Hmm...od czego by tu zacząć...tyle się dzieje ostatnio w moim życiu, że czasem sama za sobą nie nadążam :)
Generalnie i w wielkim skrócie - w czwartek poznałam fantastycznego człowieka - przypadkiem, na imprezie. Od tego czasu praktycznie sie ze sobą nie rozstajemy :) poznajemy sie, i (boje sie nawet wypowiadać to słowo) - zakochujemy sie w sobie...
nie wiem czy to jest TO, czy to ON, TEN właściwy...ale moja intuicja podpowiada mi, że to dobry człowiek, i że właśnie to było nam pisane. Narazie wszystko jest dla mnie zbyt piękne, żeby było prawdziwe - jak sen, bajka...ale staram się być mocno zdystansowana do tej sytuacji, choć emocje się wkradają ;) co będzie? - czas pokaże.
Mam nadzieję, że nic złego. Nie pozwolę się skrzywdzić, więc nie będę sie angażowała tak bardzo, poczekam, poobserwuje, poznam...może jeszcze mi się odwidzi...
Ale jedno jest pewne - jestem szczęśliwa. I to tak, jak już dawno nie byłam.
Śmieszne to wszystko.
W momencie, gdy oswoiłam się z moim życiem, zaakcaptowałam siebie, poczułam się dobrze i stwierdziłam, że choć raz chcę czuć się prawdziwą kobietą - taką, o którą się zabiega, stara o jej względy, pokazuje, że komuś zależy...właśnie wtedy się poznaliśmy.
Nie wierzę w przypadek, więc nadal chcę myśleć, że tak musiało byc i juz :)
Zobaczymy co będzie dalej.
Teraz do pełni szczęścia nadal brakuje mi pracy...:(