grubbaaa

kobieta, 29 lat, Goole

180 cm, 75.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

zepsuta waga - nici z odchudzania...

27 maja 2012 , Komentarze (7)

Moja ukochana wyczekana waga na której śledziłam znikające 21 kg od maja zeszłego roku jest zepsuta całkiem a całkiem. Prawdopodobnie mój jakże uroczy współlokator, przyszły szwagier, aby odreagować po tym jak go opierdzieliłam że wyżłopał nam mleko ze złości wskoczył na nią nagle i spalił jakieś tam przetworniki. Nie mam jak mu tego udowodnić że tak zrobił, ale na pewno nie zrobiłam tego ani ja ani mój mąż, a waga się nie kalibruje, wyskakuje error, a jak już waży to ważę między 1000 a 8000 kg... Kurwa mać jednym słowem... no dwoma. Muszę jednak kupićź nową wagę :(

Mam za to lustro, kupiłam w graciarni za 10 funtów duże i oglądam swój rosnący brzuch. Po wczorajszych oględzinach swierdziłam, że zaczynam robić brzuszki z powrotem. I zaczęłam.

Muszę jednakże pohamować obżarstwo. Rano tak jak mówiłam jestem grzeczna, ale po obiedzie wstępuje we mnie diabeł tasmański. I to chyba z nudów. Bo na pewno nie z głodu. Ciężko zagospodarować swój czas jak się nie ma nic do roboty, żadnych znajomych tutaj, nie mam jeszcze dzieci, nie mam pracy, tak sobie wegetuję. Nie za ciekawe to, a jedzenie, zwłaszcza słodyczy jest niebywale przyjemne, więc sobie dogadzam nieumiarkowanie. A herbatę i kawę słodzę słodzikiem (buaahahahha :D). Kupiłam stevię, bo wypatrzyłam gdzieś na półce, a Laskotka kiedyś o tym wspominała, że chyba lepsze od normalnego słodzika. Nic mi to jednak nie pomoże, jeżeli zaoszczędzam na tym 40 kcal dziennie (ja piję jedną herbatę czarną i jedną kawę z mlekiem dziennie, którą bym posłodziła po 1 łyżeczce cukru, zielonej nie słodzę) - a 1500 kcal dowalam sobie słodyczami. No może 500-1000 jak mam lepszy dzień. Bo ja nie mogę ostatnio jednej sztuki, jak otworzę opakowanie - to jem całe... 

Dziś będzie inaczej, taki jest plan, ale jest jeszcze przed obiadem, więc codziennie o tej porze tak myślę. Co zrobić by po obiedzie nie pójść do do sklepu naprzeciwko i nie kupić 2 opakowań podłych ciasteczek...

Dodaj komentarz

75....

23 maja 2012 , Komentarze (14)

Witajcie psiapsiółki i ukradkowi czytelnicy :).

Wróciłam do UK z ukochaną Ineczką. 1900 km samochodem, pies był przekochany. Na dole wstawiam zdjęcie z tunelu La Manche już po 20 godzinach jazdy.

A teraz najważniejsza wiadomość na którą wszyscy czekają - ile utyła grubbaaa żrąc bez opamiętania ciacha w UK przez 1,5 miesiąca. Otóż niecałe 4 kg. Ważę dziś rano równo 75 kg. W Polsce jak się ważyłam wychodziło mi wprawdzie 73,3-73,8, a tu jakaś inna grawitacja jest chyba. Chyba że to wina okresu, zważę się po i zobaczymy. Jak obiecywałam, nie robię tragedii, dziękuję Bogu, że utyłam tak mało bo żyrna byłam niesamowicie. Już się tak bardzo nie obżeram, ale i tak codziennie coś wpada.

Tyle miałam do napisania, a nie mogę zebrać myśli. Będę już pisać częściej, obiecuję :). Tym bardziej że mam już szklaną, to będę raportować czy co spada. Jak narazie skupię się żeby nie szło w górę, muszę zebrać siły do dalszej walki z pozostałymi obecnie 5 kg, jaki to pikuś w porównaniu z 20 które udało mi się zwalić. Tym bardziej że rozbujałam przemianę materii ;).

Grubbaaa i Inka w tunelu:

 

Dodaj komentarz

rocznica "odchudzania"

12 maja 2012 , Komentarze (6)

Rocznica odchudzania byłaby dzisiaj, gdyby nie fakt, że od momentu przyjechania do męża - żadną miarą nie mogę powiedzieć że się odchudzam. Wybaczcie milczenie, ale byłam tak zajęta pchaniem żarła do pyska, że nie byłam w stanie się odezwać... Ciężko pracuję na efekt jojo - już mi przybyły po 2 cm w talii i w brzuchu. Sporadycznie chodzę na zumbę i już nie biegam bo się zebrać nie mogę. Jutro jadę do Polski, więc znowu będę cicho jakiś tydzień, w tym czasie się zważę i już blady strach na mnie pada. Jak będę ważyć 75 rano na czczo to będę dziękować Bogu i wszystkim w niebiesiach - słowo daję, a po powrocie - dieta, szlaban na słodkie i wracam do biegania. A jeśli jest więcej... cóż - to samo zrobię, jednakże z poczuciem kompletnej porażki...
Dodaj komentarz

zraziłam się do biegania

30 kwietnia 2012 , Komentarze (6)

Biegnę sobie dzisiaj po co miesięcznej 5 dniowej przerwie technicznej. A tu po 9 minutach zrobiło mi się tak niedobrze, że myślałam że się zerzygam. Zatrzymałam się i chyba z 10 minut dochodziłam do siebie. Wróciłam spacerkiem, dalej mnie mdliło po drodze i kręciło mi się w głowie. Może za szybko po śniadaniu wystartowałam? Może za duże śniadanie zjadłam? Może sałatka jarzynowa przed bieganiem to nienajlepszy pomysł? Zła jestem, bo chciałam porządnie potrenować dzisiaj a tu lipa. Jutro mniejsze śniadanko i bez sałatki spróbujemy.

Czytałam ebooka Allena Carra "jak skutecznie kontrolować alkohol" i dało mi to znowu do myślenia. Bo wydawałoby się że poradziłam sobie z tematem, ale ostatnio znów sobie pozwalam na piwko czasem czy winko, trochę za często, ok 1-2 razy w tygodniu. To nie jest jeszcze to co było kiedyś, do tego jeszcze daleko, ale widzę, że zmierzam w złą stronę. Chyba znów przestanę pić całkowicie. Wczoraj przesadziłam bo uraczyłam się cydrem w samotności, bo miałam nadzieję że pomoże mi to usnąć - i tak usnęłam o 4 rano, więc niepotrzebne są takie praktyki. 

Ostatnio nie mogę nocami spać. Męża nie ma, siedzę sama w obcym jednak jeszcze domu i zwyczajnie się boję. Ja to zawsze sobie jakieś jazdy potrafiłam wkręcać. Myślałam że z wiekiem mi to przejdzie, ale gdzie tam. I nie śpię. Rekordowo usnęłam o 5. A potem jak już usnę to śpię do 13-14, więc tym bardziej nie mogę usnąć potem wieczorem. Chyba czas najwyższy iść do jakiejś pracy... Pójdę pójdę :), tylko najpierw po Inusię, jak nic nam nie wypadnie to 15 maja będziemy w Polsce :))

Dodaj komentarz

komplement

26 kwietnia 2012 , Komentarze (5)

Wczoraj byłam na angielskim. W przerwie powiedziałam do babki obok mnie, że idę po czekoladę do picia, bo lubię. A ona na to "a nie widać". Muahahahah. Gdyby zobaczyła mnie rok temu o tej porze to by się tak nawet nie zająknęła :). A wtedy nawet nie jadłam tak dużo czekolady, w ogóle prawie nie jadłam słodyczy, tylko dużo śledzi, kabanosy i majonez głównie wieczorem. Zero śniadań i zero ruchu. Człowiek jednak czasami zmienia się na lepsze...

Znowu mi się śniły papierosy. Paliłam namiętnie jednego za drugim, wiedząc że przegrałam i przyjmując do wiadomości, że będę palić do końca życia, bo ja rzucić nie umiem. Po czym się obudziłam i byłam zdumiona jak coś takiego mogłam czuć we śnie, skoro temat papirosów i ich pożądania jest ode mnie już odległy o lata świetlne. Za to mąż przygotowuje się do całkowitej rezygnacji z popalania i z elekronicznego papierosa. Nie wiem jak mu w tym pomóc, żeby ułatwić, złagodzić, nie wkurzyć... Bo bardzo się cieszę :)

Dodaj komentarz

zakwasy

25 kwietnia 2012 , Komentarze (4)

Uwielbiam zakwasy!! Mówię to absolutnie serio, bez sarkazmu. Zakwasy oznaczają że tłuszcz się wytopił :). Nie no, wiem że nie, po 25 minutah ruchu tłuszcz się nie wytapia. Ale coś się działo pozytywnego, a mówią o tym właśnie zakwasy w łydkach i udach. Dziś nie biegam, bo leje jak z cebra. Muszę kupić płaszczyk przeciwdeszczowy i będę biegać także w deszcz, nie żebym szukała wymówek.

Wczoraj gadałam ze szwagierką, która się do swojego chłopaka (tego z którym mieszkamy) wybiera na początku maja. I od słowa do słowa - przywiezie mi wagę :))). Zatem zaczynam ograniczać żarcie co by rozczarowanie było jak najmniejsze. W nocy mi się śniła moja waga heheh. Jak na nią wlazłam to wyszło najpierw 80, potem 88, potem 62, potem 72 kg, aż uznałam że jest zepsuta i rozkręciłam ją na części pierwsze i nie mogłam skręcić z powrotem. Widzicie jaki mam zwichrowany czerep z braku wagi?

Dodaj komentarz

zaczęłam biegać!!

24 kwietnia 2012 , Komentarze (4)

No tak mnie kumpel zagiął tym maratonem, że spięłam poślady i puściłam się pędem po Goolu. Tym bardziej że miałam wczoraj telekonferencję na skype z Chlorkiem i obiecała mi że też zaczyna biegać. Mamy biec 10 minut dziennie narazie. Wyszłam po śniadaniu i kawie biegłam z przerwami 16,5 minuty, w sumie nie było mnie 25 minut. Wrociłam i myślałam że ducha wyzionę. Wniosek nr 1 - nie biegać zaraz po kawie bo można albo dostać zawału, albo się porzygać. Ale zaczęłam. To się liczy. Napisałam też maila do tutejszego klubu Vikingów, żeby się do nich zapisać, oni też biegają i w czerwcu mają 1/3 maratonu - może dałabym radę? Nie odpisali jeszcze...

W ogóle ciężką miałam noc. Bo nie spałam w ogóle do 5 rano. Po głowie kłębiły mi się myśli, przypominało mi się kto co powiedział, kto mnie wkurzył i co powinnam była wtedy zrobić. Takie dręczące majaki... G. wrócił rano z pracy i stwierdził że dlatego że wypiłam wczoraj 1 piwo. Jedno piwo tak tu działa, nie daje spać. Żeby skutek był odwrotny trzeba wypić 3. Więc nie będę piła wcale, zwłaszcza jak sama zostaję na noc i nie mam nawet z kim pogadać. 

Z sukcesów - wczoraj zjadłam tylko 2 malutkie ciasteczka (liczę jako 1 porcję).

Dodaj komentarz

brzuszki

23 kwietnia 2012 , Komentarze (6)

Żeby nie było, że tylko się obżeram - robię te przeklęte brzuszki 250 dziennie. Zajmuje mi to 10 minut. Dziś zmierzyłam talię na czczo: 76cm :)). Więc albo schudłam (wątpliwe), albo talię też trzeba mierzyć tylko na czczo, bo jak się do brzucha już coś nawkłada to siłą rzeczy rośnie obwód. Także nie jest tak tragicznie. Tylko co na to waga... Chciałam dociągnąć do tych 70kg a obawiam się że się od nich oddaliłam. Wagi nie kupuję narazie, bo liczę że sobie z PL moją przywiozę, a teraz liczymy każdy grosz, żeby po maleństwo jechać. Ale boję się co by się wrzodów nie nabawić ;) Agu... heheh...

Mój kolega przebiegł maraton krakowski!!! Ja też bym chciała, muszę zacząć biegać :). Jest tu jeden stadion, ale zamknięty, nie wiem co zrobić, żeby z niego skorzystać. A drugi maraton w którym też bym chciała wziąć udział to maraton zumby, moja instruktorka na fejsie mnie zaprasza na 12 maja, ale ja jestem 2000 km od Krakowa :(((. Poszłabym na pewno i trochę mi teraz przykro że mnie takie rzeczy omijają :/. Przeboleję... 

Dodaj komentarz

zumba w goole

22 kwietnia 2012 , Komentarze (10)

Byłam wczoraj na zumbie. Niestety począwszy od baraku, w którym się odbywała pozostawiła po sobie mieszane uczucia. Piosenki niezumbowe, układy niezymbowe, mało skakania i trzęsienia cyckami i tyłkiem. Dwie piosenki uratowały jakoś obraz tych zajęć, przede wszystkim ta:  SEXY MOVIMIENTO . Rozgrzewka 5 minut trwała a powtarzały się w niej 4 ruchy rąk. Słowem nuda. Poruszałam się niby, ale to nie to, to nie ten stan kiedy pot cieknie po tyłku. Będę szukać dalej.

Przez tą poranną pobudkę podsypiałam potem przez resztę dnia. A jak ja śpię w ciągu dnia to jak się obudzę to muszę zjeść coś słodkiego, bo mam wrażenie że zemdleję jak tego nie zrobię. No więc zjadłam 3 brioche ("briożki, chyba masz cos z głową!") i jedno tripple co razem daje 4 porcje. No niby zumba to jakoś trochę spaliła, ale wątpię żeby aż wszystko.

Byłam wczoraj w miejscowym guccim i za 4 funty (jakieś 20 zł) kupiłam 3 koszule i spódniczkę!! W idealnym stanie! Spódniczka rozmiar 12 (u nas 40) - mój rozmiar docelowy, mogę w niej już chodzić, ale muszę ją nosić wysoko, powinnam jeszcze trochę schudnąć żeby była luźniejsza i opadała na biodra. Koszule rozmiary 14 i 16 żeby pomieścić cycki, w pasie odstają, trudno. Nie znalazłam rozmiaru który kryłby me walory i był dopasowany w talii. Ale ładnie w nich wyglądam. Może kiedyś będzie foto ;)

Dodaj komentarz

brytyjskie żarło

21 kwietnia 2012 , Komentarze (4)

Wstałam dziś wcześnie, bo mąż mnie z rana wkurzył. Wrócił po nocce, śmierdział papierosem i szedł w zaparte, że nie palił. Normalnie mi ciśnienie podniósł. W końcu się przyznał, ale już byłam zbyt wkurzona żeby zasnąć, więc wstałam. No nie powinnam go tak dojeżdżać, bo tym bardziej będzie się zapierał, żeby nie rzucić, powinien dojrzeć tak jak ja. Ale teoretycznie on już rzucił palenie w styczniu, przede mną, palił tylko elektronicznego i to mnie zmobilizowało żeby rzucić. A ten znów wraca do palenia, przykro mi jest i choć nie chcę palić, trochę mi się świat zaczyna chwiać w posadach. Nie dam się tym razem, raz wróciłam do palenia przez męża, drugi raz nie popełnię tego błędu!!

Zredukowałam ilość słodyczy faktycznie wreszcie, ale obiady pozostawiają wiele do życzenia. Od trzech dni jem fast foody. W środę 2 cheeseburgery, w czwartek lasania, a wczoraj ćwierćfunciak w Mc... Normalnie równia pochyła. Tak mnie wczoraj wieczorem brzuch rozbolał, że nie wiedziałam jak się ułożyć. Dość kurde, muszę zacząć zdrowo się odżywiać...

Spodnie nadal luźne, ale brzuszek się deczko zaokrąglił. W pasie przybyło 2 cm (z 76 na 78)... Słyszę dzwonki alarmowe!!

Dodaj komentarz