Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Przede wszystkim RECYDYWISTKA...... Od
chudzam
się od.....zawsze, od urodzenia byłam gruba.... rozpieszczona przez prababcie,bacie, mamusie i ciocie, taka kluska od niepamietnych czasów. Kocham książki, choć mam tak mało czasu aby je czytać, szczególnie sensacje, sądówki ulubiona autorka Tess Gerritsen, uwielbiam sport, ale lenistwo zwycięża :(, dzięki bieganiu zgubiłam kiedyś ponad 30kg, a dziś????? szkoda gadać...... gubią mnie słodycze i białe pieczywo, vermuty. Dlaczego sie odchudzam? Bo nie chcę już dłuzej wyglądać nienajgorzej.... Chciałbym schudnąć raz na zawsze i zamknąć ten rozdział mojego życia, tylko czy to jest możliwe? Schudnąć i rozdział zamknąć? Nie wiem, zobaczymy co czas przyniesie. Liczę na ostateczny sukces......

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 42662
Komentarzy: 3957
Założony: 30 czerwca 2010
Ostatni wpis: 25 maja 2012

Idziulka1971

kobieta, 41 lat, Warszawa

170 cm, 71.00 kg więcej o mnie


Twój asystent
Świetnie Ci idzie!
Schudłaś 27kg
Postanowienie wakacyjne: małymi kroczkami do celu

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Historia pewnego telefonu :))))

25 maja 2012 , Komentarze (48)

To historia z happyendem, ale zacznę może od początku....

 

Wydarzyło się to w długi weekend majowy. Jak co roku pojechaliśmy do mamy na działkę aby tam spędzić majowy weekend - cząstkę majowego weekendu. Jak to na działce bywa są goście, dobre jedzenie, jest i alkohol. W tym roku gościem byłam moja ukochana cioteczka wraz ze swoją wnusią - moją ulubienicą 7 letnią Olą. Cóż może 7 letnie dziecko robić w towarzystwie pijaków - oczywiście nudzi się i patrzy na pijackie mordy. Aby nudę choć trochę złagodzić małżonek dał jej telefon do zabawy bo ma w nim całą masę gier.... Zajęliśmy Olę na jakiś czas grami w telefonie a my w tym czasie rozpracowywaliśmy następną flaszeczkę. Ponieważ panował niesamowity upał, popołudniu, po obiedzie była gdzieś godz. 16 może 16.30 poszliśmy całą gromadą nad rzekę. Małżonek nadworny fotograf amator wziął oczywiście lustrzankę, (powiesił go sobie na szyi) bo on będzie fotki strzelał. Ok. niech pijakowi moczy mordzie będzie. Poszliśmy. Ola wyszalała się w rzece, psy również wypłukane a mój pan mąż wziął w obroty aparat. Jego uwagę przykuł owczarek niemiecki, który był nad rzeką jednak w pewnej odległości od nas. Dawaj robić mu fotek co nie miara, wchodzić głębiej do wody i podciągać galoty.  Po jakimś czasie wróciliśmy do domu. Ola zadowolona wypławiła się w rzece, psy uchachane po same pachy śpią  po kątach my zasiadamy do kolacji i rozpracowywujemy następną flaszeczkę. Na piciu i dyskusjach minął nam wieczór.

Następnego dnia rano zaczęło się poszukiwanie telefonu... Gdzie leży to czarne bydle, nigdzie go nie ma, nie ma go w zasięgu wzroku, biorę za swój phone i dzwonie co by to czarne bydle zlokalizować. Wytężam słuch bo słyszę parę sygnałów i chcę drania namierzyć, nie udało się włączyła się poczta głosowa.  Szukamy dalej... Za parę minut dzwonię ponownie, to samo historia się powtarza parę sygnałów i poczta głosowa. Usilnie szukamy dalej, przeszukujemy wszystkie możliwe miejsca, przepytujemy wszystkich gości, wszystkie zakątki działki i zakątki domu, wywracamy wszystkie łóżka do góry nogami, bo przecież Ola wczoraj grała na tym cholernym telefonie i mogła go gdzieś położyć i ktoś z uczestników biesiady mógł go przypadkiem gdzieś przełożyć, przykryć, przenieść itp. Itd...

Poszukiwania trwają....Telefonu nie ma, przekopana cała działka i wszystkie możliwe miejsca, brak pomysłu na to gdzie to czarne bydle może być... Dzwonie do operatora z prośbą o namierzenie telefonu:

 - Nie ma takiej możliwości - słyszę w słuchawce - Takie zlecenie może wystawić tylko prokuratura gdy w grę wchodzą sprawy o pobicie, kradzież lub innego rodzaju przestępstwo kryminalne.

- Dobrze - mówię - to proszę o zablokowanie możliwości korzystania z tego numeru.

Panienka po drugiej stronie zablokowała możliwość jakichkolwiek połączeń wychodzących.

Po upływie paru minut znowu dzwonię na nr zaginionego telefonu i ku mojemu zdziwieniu w słuchawce słyszę: 

"Abonent jest chwilowo nie dostępny lub poza zasięgiem, proszę zadzwonić później"  

Po tej informacji jasne dla mnie stało się, że małżonek telefon gdzieś zgubił i pewnie już ktoś go znalazł. Pijak, menda jedna, stracił taki dobry telefon, tylko wziąć mu w ryj przywalić....

Jest koło południa. Udajemy się na poszukiwania w teren... Szukamy wszędzie gdzie się da, to niemożliwe aby go znaleźć zbyt dużo ludzi przewinęło się przez ten czas... Pomimo wszystko idziemy. Byliśmy nad rzeką, nawet w rzece, pierwsze poszukiwania w terenie zakończone zostały fiaskiem....

Idziemy w teren po raz drugi tak około 17nastej, idziemy, ale wcale nie po to aby telefonu szukać - przepadł, brak szans na odnalezienie-  tylko aby się przejść i aby Ola mogła się znowu w rzece wypławić. Jednak ja jestem niesamowicie uparta i nie daję za wygraną... Ja, małżonek, Ola i pies idziemy nad rzekę. Idąc rozglądam się po wszystkich krzaczorach jakbym poszukiwała grzybów - grzybów w maju. Dobre sobie myślę.  Idę i myślę cały czas o tym telefonie, proszę św. Antoniego o pomoc w jego znalezieniu, choć wiem, że to nie możliwe...

 

Jakie jest prawdopodobieństwo znalezienia telefonu w rzece czy gdziekolwiek indziej?

- Żadne - nie ma takiej możliwości - był przepadł - szkoda fajny był z niego gadżet.

Wchodzimy do rzeki, Pilica jest miejscami dość płytką rzeką, ale są miejsca że trzeba sobie płytkie wejście znaleźć. Takie znalazłam dokładnie to samo gdzie wchodziłam wczoraj. Pies za mną , chłop za psem Ola za nami.

 

Brodzę w tej wodzie i wlepiam gały w tą wodę, a może gdzieś tu ta pierdoła wczoraj go zgubiła jak galoty podciągała?.

Nagle coś zabłyszczało mi pod stopą, nachylam się ciarki mi przeszły...

Rany jest...jest telefon...

Jest!!!! -  wyciągam go z wody i krzyczę - Jest telefon!!!! Małżonek, menda pijak biegnie do mnie i niedowierza. Mam go, trzymam w dłoni, szybko do wycieram wyciągam baterię i rozkładam na wiele małych drobnych części aby woda z niego wypłynęła możliwie najszybciej.

Moja radość jest nieopisana

 

Jakie jest prawdopodobieństwo znalezienia telefonu

w rzece???

Żadne - nie wiem jakim cudem mi się to udało. Cieszę się tym bardziej, bo to dobrej jakości telefon. Wczoraj odebrałam go z naprawy a jej koszt wyniósł 75,00zł. i działa.

 

Cała historia skończyła się szczęśliwie ....

 Dokonałam niemożliwego wyciągnęłam telefon z rzeki po 24godzinach, może dziś trafię w wielką kumulacje w lotto  18 000 000,00zł ??????

Może niemożliwe stanie się możliwe??

 

Buźka

 

Jeśli dotrwałyście do końca tej opowieści to wszystko jest możliwe....

 

Dodaj komentarz

środa 23.05 - upał trwa

23 maja 2012 , Komentarze (25)

Upał trwa.

 Miałam nadzieję na ochłodę na lekki deszczyk a tu nic...

Na przeciwko mojej firmy trwa budowa, powstają nowe apartamentowce - kiedyś nazwałabym je blokowiskami, (jak to wszystko z biegiem czasu się zmienia ) Z budowy unoszą się kłęby kurzu, kopią, wywożą, nawożą, cudują, budują. W pokojach nie mamy klimatyzacji, otwarte okna przez które zagląda południowe słońce wpuszczają gorące powietrze i unoszący się w nim pył z budowy oraz różnego rodzaju pyłki z obecnie kwitnących drzew. Na biurkach piaskownica, pod powiekami piach, na dokumentach piach, ręce mokre od potu i lepkie od kurzu a przecież to

czysta i lekka praca biurowa

Noc była okropna, upalna, nie mogłam spać budziłam się co jakiś czas... Brago całą dzisiejszą noc spędził na balkonie sapiąc, koty na noc czmychnęły z domu - choć wydaje mi się, za na korytarzu na dole jest najprzyjemniej -chłodno.

Decyzja podjęta - jadę do Mikołajek.

Okazało się, że moje ciutek starsze koleżanki odmówiły i padło na mnie,

w sumie co mi tam zależy?????

Wybędę z domu na prawie 4 dni, przez ten czas nie będę oglądać mojej ukochanej, jedynej, niepowtarzalnej teściowej, nie będę stała przy garach i nie będę słuchała każdego poranka wzdechnięć mojego ukochanego małżonka, "O Boże" - pełen luz.

Bardzo się cieszę.

Koleżanka, która z racji posiadania działki niedaleko Mikołajek zaleciła mi korzystać z uroków kurortu basenu i drink baru - nie wiem tylko czy będzie mnie stać na drinki w takim miejscu.

 

Trzymajcie się chłodno i dietetycznie

Buźka

 

Dodaj komentarz

ależ propozycja....

22 maja 2012 , Komentarze (25)

Wtorek  ma być piękny i słoneczny.

Nie podlałam wczoraj kwiatków, liczyłam że załatwi to za mnie deszcz, który zapowiadali synoptycy. Niestety tym razem pogoda zawiodła.

Od 5.15 rano biegałam  po ogródku jeszcze w piżamie i podlewałam

 moje roślinki.

Jadąc rano do pracy małżonek stwierdził, że szkoda marnować dnia na spanie i powinniśmy do pracy jeździć na godzinę chociaż 6.00 rano. Dobre, jakby nie było facet ma rację jest tylko jeden malutki problem kto za niego tak rano wstanie, pytam się kto????

 

Właśnie przed chwilą przyszedł do mnie szef z zapytaniem czy nie byłabym chętna pojechać na trzy dni do Mikołajek (spotkanie farmaceutów)  - ależ zaszczyt mnie kopnął z samego rana we wtorek.

Propozycja super tylko czy ja jestem przygotowana do takiego wyjazdu????

Spadło to na mnie niespodziewanie ponieważ kolega, który miał jechać złożył wymówienie, dowiedzieliśmy się o tym w miniony czwartek i ja miałabym wskoczyć na jego miejsce.

Odmówić mi nie wypada, bo będzie to źle przyjęte, cóż należy się zgodzić i zacząć do wyjazdu szykować.

 

Jechać nie jechać oto jest pytanie.....

 

Buźka

Dodaj komentarz

przepis na budyń

21 maja 2012 , Komentarze (24)

To żaden wyszukany przepis, ale proszę bardzo

 

Bierzemy sobie budyń np.waniliowy Delecty duży na 3/4 litra mleka - budyń bez cukru i gotujemy go wg. przepisu na opakowaniu.

Mleko 0,5% lub wedle uznania.

Następnie do ugotowanego - jeszcze ciepłego -  niegorącego  budyniu dodajemy 2-3 łyżeczek słodzika oraz pół opakowania

serka homo 0% np. President.

Wszystko ze sobą miksujemy i gotowe sobą spożycia. 

Dobre na ciepło jak i na zimno.

Smacznego

Dodaj komentarz

21 maja poniedziałek

21 maja 2012 , Komentarze (13)

Witam Was poniedziałkowo.

Przez weekend tylko zerkałam tutaj. Przede wszystkim chcę Wam wszystkim bardzo podziękować za życzenia urodzinowe, nie spodziewałam się takiego odzewu. Dziękuję za nowe zaproszenia do grona znajomych, zaakceptowałam wszystkie. Witam nowych znajomych mam nadzieję, że dziewczyny jesteście dość aktywne.

Co u mnie???

Wczoraj byliśmy u mamy na działce -  musiałam przywieźć teściową, mama zjeżdża również do domu. Miesiąc muszę jakoś wytrzymać.

Od 23 czerwca pozbędę się francy na całe 3 miesiące....

Jak dobrze, jak się cieszę

W sobotę było dość aktywnie, z samego rana zaliczyłam

30 minut na air Walkerze,

potem cały dzień w ruchu, wieczorem nażarłam się wątróbki  - niestety smażonej była bardzo dobra - ale już takie potrawy mi nie służą.

 Sobota w ruchu, tak jak pisałam zawsze coś się urodzi i wszystkie plany biorą w łeb.

Nie było błogiego lenistwa.

Pół niedzieli spędzonej u mamy na działce, wróciliśmy dość wcześnie bo tuż po 16nastej byliśmy w domu. U mamy jak to u mamy obiad typowo polski: kotlety schabowe, ziemniaki i mizeria. Kotleta zjadłam, pół ziemniaków i pół mizerii oddałam mojemu małżonkowi - ten wciągnie wszystko niczym odkurzacz.

Zrobiłam wczoraj budyń z serkiem homo 0% całkiem dobre to cudo wyszło.

Dopijam kawę i lecę zobaczyć co u Was.

Trzymajcie się ciepło i dietkowo.

Buźka.

Dodaj komentarz

18 maja 2012r.

18 maja 2012 , Komentarze (50)

Waga sprawiła mi prezent urodzinowy ( kończę dziś 41 lat) ło matko!!!!  na wadze 71kg. Nie popadam w euforię, ale bardzo się cieszę.

Zmieniłam oczywiście cel o kolejne kilogramy

 zgodnie z metodą małych kroczków.

 

 

Wczoraj byliśmy na zakupach spożywczych, wydaliśmy kupę kasy i niewiele w wózku. Nie znoszę robienia zakupów, ale cóż trzeba było zrobić bo w lodówce przeciąg.

Jutro dzień wolny, małżonek do pracy a ja poddam się błogiemu lenistwu. Znając siebie pewnie wynajdę sobie coś do robienia, jakieś gotowanie z kuchni Dukana czy porządki bo pół podwórka (czytaj piachu)  znowu w domu.

Wczoraj nie ćwiczyłam, nie chciało mi się. Wróciliśmy dość późno z tych zakupów i padłam. W środę pedałowałam na rowerku, totalna beznadzieja,  w ogóle mi to nie szło. Pedałowałam jakieś 30 minut spoglądając co chwilę na zegarek, jednym słowem była to istna udręka. Wolę pedałowanie w terenie.

Energia mnie nie opuszcza, zapał do ćwiczeń również jest, dziś ćwiczymy. Córka w pracy, małżonek ma drugą zmianę sama w domu. Trzeba to wykorzystać póki nie ma francy. Niestety w niedzielę jedziemy po nią, wraca?. Po jasną cholerę ta małpa wraca?????? Było mi tak dobrze nikt się po chałupie nie szwędał i nie smrodził papierochami....

Trzymacje się słonecznie

Buźka

Dodaj komentarz

jest wieczorek, pora na przepisy i fotki :))

16 maja 2012 , Komentarze (24)

Zacznę od przepisu na piernik. Przepis zapożyczony z pamiętnika Elimy.

Piernik

 

8 łyżek otrębów owsianych

4 ......pszennych

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

8 łyżek serka homo... ( opakowanie 300gram)

2 żółtka

5 białek

1,5 łyżeczki przyprawy do piernika

Proponuję wedle smaku.

2 łyżki słodzika do pieczenia

?  łyżeczki kakao o obniżonej zawartości tłuszczu.

 

 Z 5 białek ubiłam pianę, pozostałe składniki razem zmiksować do uzyskania jednolitej masy zmieszać razem. Keksówkę wyłożyć papierem i piec około 54 min w 180stopniach.

 

 

Tak wygląda. Doskonale smakował z poranną kawą a nastepnie na drugie śniadanie z połówką serka ziarnistego.

 

Sałatka z kurczaka i pieczarek

400g pieczarek

1 podwójna pierść z kurczaka

4 ogórki konserwowe

4 jajka

1 por

serek homo 0%

łyżka musztardy

pieprz, sól do smaku....

 

Przygotowanie:

Pieczarki - użyłam same kapelusze gotujemy - 10 minut od zagotowania się. Następnie odlewamy i po wystygnięciu kroimy w kostkę. Pierś gotujemy w kostce rosołowej, następnie kroimy w kostkę, jaja gotujemy na twardo, kroimy w kostkę, ogórki kroimy w kostkę, pora w półksiężyce, dodajemy serek imusztardę oraz pieprz i sól do smaku.

 

Naleśniki:

5 łyżek otrębów owsianych

5 łyżek otrębów pszennych

2 jajka

1/2 jogurtu natrulanego gestego

1/4 szklanka mleka ( dałam 1,5% mleko)

1 łyżeczka słodzika

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

 

Wszystkie składniki dokładnie ze sobą wymieszać i odstawić na 30 minut. Smażyć na rozgrzanym teflonie na małym ogniu bez użycia tłuszczu. Przewracać na drugą stronę gdy się zarumienią końcówki.  Z tej porcji wychodzi ok. 6 - 7 naleśników.

Smażenie zajmuje dużo czasu, początkowo myślałam,że nic z tego nie będzie a jednak się udało i wyszło coś takiego:

 

Naleśniki są z nadzieniem: jabłko smażone na patelni.

Nadzienie:

3 jabłka obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach, wrzucamy na teflo dodajemy wedle uznania cynamonu i słodzikai dusimy do uzyskania jednolitej masy. Uzyskana masa starcza na posmarowanie 3 naleśników......

 

Smacznego....

Dodaj komentarz

naszło mnie wczoraj na......

16 maja 2012 , Komentarze (13)

Wczoraj mnie naszło na prace kuchenne, a dokładnie mówiąc na gotowanie pieczenie i smażenie.

Wszystkie przepisy z kuchni Dukana.

Zrobiłam:

Dukanowe naleśniki ze smażonym jabłkiem tartym

Dukanowską sałatkę z pieczarkami i kurczakiem

Dukanowskiego piernika  z przepisu Elimy.

 

Wszystko wyszło palce lizać. Jeśli jesteście zainteresowane to wieczorkiem podam przepisy i wstawię fotki.

Dzięki jednej z moich znajomych  - podała adres do blogu z przepisami Dukana trafiłam na kolejne przepisy zmodyfikowane dla potrzeb jego kuchni.

Nazwa blogu : Z kotem w kuchni.

 

Raport z pozostałych dni:

W poniedziałek 

 poćwiczyłam : 40 minut na air Walkerze jakieś 25 minut na siłowni + ćwiczenia dywanowe.

Wczorajszy dzień spędziłam przy garach

Dziś powrót do ćwiczeń.

 

Trzymajcie się słonecznie bo u mnie od wczoraj leje.

Buźka.

Dodaj komentarz

Woda, woda, woda...

14 maja 2012 , Komentarze (18)

Pomarudzę trochę teraz o mojej wodzie....

Zabiegi o podłączenie miejskiej wody zaczęłam w połowie lipca 2011r. Z powodu wszechobecnie panującej biurokracji do dnia dzisiejszego wody nie mam.

Owszem z kranu płynie woda, która z wyglądu przypomina herbatę lurę lub marne piwo.

Ponieważ od dłuższego czasu mieliśmy problem z baniakiem do hydroforu - uchodziło z niego powietrze i w kranach spadało ciśnienie a pompa ciągle pracowała podjęłam męską decyzję o wymianie tegoż zbiornika.  To była bardzo dobra decyzja, membrana gumowa w baniaku była rozdarta na pół - stąd nasze problemy. W końcu moja woda kranówa jest idealna dla roślin dlatego zostawiamy ją do podlewania ogrodu i roślin domowych, minerały i odżywki w wodzie, niczego więcej nie potrzeba. Kupiłam baniak i w sobotę małżonek go zainstalował...  Mam nowy baniak i oczekuję na wodę miejską.

Woda miejska????

Pierwsze kopanie miało miejsce w połowie stycznia, rozkopali mi cały maleńki ogródek . Wykonali przyłącze częściowe bo jak pamiętacie rura z wodą do której miałam się pierwotnie przyłączyć była prywatna.

Minęło 5 miesięcy od kopania. Dziś odwiedziłam wykonawcę porozmawiałam z nim i powiedziałam mu wprost, ze zlekceważył moją sprawę, ze została odłożona na spód jako mało istotna. Wykonawca, sam właściciel biura projektowo wykonawczego przyznał mi rację, oczywiście zaczął się gęsto tłumaczyć procedurami i innymi pierdołami. Koniec końców umówiliśmy się na końcowe kopanie i przyłączenie mnie do rury na dzień 4 czerwca lub 11 czerwca - wszystko zależy do wydania zezwolenia na zajęcia pasa przez ZDM.

Potem następne i następne posunięcia związane z przyłączeniem. Nie będę przynudzać.

Chcę jednak wam pokazać jaki osad zostawia moja woda na moim brodziku. Fotka przed myciem i po myciu, które wcale do łatwych nie należy, ale mam swój sposób. Oczywiście dawno już o tym wspominałam łazienka jest stara i nadaje się do remontu lecz priorytetem jest woda a dopiero potem remont o innej kolejności mowy nie ma

 brodzik po myciu

 Łazienka do remontu pamiętajcie o tym, wygląda tragicznie ale tak musi być....

 

Trzymajcie się ciepło i deitkowo.

Buźka

Dodaj komentarz

od rana...

13 maja 2012 , Komentarze (16)

Boli mnie głowa, byłam chwilę w ogródku dosadziłam  kwiatki, trochę popieliłam i wróciłam z bólem do domu.  Położyłam się z powrotem do łózka i spałam do ok. 13.30.  Potem wcale nie było lepiej i nie jest lepiej do teraz.

Pogoda fatalna, miałam nadzieję że synoptykom się jednak ta przepowiednia nie sprawdzi, niestety sprawdziła się.

W sobotę wstałam przed 6.00 znużona piatkowym upałem na moim termometrze było 33stopnie. Rano w sobotę świeciło piekne słońce i było 19stopni potem temperatura spadać zaczęła jak szalona i zatrzymała się na 12tce. Zimno.

Dziś ćwiczeń nie będzie, wczoraj zaliczyłam 27 minut na gazeli. Zapał do ćwiczeń nie opada, ale głowa boli i nie będę się nadwyrężać. Dziś przerwa jutro powrót do ćwiczeń. Dieta utrzymana.

Jurto w pracy stawiam zaległe ciasto imininowe, zrobiłam sernik na zimno czekam aż przestygnie galaretka aby zalać nią wierzch. Będzie sernik, michałki, galaretka w cukrze, herbatniki, kawa niech jedzą, niech im w bioderka idzie.

Trzymajcie się ciepło i dietkowo. Odezwę się jutro.

A prawie bym zapomniała, jutro jadę załatwiać wodę (wreszcie będę miała miejską ) bo moja pomimo zmiany filtrów jest żółta i coraz bardziej cuchnie, mam dość jeżdzenia z baniakami. Trzymajcie kciuki za powodzenie.

Buźka.

Dodaj komentarz