chce zeby byly jak snieg), w nast. tyg. ide przedluzyc rzesy.
Nie robie sobie tipsow bo zawsze mi sie zle kojarzyly, ale jestem pewna ze gdybym miala duzo wiecej kasy to na pewno inwestowalabym w siebie znacznie wiecej.
Nie wiem w sumie nie robie z siebie karykatury ale bardzo wazny i o ile nie najwazniejszy jest dla mnie moj wyglad.
Jak zle wygladam to sie zle czuje...wygladam fajnie to tak sie czuje.
Wy tez tak macie?
Ciagle siedzi mi w glowie mysl ze musze chocby nie wiem co schudnac 5 kg, pozbys sie calkiem cellulitu, wygladac pieknie, idealnie. To taka moja mini obsesja...i stad biora sie moje wymagania co do facetow. Chcialabym miec kogos kto rowniez jak ja dba o siebie, modnie sie ubiera. Takich mezczyzn jest malo a jak sa to najczesciej zajeci albo geje...dlatego ciagle ejstem sama ! jestem slynna z tego ze mam mega wysokie wymagania.
Oczywicewi wyglad nie jest najwazniejszy. Nie chcialabym byc z kims kto jest przystojny a nie ma nic w glowie. Ale polaczenie wygladu i charakteru u facetow nie idzie w parze.
No nic kolejne walentynki bede sama, przywyklam do tego.
Dzisiaj mam slaby nastroj, czekam na moment kiedy bede miala duzy zapal do odchudzania.
Te 5 kg nie odpuszcze..nie moge.
A na koniec moje zdjecie z przed pol roku...juz nie mam jasnych koncowek...kolor wlosow zmieniam srednio raz na 2 miesiace :)