Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Obecnie mgr z Chemii i licencjat z Informatyki i ekonometrii. Młoda mężatka, planująca powoli dzieciątko:-)

Słowa kluczowe

kaha110

kobieta, 27 lat, Tczew

169 cm, 68.50 kg więcej o mnie


Postanowienie noworoczne: Wrócę do wagi na wakacje!

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Historia wagi

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

South Beach dzień 55. - Lato, lato gdzie jesteś?

17 maja 2012 , Komentarze (2)

Kiedy wreszcie będzie lato? Mogłoby już się zrobić ciepło i słonecznie, a nie tak szaro-buro, bo nic się nie chce.

U mnie jutro w pracy robimy czyn społeczny.  Będziemy porządkowali teren ogrodu przy MOPSie w Starogardzie Gdańskim. To będzie fajne oderwanie od codziennej papierowej roboty. Byleby tylko pogoda dopisała, bo ciężko będzie malować ławki i płot w deszczu. Po całej robótce będziemy mieli świętowanie sukcesu (bo nie zakładamy,że go nie będzie). Ogólnie zapowiada się miły i ciekawy dzień.  W zeszłym roku ponoć w sierpniu też było organizowane takie przedsięwzięcie, ale wtedy jeszcze nie pracowałam, więc nie wiem jak to dokładniej wyglądało. Jak już będzie po, to na pewno trochę to opiszę.

Wczoraj byłam pobiegać. Coraz większy dystans pokonuję. Powoli zastanawiam się, czy nie podjąć się jakiegoś wyzwania w postaci zawodów? Nie wiem czy dałabym radę, ale może powinnam spróbować. Nie zależy mi na nagrodzie, ale tylko na tym żeby dobiec do mety i się sprawdzić.

Dietkę trzymam. Co prawda wyniki na wadze takie sobie i nie wiem czy w sobotę odnotuję spadek, ale widzę, że wyglądam coraz lepiej. Waga chyba nie spada, bo gromadzę wodę i mam lekkie zakwasy (ciągle). Czekam już prawie drugi miesiąc na @,,.... kiedy to się wreszcie unormuje? Biorę castagnus  już 50 dni i nie widzę, aby równowaga hormonalna się kształtowała. Może macie jakieś sposoby na wyregulowanie organizmu po odstawieniu anty? Ginekolog nic mi nie pomoże, bo znając życie przepisze mi luteinę na wywołanie, a potem będzie od nowa to samo.

Menu na dzisiaj:

6:30 śniadanie - kawałek chleba orkiszowo-żytniego z chudą szynką i kawałkiem sera owczego i koziego + 3 szt. rzodkiewki + kawałek ogórka

10:00 II śniadanie - serek wiejski z jabłkiem i cynamonem

13:00 lunch - jogurt "ale owoc" light + kiwi

16:30 obiad - makaron z pomidorami, cukinią i mięsem mielonym (albo jeśli mi się będzie chciało, to zrobię zapiekankę, ale w to wątpię, bo zabieram się za pracę na migdałowym sernikiem z amaretto na jutrzejszy czyn)

19:00 kolacja - wędzone udko od kurczaka + pomidor

Do picia to samo co zwykle.

Dodaj komentarz

South Beach dzień 53. - Plany dietetyczne

15 maja 2012 , Komentarze (2)

No to zaczynamy kolejny dzionek.

Pogoda na razie cudna. W pracy mówią mi, że schudłam. Cieszy mnie to i motywuje. Jeszcze trochę i będę już bardzo zadowolona. Chciałabym do wakacji (no tak ciągle zapominam, że w pracy nie ma wakacji, ale niech będzie, że do lipca, bo wtedy jakaś szansa na wypad nad morze itp.) osiągnąć wagę z okresy ślubu, czyli jakieś 65kg. Uważam, że wtedy wyglądałam już naprawdę dobrze. Oczywiście cel mam jeszcze niższy, ale zdaję sobie sprawę, że przy dość intensywnych sportach może być ciężko osiągnąć taką wagę, a już wcześniej i tak jest szansa na zdrowy, jędrny i ładny wygląd.

Dodatkowo chciałabym jeszcze troszkę się opalić, bo jestem wyjątkowo blada jak na mnie,  ale już z mężem ustaliłam, że jak w weekend pogoda dopisze to pojedziemy na rowerach nad jeziorko i trochę się powylegujemy na kocyku. Woda jeszcze pewnie bardzo zimna, ale poopalać się może uda, a jak nie to krótkie spodenki i bezrękawnik i na rowerze też powinnam się opalić.

Wczoraj zaczęłam odliczanie do urlopu....jeszcze 121 dni zostało do wymarzonego odpoczynku. Nie wiem czy na pewno z A. i Ł. Do Chorwacji wyjedziemy, ale i tak już się cieszę, bo jeśli oni się rozmyślą to i tak pojedziemy w jakieś cieplutkie miejsce.


Menu na dzisiaj:

6:10 śniadanie - kawałek razowca ze słonecznikiem + plasterek wędzonego łososia + kawałek brie z oliwkami + kawałek ogórka + trochę kiełków

10:00 II śniadanie -serek homogenizowany 0% + łyżka płatków owsianych + łyżeczka pestek dyni + 15szt. migdałów

13:00 lunch -kiwi + jogurt dietetyczny z lidla

16:30 obiad - łosoś + 1/2 brokuła + pół kubka ryżu basmati z dzikim

20:00 kolacja - mix sałat + twaróg chudy

Do tego jak co dzień herbata i woda.

Wczoraj byłam biegać,  ale jakoś tak niefortunni stąpnęłam, że wyłamałam sobie środkowy palec od prawej stopy. Boli jak cholera, ale póki co nie spuchł, więc chyba nie jest złamany. Nie wiem tylko jak będę dzisiaj biegała skoro ledwo mogę chodzić. Może w ramach rehabilitacji wreszcie wyprasuję te ciuchy, które piętrzą się na stosie w pokoju!

Dodaj komentarz

South Beach dzień 52. - Motywacja, motywacja

14 maja 2012 , Komentarze (6)

Hejka!

Zbieram siły na kolejny tydzień pracy. Jest ciężko, ale poniedziałek już prawie się kończy. 
W sobotę było ważenie i pomiary. Waga wreszcie spadła. Ważę już 68,5kg. Jeszcze tak ze 4kg i będę bardzo zadowolona:-) 
Grunt to się nie poddawać! 
Mam teraz nową motywację, jaką jest chrzest R. Ciekawe ile uda mi się zrzucić do 10 czerwca? Muszę zacisnąć pasa, bo już powoli powinnam myśleć o tym co ubrać.
Co do prezentu, to zdecydowałam, że kupię złoty łańcuszek z medalikiem. Ojcem chrzestnym jest mój tata, więc bałam się że mama podsunie mu taki sam upominek, ale już to skonsultowałam i oni dają w prezencie pieniądze i jakąś drobną pamiątkę.
A oto moja przyszła chrześniaczka:


Wczoraj byłam z moim mężem na rowerach. Przejechaliśmy 43km w terenach pagórkowato-leśnych. Zmachaliśmy się porządnie. Mój K. wylądował w krzakach, bo zjeżdżając z górki o mało co nie spadł ze skarpy do jeziora. Koziołka zrobił bardzo efektownego, ale już bałam się że się połamał. Na szczęście nic mu się nie stało:-)

Dzisiaj jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to wyskoczę pobiegać. 

Menu na dzisiaj:
6:10 śniadanie - kawałek razowca z sałatą i serkiem camembert + kawałkiem fety light i ogórkiem
10:00 II śniadanie - serek wiejski lekki ze szczypiorkiem + pomidorki koktajlowe
13:00 lunch - jogobella light + jabłko
16:00 obiad - pierś z indyka z ciecierzyca i pomidorami + kasza
19:00 kolacja - twaróg chudy

Do tego jak co dzień dużo wody i zielonej herbatki
Dodaj komentarz

South Beach dzień 49. - ja Matką Chrzestną? Być
nie może!

11 maja 2012 , Komentarze (4)

Cześć Kochane!
Jeszcze Wam tego nie pisałam, ale muszę się pochwalić. Zasadniczo to nie mam rodzeństwa, a moją najbliższą "siostrą" jest moja ciocia (A.), tzn. siostra mojej matki. Jest ode mnie starsza zaledwie o 8 lat i nadajemy w dość podobnych rejestrach już od dzieciństwa. Mam dzięki niej 13 letniego kuzyna (jedynego z tej linii-od mamy chłopaka w rodzinie), a teraz po 13 latach urodziła się jej moja nowa kuzynka! Tzn. nie teraz tylko 3 miesiące temu:-) Jak A. poszła na zwolnienie kiedy była w ciąży, to udało jej się wkręcić mnie do pracy na zastępstwo i tak oto jestem już w mojej robótce 7 miesięcy:-).
Wczoraj zostałam poproszona na chrzestną matkę! Jestem z tego bardzo dumna, zwłaszcza, że moja malutka kuzynka jest cudna, uśmiechnięta, kochaniutka itd. Obudziły się we mnie instynkty macierzyńskie, zwłaszcza że na mnie z ciążą też powoli by była pora:-) Trochę dziwnie będzie, bo w końcu jestem kuzynką, ale z drugiej strony jak ona będzie w moim wieku to ja będę miała 54 lata! Masakra!
Mam jednak dylemat co kupić na chrzest i co ubrać,...? Macie jakieś pomysły, jeśli tak to doradźcie coś:-)

Menu na dzisiaj:
6:10 śniadanie - kawałek razowca z sałatą i serem gouda light + kawałkiem twarogu i pomidorem
10:00 II śniadanie - serek wiejski lekki ze szczypiorkiem + pomidor
12:00 grzech:-) - zjadłam trochę lodów (bo do pracy przyjechała moja "ciotko-siostra" z moją 3,5 miesięczną kuzynką i przywiozła lody)
14:00 lunch - jogurt pitny light oraz porcja winogron
16:30 obiad - sałatka brokułowo-pieczarkowo-jajeczna
19:00 kolacja - twaróg chudy

Do tego jak co dzień dużo wody i zielonej herbatki
Dodaj komentarz

South Beach dzień 48. - nowe patrzałki

10 maja 2012 , Skomentuj

Och jak mnie się dzisiaj nie chce pracować... Dobrze, że została mi już niecała godzina. Słońce tak pięknie świeci za oknem i jeszcze na dodatek jadę po pracy odebrać nowe okularki Ciekawe czy będą mi pasowały? Tak to jest jak się dobiera oprawki na podstawie opinii mamy i pani optyk, bo w lustrze niewiele się widzi bez swoich starych szkieł.... Ale wydaje mi się, że nie powinno być źle. Zresztą stare okulary i tak dalej będę miała.

Dzisiaj znowu waga pokazała mniej! Ciesze się niezmiernie, bo wreszcie to widać. W pracy mi powtarzają, że chudnę w oczach
Wczorajszy rowerek zaliczony z wynikiem 19km. Nie jest to rekord, ale jak na popołudniową przejażdżkę z mężem to i tak nie jest źle.
Mąż o dziwo zaproponował mi dzisiaj, żebyśmy rozpoczęli nową świecką tradycję jeżdżenia gdzieś dalej (ok. 40-50km) w wybrany dzień każdego weekendu (oczywiście jeśli pogoda będzie sprzyjająca).
Dzisiaj natomiast mam dzień biegowyPogoda piękna, więc będzie na pewno miło się biegało.

Menu na dzisiaj:
6:10 śniadanie - kawałek razowca z sałatą i łososiem wędzonym
10:00 II śniadanie - serek homogenizowany naturalny 0% + cukier waniliowy + orzechy, słonecznik, pestki dyni i trochę płatków owsianych
13:00 lunch - serek wiejski lekki + pół ogórka
16:30 obiad - sznycel z piersi indyka + kasza gryczana (pół kubka) + pół brokuła
19:00 kolacja - muszę kupić jakąś rybkę wędzoną, a jeśli nie to jajecznica

Do tego jak co dzień dużo wody i zielonej herbatki



Dodaj komentarz

South Beach dzień 47. - na nowo zmotywowana

9 maja 2012 , Komentarze (3)

Dzisiaj kolejny pracowity dzień, ale uporałam się już z najważniejszymi i najpilniejszymi sprawami Postanowiłam więc coś napisać. 
Wczoraj tak jak sobie zaplanowałam byłam pobiegać. Idzie mi coraz lepiej, już przebiegam 8,2km. Pewnie dałabym radę i więcej, ale chcę to trochę stopniować, bo czasu wolnego nie mam znowu aż tak dużo, żeby dojść do momentu, że codzienna przebieżka zajmie mi 2 godziny. 
Dzisiaj dzień bezbiegowy, więc jedyne co to może uda mi się chociaż na godzinkę na rower wyskoczyć - zawsze lepsze coś niż nic. 
Rano stanęłam na wadze i muszę przyznać, że się bardzo ucieszyłam, bo pokazała 69,1kg! Waga wreszcie ruszyła! Nie przesuwam suwaka na pasku, bo zrobię to dopiero w sobotę - mam nadzieję, że waga się utrzyma

Zatem zmotywowana dietkuję dalej.

Dzisiejsze menu:
6:10 śniadanie - kawałek razowca + 2 jajka + plasterek łososia wędzonego + pomidorek
10:00 II śniadanie - serek wiejski lekki + pół ogórka + kawałek rzodkwi
13:00 lunch - jogurt light z ziarnami z lidla
16:30 obiad - makaron pełnoziarnisty z sosem bolognese własnej roboty
19:00 kolacja - sałatka z jajkiem (jeszcze nie wiem co do niej wrzucę, ale na pewno coś dobrego)

Oczywiście dużo zielonej herbaty i wody:-)

Motywacja na dzisiaj:
 
Jak ja jej zazdroszczę urody:-)
Dodaj komentarz

SOUTH BEACH dzień 46. - plany urlopowe

8 maja 2012 , Komentarze (2)

Po długiej przerwie postanowiłam coś napisać.  Najpierw miałam zapierdziel w pracy, potem trochę urlopu, a teraz znowu w pracy nieszczególnie.


Majowy weekend spędziłam aktywnie, jeżdżąc z mężem na rowerze oraz biegając. Pogoda była piękna więc staraliśmy się z tego skorzystać jak tylko się dało. W piątek odwiedzili nas znajomi, więc i drobne grzeszki się zdarzały jeśli chodzi o SB, ale ogólnie bilans i tak był dobry. Niestety waga stoi u mnie już drugi tydzień, ale jestem cierpliwa i nie zniechęcam się tym. Dalej dietuję oraz ćwiczę. Dzisiaj dzień biegowy, więc na pewno ruszę w trasę. Co do SB, to zjadam już więcej węgli i postaci chleba do śniadania i ryżu/kaszy do obiadu, a także pojedynczych owocków. Jeśli do końca maja nic się nie ruszy to przejdę na I fazę, żeby przypomnieć organizmowi o diecie, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne, bo ponoć  zbyt często nie powinno się korzystać z I fazy.


Jak już wspominałam byli u nas moim znajomi ze studiów chemicznych (na marginesie moja była miłość ? opisywana parę lat temu w tym pamiętniku, ze swoją narzeczoną). Staram się utrzymywać z nimi dobry kontakt, bo Ł. jest mi bliski jak brat, którego nigdy nie miałam. Spotykamy się średnio 2 razy w miesiącu, a zważywszy na to, że wszyscy pracujemy to na dodatek oni oboje zmianowo, to sądzę, że jest to dość duża częstotliwość. Od dwóch lat planowaliśmy wspólny wyjazd na wakacje do Chorwacji (ja z mężem jeździmy tam dość regularnie, ale już mi się przejadły trochę te nasze wyjazdy we dwoje), ale w zeszłym roku A. (narzeczona Ł.) dopiero co zaczęła pracować i nie miała urlopu, a  potem znowu był moment, że kasy nie było i teraz wreszcie,?. zostało postanowione ? drugą połowę września spędzimy wszyscy razem w Podgorze pod Makarską.  Cieszę się bardzo i już powoli robię zakupy na wyprawę. Zaczynam też odliczać dni i mam nadzieję, że czas oczekiwania szybko minie!

Dodaj komentarz

South Beach - to już w sumie 5 tydzień!

23 kwietnia 2012 , Komentarze (2)

Witam Was kochane Vitalijki po kilkudniowej przerwie. Wcześniej nie miałam okazji pisać, bo w piątek byłam cały dzień na szkoleniu z pracy, sobotę i niedzielę natomiast miałam dość intensywnie wypełnioną różnego typu zajęciami.

W sobotę zrobiłam ważenie, bałam się jak cholera, bo przecież w pn. waga pokazywała tak dużo! Ale było miłe zaskoczenie,… na wadze zobaczyłam 700g mniej! Czyli jednak dieta nadal działa, mimo iż powoli dołączam nowe produkty!

Nie spoczęłam jednak na laurach i dalej byłam aktywna. W sobotę miałam w planach pobiegać, ale rano pogodna była na tyle złudna (burza, szare chmury, itd.), że zrezygnowałam z tego zamiaru na rzecz 29km przejażdżki na rowerze. W niedzielę jednak nie odpuściłam biegania. Zasapałam się jak nigdy, bo słońce świeciło i było chyba z 25 stopni, ale ja twardo w czapce termoaktywnej (żeby mnie nie przewiało :-/ ) i długim rękawie poszłam biegać (a była to godzina 9.40).

Po południu byliśmy z mężem wizytować moich rodziców na rocznicowym obiedzie. Starałam się wybierać co jem, ale niestety mama do końca dostosować się nie umiała i musiałam trochę się nagiąć (ogólnie niedziela była lekkim odstępstwem od SB, ale na razie się nie ważę, a mam nadzieję, ze do soboty wszystko unormuję). Ziemniaków nie jadłam, ale zamiast tego trochę buraczków i udko od kurczaka (bez skóry oczywiście) i niestety trochę rosołu z makaronem. Kolejnym punktem programu była wizyta u mojej ciotki (wujek miał urodziny) i tam wypiłam kieliszeczek czystej wódeczki (Finlandii żurawionowej – pyszna, piłam pierwszy raz, ale mi bardzo zasmakowała), przegryzłam trzy małe kotleciki jajeczne i dwa szaszłyczki z pieczarek klopsików mięsnych i ogórka (niestety oba rodzaje kotlecików były odrobinę panierowane i niestety smażone). Do tego w sumie zjadłam jeszcze 4 babeczki fasolowe, które sama na tę okazję zrobiłam – w sensie bez mąki.

I więcej grzechów za wczoraj nie pamiętam.

Dzisiaj natomiast powrót do ścisłych założeń diety:

6:10 śniadanie – malutki kawałek chleba pełnoziarnistego + 100g twarogu chudego + pomidorek + plasterek sera salami

10:00 II śniadanie – serek wiejski lekki + seler naciowy (dwa kawałki) + babeczka fasolowa

13:00 lunch – babeczka fasolowa

16.30 obiad  - w zasadzie to jeszcze nie wiem, ale mam okropną ochotę na flaczki w rosole (zobaczę co na opakowaniu będzie wyszczególnione w składzie i się namyślę czy trochę nie zjeść). Na pewno tez fundnę sobie jakieś warzywka. Na deserek kiwi.

19.00 kolacja – faszerowane pieczarki? To jeszcze też kwestia sporna czy starczy czasu i ochoty żeby je zrobić, jak nie to jakiś lekki jogurt + warzywa  na patelnię.

 

Pu-erh na razie piję z umiarem (ok. 2 szklanek) + zieloną herbatę i dużo wody.

Dzisiaj dzień bezbiegowy, więc ćwiczenia w domu 4x8-min. + Mel B.

Dodaj komentarz

South Beach faza II - już jest lepiej!

19 kwietnia 2012 , Komentarze (3)

Nareszcie znalazłam chwilę, żeby coś napisać! Miałam tozrobić przedwczoraj, ale jakoś siły zabrakło, potem wczoraj, ale tym razem mążzostawił Internet w pracy, a że mamy mobilny to niestety miałam problem zdostępnością.

Zatem dzisiaj skoro już udało mi się dorwać do vitalii toopisze ostatnie dni.

We wtorek postanowiłam, że odstawię na parę dni picieczerwonej herbaty (najpierw chciałam ją tylko ograniczyć, ale w ostatecznymrozrachunku przestałam ją pić w ogóle). Teraz piję yerba mate  naprzemiennie z zieloną i z wodą z cytrynką.Byłam ciekawa, czy ta herbata wpłynęła na wzrost mojej wagi. Dzisiaj rano sięzważyła i okazuje się, że od wczoraj ważę 0,5kg mniej!  Wygląda na to, że herbaty Pu-erh nie powinnampić więcej niż 3 szklanki.

Wczoraj zrobiłam godzinną wycieczkę na rowerze, a dzisiajznowu przypada dzień biegania. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie padać.

Wczoraj również zrobiłam sobie dzień I-fazowy SB. Nie jadłamani produktu skrobiowego ani owocu.

Dzisiaj skrobia na pewno będzie do obiadu!

Menu na dzisiaj:

6:10 śniadanie - serek homogenizowany 0% + 10 połówekorzechów włoskich +odrobina słodzika

10:00 II śniadanie - serek wiejski ze szczypiorkiem +kawałek ogórka + kawałek selera naciowego

13:00 przekąska - kawałek selera naciowego

16:30 obiad - warkocz z polędwicy wieprzowej zeszczypiorkiem i szynką szwarcwaldzką + pół szklanki kaszy gryczanej nieprażonej+ szpinak

19:00 kolacja - pstrąg wędzony + pomidor

Dodaj komentarz

South Beach faza II - waga rośnie,... załamanie?

16 kwietnia 2012 , Komentarze (4)

Żeby mi się dzisiaj chciało tak jak mi się nie chce,….! Zero, słowem zero motywacji do diety, pracy i ogólnie do wszystkiego!

Weekend minął pod znakiem rozczarowania i lekkiego podłamania dietą. Żeby nie było,… nie odpuściłam. Dalej jestem na SB  i trzymam się przepisowo, ale sobotnie pomiary przyniosły rozgoryczenie. Dlaczego tylko 0,5kg mniej? Przecież tyle wysiłku, tyle ćwiczeń, tyle odmawiania sobie w ciągu tygodnia, jak i w święta?  Na dodatek zważyłam się również w niedzielę z nadzieją, że to jakieś chwilowe niedopatrzenie i co zobaczyłam? … że przytyłam kilogram! Kurczę, co  jest grane.

Przecież w czwartek był spacer prawie 3 godzinny;  w piątek impreza = 5 godzin skakania jak piłka bez wytchnienia (dawno tak nie dałam czadu!), w sobotę 21km na rowerze, a wczoraj 5,22km biegu,…. To chyba nie jest za mało?

Wiem, wiem… były tez drobne grzeszki. 500ml piwa na imprezie i lampka wina przed (do obiadu – a może to ten obiad w restauracji nie był taki do końca SB?)

Smutno mi jak cholera, bo nie wiem co zrobiłam źle!

Postanowiłam jednak się ogarnąć i dalej idę po plaży. W następną sobotę zobaczymy z jakim efektem. Mam nadzieję, że coś się zmieni i do maja zobaczę na wadze 69,9kg.

Menu na dziś:

6:10 śniadanie – kawałek chleba orkiszowego z ziarnami + plasterek szynki z piersi kurczaka + kawałek ogórka + kawałek chudego twarogu

10:00 II śniadanie –serek wiejski lekki  + seler naciowy

13:00 lunch – kiwi

16:00 obiad – chilli con carne

19:00 kolacja – sałatka z tuńczykiem (tak myślę, ale może coś zmienię)

Do picia herbatki (tym razem czerwona i zielona, bo mam wrażenie że od samej czerwonej trzymam wodę) oraz woda.

Dodaj komentarz