Historia wagi
Kiedy wreszcie będzie lato? Mogłoby już się zrobić ciepło i słonecznie, a nie tak szaro-buro, bo nic się nie chce.
U mnie jutro w pracy robimy czyn społeczny. Będziemy porządkowali teren ogrodu przy MOPSie w Starogardzie Gdańskim. To będzie fajne oderwanie od codziennej papierowej roboty. Byleby tylko pogoda dopisała, bo ciężko będzie malować ławki i płot w deszczu. Po całej robótce będziemy mieli świętowanie sukcesu (bo nie zakładamy,że go nie będzie). Ogólnie zapowiada się miły i ciekawy dzień. W zeszłym roku ponoć w sierpniu też było organizowane takie przedsięwzięcie, ale wtedy jeszcze nie pracowałam, więc nie wiem jak to dokładniej wyglądało. Jak już będzie po, to na pewno trochę to opiszę.
Wczoraj byłam pobiegać. Coraz większy dystans pokonuję. Powoli zastanawiam się, czy nie podjąć się jakiegoś wyzwania w postaci zawodów? Nie wiem czy dałabym radę, ale może powinnam spróbować. Nie zależy mi na nagrodzie, ale tylko na tym żeby dobiec do mety i się sprawdzić.
Dietkę trzymam. Co prawda wyniki na wadze takie sobie i nie wiem czy w sobotę odnotuję spadek, ale widzę, że wyglądam coraz lepiej. Waga chyba nie spada, bo gromadzę wodę i mam lekkie zakwasy (ciągle). Czekam już prawie drugi miesiąc na @,,.... kiedy to się wreszcie unormuje? Biorę castagnus już 50 dni i nie widzę, aby równowaga hormonalna się kształtowała. Może macie jakieś sposoby na wyregulowanie organizmu po odstawieniu anty? Ginekolog nic mi nie pomoże, bo znając życie przepisze mi luteinę na wywołanie, a potem będzie od nowa to samo.
Menu na dzisiaj:
6:30 śniadanie - kawałek chleba orkiszowo-żytniego z chudą szynką i kawałkiem sera owczego i koziego + 3 szt. rzodkiewki + kawałek ogórka
10:00 II śniadanie - serek wiejski z jabłkiem i cynamonem
13:00 lunch - jogurt "ale owoc" light + kiwi
16:30 obiad - makaron z pomidorami, cukinią i mięsem mielonym (albo jeśli mi się będzie chciało, to zrobię zapiekankę, ale w to wątpię, bo zabieram się za pracę na migdałowym sernikiem z amaretto na jutrzejszy czyn)
19:00 kolacja - wędzone udko od kurczaka + pomidor
Do picia to samo co zwykle.
No to zaczynamy kolejny dzionek.
Pogoda na razie cudna. W pracy mówią mi, że schudłam. Cieszy mnie to i motywuje. Jeszcze trochę i będę już bardzo zadowolona. Chciałabym do wakacji (no tak ciągle zapominam, że w pracy nie ma wakacji, ale niech będzie, że do lipca, bo wtedy jakaś szansa na wypad nad morze itp.) osiągnąć wagę z okresy ślubu, czyli jakieś 65kg. Uważam, że wtedy wyglądałam już naprawdę dobrze. Oczywiście cel mam jeszcze niższy, ale zdaję sobie sprawę, że przy dość intensywnych sportach może być ciężko osiągnąć taką wagę, a już wcześniej i tak jest szansa na zdrowy, jędrny i ładny wygląd.
Dodatkowo chciałabym jeszcze troszkę się opalić, bo jestem wyjątkowo blada jak na mnie, ale już z mężem ustaliłam, że jak w weekend pogoda dopisze to pojedziemy na rowerach nad jeziorko i trochę się powylegujemy na kocyku. Woda jeszcze pewnie bardzo zimna, ale poopalać się może uda, a jak nie to krótkie spodenki i bezrękawnik i na rowerze też powinnam się opalić.
Wczoraj zaczęłam odliczanie do urlopu....jeszcze 121 dni zostało do wymarzonego odpoczynku. Nie wiem czy na pewno z A. i Ł. Do Chorwacji wyjedziemy, ale i tak już się cieszę, bo jeśli oni się rozmyślą to i tak pojedziemy w jakieś cieplutkie miejsce.
Menu na dzisiaj:
6:10 śniadanie - kawałek razowca ze słonecznikiem + plasterek wędzonego łososia + kawałek brie z oliwkami + kawałek ogórka + trochę kiełków
10:00 II śniadanie -serek homogenizowany 0% + łyżka płatków owsianych + łyżeczka pestek dyni + 15szt. migdałów
13:00 lunch -kiwi + jogurt dietetyczny z lidla
16:30 obiad - łosoś + 1/2 brokuła + pół kubka ryżu basmati z dzikim
20:00 kolacja - mix sałat + twaróg chudy
Do tego jak co dzień herbata i woda.
Wczoraj byłam biegać, ale jakoś tak niefortunni stąpnęłam, że wyłamałam sobie środkowy palec od prawej stopy. Boli jak cholera, ale póki co nie spuchł, więc chyba nie jest złamany. Nie wiem tylko jak będę dzisiaj biegała skoro ledwo mogę chodzić. Może w ramach rehabilitacji wreszcie wyprasuję te ciuchy, które piętrzą się na stosie w pokoju!





... Dobrze, że została mi już niecała godzina. Słońce tak pięknie świeci za oknem i jeszcze na dodatek jadę po pracy odebrać nowe okularki
Ciekawe czy będą mi pasowały? Tak to jest jak się dobiera oprawki na podstawie opinii mamy i pani optyk, bo w lustrze niewiele się widzi bez swoich starych szkieł.... Ale wydaje mi się, że nie powinno być źle. Zresztą stare okulary i tak dalej będę miała.
Pogoda piękna, więc będzie na pewno miło się biegało.

Postanowiłam więc coś napisać. 


Po długiej przerwie postanowiłam coś napisać. Najpierw miałam zapierdziel w pracy, potem trochę urlopu, a teraz znowu w pracy nieszczególnie.
Majowy weekend spędziłam aktywnie, jeżdżąc z mężem na rowerze oraz biegając. Pogoda była piękna więc staraliśmy się z tego skorzystać jak tylko się dało. W piątek odwiedzili nas znajomi, więc i drobne grzeszki się zdarzały jeśli chodzi o SB, ale ogólnie bilans i tak był dobry. Niestety waga stoi u mnie już drugi tydzień, ale jestem cierpliwa i nie zniechęcam się tym. Dalej dietuję oraz ćwiczę. Dzisiaj dzień biegowy, więc na pewno ruszę w trasę. Co do SB, to zjadam już więcej węgli i postaci chleba do śniadania i ryżu/kaszy do obiadu, a także pojedynczych owocków. Jeśli do końca maja nic się nie ruszy to przejdę na I fazę, żeby przypomnieć organizmowi o diecie, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne, bo ponoć zbyt często nie powinno się korzystać z I fazy.
Jak już wspominałam byli u nas moim znajomi ze studiów chemicznych (na marginesie moja była miłość ? opisywana parę lat temu w tym pamiętniku, ze swoją narzeczoną). Staram się utrzymywać z nimi dobry kontakt, bo Ł. jest mi bliski jak brat, którego nigdy nie miałam. Spotykamy się średnio 2 razy w miesiącu, a zważywszy na to, że wszyscy pracujemy to na dodatek oni oboje zmianowo, to sądzę, że jest to dość duża częstotliwość. Od dwóch lat planowaliśmy wspólny wyjazd na wakacje do Chorwacji (ja z mężem jeździmy tam dość regularnie, ale już mi się przejadły trochę te nasze wyjazdy we dwoje), ale w zeszłym roku A. (narzeczona Ł.) dopiero co zaczęła pracować i nie miała urlopu, a potem znowu był moment, że kasy nie było i teraz wreszcie,?. zostało postanowione ? drugą połowę września spędzimy wszyscy razem w Podgorze pod Makarską. Cieszę się bardzo i już powoli robię zakupy na wyprawę. Zaczynam też odliczać dni i mam nadzieję, że czas oczekiwania szybko minie!
Witam Was kochane Vitalijki po kilkudniowej przerwie. Wcześniej nie miałam okazji pisać, bo w piątek byłam cały dzień na szkoleniu z pracy, sobotę i niedzielę natomiast miałam dość intensywnie wypełnioną różnego typu zajęciami.
W sobotę zrobiłam ważenie, bałam się jak cholera, bo przecież w pn. waga pokazywała tak dużo! Ale było miłe zaskoczenie,… na wadze zobaczyłam 700g mniej! Czyli jednak dieta nadal działa, mimo iż powoli dołączam nowe produkty!
Nie spoczęłam jednak na laurach i dalej byłam aktywna. W sobotę miałam w planach pobiegać, ale rano pogodna była na tyle złudna (burza, szare chmury, itd.), że zrezygnowałam z tego zamiaru na rzecz 29km przejażdżki na rowerze. W niedzielę jednak nie odpuściłam biegania. Zasapałam się jak nigdy, bo słońce świeciło i było chyba z 25 stopni, ale ja twardo w czapce termoaktywnej (żeby mnie nie przewiało :-/ ) i długim rękawie poszłam biegać (a była to godzina 9.40).
Po południu byliśmy z mężem wizytować moich rodziców na rocznicowym obiedzie. Starałam się wybierać co jem, ale niestety mama do końca dostosować się nie umiała i musiałam trochę się nagiąć (ogólnie niedziela była lekkim odstępstwem od SB, ale na razie się nie ważę, a mam nadzieję, ze do soboty wszystko unormuję). Ziemniaków nie jadłam, ale zamiast tego trochę buraczków i udko od kurczaka (bez skóry oczywiście) i niestety trochę rosołu z makaronem. Kolejnym punktem programu była wizyta u mojej ciotki (wujek miał urodziny) i tam wypiłam kieliszeczek czystej wódeczki (Finlandii żurawionowej – pyszna, piłam pierwszy raz, ale mi bardzo zasmakowała), przegryzłam trzy małe kotleciki jajeczne i dwa szaszłyczki z pieczarek klopsików mięsnych i ogórka (niestety oba rodzaje kotlecików były odrobinę panierowane i niestety smażone). Do tego w sumie zjadłam jeszcze 4 babeczki fasolowe, które sama na tę okazję zrobiłam – w sensie bez mąki.
I więcej grzechów za wczoraj nie pamiętam.
Dzisiaj natomiast powrót do ścisłych założeń diety:
6:10 śniadanie – malutki kawałek chleba pełnoziarnistego + 100g twarogu chudego + pomidorek + plasterek sera salami
10:00 II śniadanie – serek wiejski lekki + seler naciowy (dwa kawałki) + babeczka fasolowa
13:00 lunch – babeczka fasolowa
16.30 obiad - w zasadzie to jeszcze nie wiem, ale mam okropną ochotę na flaczki w rosole (zobaczę co na opakowaniu będzie wyszczególnione w składzie i się namyślę czy trochę nie zjeść). Na pewno tez fundnę sobie jakieś warzywka. Na deserek kiwi.
19.00 kolacja – faszerowane pieczarki? To jeszcze też kwestia sporna czy starczy czasu i ochoty żeby je zrobić, jak nie to jakiś lekki jogurt + warzywa na patelnię.
Pu-erh na razie piję z umiarem (ok. 2 szklanek) + zieloną herbatę i dużo wody.
Dzisiaj dzień bezbiegowy, więc ćwiczenia w domu 4x8-min. + Mel B.
Nareszcie znalazłam chwilę, żeby coś napisać! Miałam tozrobić przedwczoraj, ale jakoś siły zabrakło, potem wczoraj, ale tym razem mążzostawił Internet w pracy, a że mamy mobilny to niestety miałam problem zdostępnością.
Zatem dzisiaj skoro już udało mi się dorwać do vitalii toopisze ostatnie dni.
We wtorek postanowiłam, że odstawię na parę dni picieczerwonej herbaty (najpierw chciałam ją tylko ograniczyć, ale w ostatecznymrozrachunku przestałam ją pić w ogóle). Teraz piję yerba mate naprzemiennie z zieloną i z wodą z cytrynką.Byłam ciekawa, czy ta herbata wpłynęła na wzrost mojej wagi. Dzisiaj rano sięzważyła i okazuje się, że od wczoraj ważę 0,5kg mniej! Wygląda na to, że herbaty Pu-erh nie powinnampić więcej niż 3 szklanki.
Wczoraj zrobiłam godzinną wycieczkę na rowerze, a dzisiajznowu przypada dzień biegania. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie padać.
Wczoraj również zrobiłam sobie dzień I-fazowy SB. Nie jadłamani produktu skrobiowego ani owocu.
Dzisiaj skrobia na pewno będzie do obiadu!
Menu na dzisiaj:
6:10 śniadanie - serek homogenizowany 0% + 10 połówekorzechów włoskich +odrobina słodzika
10:00 II śniadanie - serek wiejski ze szczypiorkiem +kawałek ogórka + kawałek selera naciowego
13:00 przekąska - kawałek selera naciowego
16:30 obiad - warkocz z polędwicy wieprzowej zeszczypiorkiem i szynką szwarcwaldzką + pół szklanki kaszy gryczanej nieprażonej+ szpinak
19:00 kolacja - pstrąg wędzony + pomidor
Żeby mi się dzisiaj chciało tak jak mi się nie chce,….! Zero, słowem zero motywacji do diety, pracy i ogólnie do wszystkiego!
Weekend minął pod znakiem rozczarowania i lekkiego podłamania dietą. Żeby nie było,… nie odpuściłam. Dalej jestem na SB i trzymam się przepisowo, ale sobotnie pomiary przyniosły rozgoryczenie. Dlaczego tylko 0,5kg mniej? Przecież tyle wysiłku, tyle ćwiczeń, tyle odmawiania sobie w ciągu tygodnia, jak i w święta? Na dodatek zważyłam się również w niedzielę z nadzieją, że to jakieś chwilowe niedopatrzenie i co zobaczyłam? … że przytyłam kilogram! Kurczę, co jest grane.
Przecież w czwartek był spacer prawie 3 godzinny; w piątek impreza = 5 godzin skakania jak piłka bez wytchnienia (dawno tak nie dałam czadu!), w sobotę 21km na rowerze, a wczoraj 5,22km biegu,…. To chyba nie jest za mało?
Wiem, wiem… były tez drobne grzeszki. 500ml piwa na imprezie i lampka wina przed (do obiadu – a może to ten obiad w restauracji nie był taki do końca SB?)
Smutno mi jak cholera, bo nie wiem co zrobiłam źle!
Postanowiłam jednak się ogarnąć i dalej idę po plaży. W następną sobotę zobaczymy z jakim efektem. Mam nadzieję, że coś się zmieni i do maja zobaczę na wadze 69,9kg.
Menu na dziś:
6:10 śniadanie – kawałek chleba orkiszowego z ziarnami + plasterek szynki z piersi kurczaka + kawałek ogórka + kawałek chudego twarogu
10:00 II śniadanie –serek wiejski lekki + seler naciowy
13:00 lunch – kiwi
16:00 obiad – chilli con carne
19:00 kolacja – sałatka z tuńczykiem (tak myślę, ale może coś zmienię)
Do picia herbatki (tym razem czerwona i zielona, bo mam wrażenie że od samej czerwonej trzymam wodę) oraz woda.