moja waga w ciągu 3 lat z 45 wzrosła do 55 kg. I tak pewnie trwałabym w nieświadomości gdyby nie pewien złośliwy komentarz od bliskiej osoby...
Pierwsza faza 52 kg następna 49 kg i ostatnia 47
Postanowiłam dać jeszcze jedną szansę Jillian Michaels, a w zasadzie dać szansę sobie.Na razie mam już dwa dni za sobą, dziś dzień trzeci. Po ostatniej próbie (ok.10 dniach) kg nie spadły, obwody tak średnio, ale wygląd skóry i kondycja podniosły się. I tak np. z 5 pompek dnia 1. zaczęłam 5 dnia robić ich 15. w czasie jednej serii. Mój P. również zauważył różnicę w jędrności pośladków A teraz coś z innej beczki...praca licencjacka...idzie jak krew z nosa. Mam oddany pierwszy rozdział, który został poprawiony przez promotorkę i oddałam go ponownie. Przede mną jeszcze 2. i to te najgorsze...a termin na oddanie już zatwierdzonej pracy to 1 czerwiec...Jestem normalnie w czarnej d***. Pociesza mnie trochę myśl, że to jednak maj jest ogólnopolskim terminem pisania prac licencjackich heheh. Kogo się nie zapytam ma podobną sytuację do mojej :) Cóż trzeba się zabrać nie tylko za swój zewnętrzny wygląd, ale też za wykształcenie :) Lecę się spotkać z Jillian :*
Jak zwykle, zapał szybko się kończy, a kilogramy nie śpią... zaczynamy od początku. Drugi dzień udaje mi się trzymać dietę, trochę skakanki, trochę hh, nie ma co się przesilać, bo będą zakwasy :)
tak, tak, tak, w święta sobie nie odmawiałam i są efekty 53,8 :( ale raczej to było do przewidzenia. Więc nie ma co się użalać tylko znowu powalczyć o lepszą siebie
takie cyferki bardzo mi się podobają :) półmetek uważam za przekroczony zgodnie z założeniem, czyli 3 kg w dół. Do sylwestra jeszcze 2 kg i 15 dni. Uda mi się! nie poddam się, nie zwolnię tempa, oj nie, nie, nie. (jakoś tak piosenkowo wyszło :)) Zrobiłam dziś zdjęcia porównawcze, ale nie widzę różnicy, a przecież ją czuję po ulubionych, domowych dresach. Postanowiłam sprawdzić wymiary, ale to później, może popołudniu. Jedyne co mi się nie udało, to zacząć a6w. Tabelka wisi do 2 tygodni nad biurkiem i staram się do niej dojrzeć, ale chyba jeszcze nie pora :/ Może gdybym miała kompankę :)
jest 52,9 kg, jest dwójka aaaa!!! z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tym razem to spadek tłuszczyku, a nie wody z organizmu. Cholera gdybym wiedziała, że tak będzie mi szło, na pewno nie podchodziłabym do tego odchudzania tyle razy.Jestem szczęśliwa, do pierwszego celu pozostało 0,9 kg.
dzisiaj waga była wyjątkowo dla mnie łaskawa.Pokazała 52,5 kg. W zasadzie wczoraj trochę popiwkowałam, więc zapewne to utrata wody, ale co tam, już dawno po piątce, dwójki nie widziałam. Co do diety, powiedzmy, że jest, zdarzają się jakieś wpadki, ale to nie są katastrofy. Bardzo pokochałam hula-hop oraz zaczęłam program 300 przysiadów. Centymetry w talii i brzuszku leeecą.Czas podsumowań i może zdjęciowych porównań odbędzie się kiedy waga pokaże 52 kilogramy. Trzymajcie kciuki :)
Czyli jestem zadowolona. Mimo braku ćwiczeń w weekend i paru grzeszków Dziś i wczoraj było kręcenie hula-hop, aaa... zapomniałam o jeszcze jednym sukcesiku :) -2 cm w talii ołjeee!!! Jeśli chodzi o jedzenie jedną zmianą, która powoli wchodzi mi w nawyk jest dokładne przeżuwanie pokarmu, wolne jedzenie (i mam pewną zasadę, hehe jak nie odbije mi się minimum 2 razy podczas posiłku, to znaczy, że jem za szybko ). Zaopatrzyłam się również w parowar z biedronki, cena przystępna, a szybkość i sprawność przygotowania posiłków to po prostu błyskawica.Mogę w jednym czasie przygotować sznycle z indyka, ryż i warzywa...coś niesamowitego. Lecę jeszcze trochę się po pocić, 100 półbrzuszków samo się nie zrobi :)))
wiem, wiem, pewnie woda itd. Ale cyferki na wadze cieszą i jeśli nawet ma być to złudna nadzieja niech daje siłę :) Dzisiaj już zaliczyłam 15 min. szybkiego marszu do miasta w celu dokonania opłat i strasznie się zmachałam. Zakwasy po wczorajszych 100 półbrzuszkach też są, nawet pajacyki i podskoki pozostawiły po sobie ślad w postaci bolących barków i łopatek. Jeśli chodzi o wczorajsze menu, też jestem z siebie dumna. Trochę walczyłam ze sobą późnym wieczorem, bo kolację zjadłam przed 20, a po 23 burczało mi w brzuszku, a mózg wołał : JEŚĆ. Przechytrzyłam go 4 orzechami ziemnymi i musiał się tym zadowolić do rana.
Walczymy dalej
edit: Tak sobie pomyślałam, że fajnie będzie jak ustalę sobie choć minimalne ćwiczenia, które będę wykonywać dzień dnia. Tak więc: 1. kręcenie hula-hop min.10 min. 2. połbrzuszki min. 100 a oprócz tego, wracam do poczciwej Białej Perły, zostało mi z ostatniej kuracji ok. 1,5 tuby iiiii... jak osiągnę pierwszy cel, czyli 52 kg, wykupię sobie karnet na solarium( zawsze się przed tym broniłam na około 30 min, a co?!) Powoli do celu...
Znowu zaczynać od nowa? Idiotyzm! Inaczej nie potrafię nazwać swojego zachowania. Program Michael ćwiczyłam 11 dni, potem przestałam, podkręcony metabolizm i aktywność fizyczna przez 11 dni spowodowały wzrost wagi do 55 kg. czyli takiej od jakiej wychodziłam zakładając ponad rok temu konto na Vitalii. Nie zrobiłam nic ze sobą przez ten rok... Tylko się pochlastać... Kiedy teraz znajdę czas na dietę i ćwiczenia? Na dworze zimno, a ja jestem strasznym zmarźlakiem Siłowni też nie ma w moim mieście, brak też miejsca w domu... Siąść tylko i płakać :(
Może nie wagowy, ale również cieszy.Z siedmiu pompek damskich jakie potrafiłam zrobić na serie, wczoraj udało mi się zrobić po piętnaście to znaczy, że mięśnie się rozwijają i kondycja także się poprawia.Swoją drogą przez 5 dni zwiększenie serii o połowę napawa mnie dumą.Aby tak dalej :)