5. Obiadokolacja: 2 jaja sadzone (na oliwie), młode ziemniaczki z koperkiem, pół kalafiora z wody + kubek kefiru 0%
Chyba może być, co? Zależy mi na tym, żeby było w miarę zdrowo, ale też smacznie. No dobra, to mleko czekoladowe było niepotrzebne, ale trudno się mówi. Kalorii nie liczę, w międzyczasie przegryzłam też kilka orzeszków ziemnych.
Co do treningu, robiłam porządek w szafce z płytami i grami i znalazłam dawno zapomnianego fitness coacha:
Dziś, gdy mały pójdzie spać, zamierzam odpalić płytkę i zobaczymy, co będzie
Oczywiście nie wytrzymałam do jutra z ważeniem, rano waga pokazała spadek więc jestem zadowolona bardzo - tym bardziej, że jem pyszne rzeczy, ochota na słodycze opanowana (albo oszukana, hehehe) i już mało zostało do mojego pierwszego celu - 90 kg. Już niedługo 8 z przodu będzie jak nic!
Menu wczorajsze: śniadanie: grahamka z sałatą, serem light i wędliną chudą + 2 roladki SB + rzodkiewki lunch: omlet z 2 jaj z jogurtem, jabłkiem i cynamonem przekąska: jogurt naturalny z bananem i płatkami migdałów + 1/3łyżeczki miodu obiad: 1 1/2 miseczki rosołu z makaronem kolacja: 5 racuchów na maślance
Jest zdrowo, różnorodnie i smacznie przede wszystkim! Dziś trening był już, godzina siłowni, cardio + siłowe, czuję się świetnie, po jutrzejszym ważeniu zmieniam pasek
Kupiłam sobie wydanie specjalne Shape'a pod tytułem "Odchudzanie". Jest tam kilka ciekawych artykułów jak przyspieszyć metabolizm, o naturalnych spalaczach tłuszczu itp, ale najbardziej podobają mi się trzy kompletne programy odchudzające (dieta + ćwiczenia). Jest tam cała masa ciekawych przepisów na śniadania, przekąski, obiady i kolacje. Urozmaicam je sobie, czasami dodaję coś od siebie i jak na razie świetnie się czuję. Wczoraj na śniadanie zjadłam tosta francuskiego z połówką banana i odrobiną miodu, dziś na lunch omlet z jogurtem naturalnym, twarożkiem i jabłkiem. Ogólnie przepisy są pyszne i bardzo proste do przygotowania. Zaczęłam w poniedziałek z wagą około 92 kg i wyglądając tak oto:
I profil:
Zamierzam się zważyć w piątek, zobaczymy, czy cokolwiek spadło, na razie trzymam się jak należy. Przez to, że posiłki są bardzo urozmaicone, nie jestem głodna ani nie czuję, że czegoś mi brakuje (słodycze zostały zastąpione przez owoce w pierwszej połowie dnia). Zamierzam także ćwiczyć bardziej regularnie, o ile mój absorbujący syn mi pozwoli, oczywiście:) Za 7 kilo, tzn. przy wadze 85 kg zamierzam zamieścić zdjęcia porównawcze - ciekawe, czy coś już będzie widać:)
No tak, ledwo coś tam zrzuciłam, a już znów zakradło się lenistwo i rozprężenie... W poprzednim tygodniu ćwiczyłam tylko 2 x 40 min (trening Ewy Chodakowskiej), a zajmowałam się pieczeniem ciast i pożeraniem ich. Efekt - na wadze 0.6 kg więcej. Dość tego! Zaraz teściowa zabiera małego na spacer, a ja pędem na siłownię, poza tym będę też ćwiczyła z Ewą (w planach mam co najmniej 4 treningi tygodniowo). Musze też wrócić do zwyczaju zapisywania swojego menu - pozwoli mi to lepiej się kontrolować. I żadnych słodyczy! jeśli będę miała taką ochotę na słodkie, zrobię sobie koktajl (owoce, mleko chude, cynamon). Do tego dużo wody mineralnej i zielonej herbaty.
Menu na dziś: śniadanie: łosoś wędzony, 3 małe kromki chleba pełnoziarnistego, 3 plasterki Camemberta II śniadanie: koktajl z bananem i owocami tropikalnymi obiad: pieczone mięso wieprzowe, ziemniaki, surówka (nie wiem jeszcze jaka, może marchewka i jabłko) kolacja: twaróg chudy ze szczypiorkiem i papryką
Po 2 miesiącach jest mnie mniej o 5.2 kg. Ostatnie pomiary wykonane 9 lutego, ale muszę dodać, że tak na serio odchudzam się od pięciu tygodni (ćwiczenia itp). Pomiary dzisiejsze:
Biceps - spadek 1.5 cm Talia - spadek 9 cm Biodra - spadek 3 cm Udo - spadek 1.5 cm Łydka - spadek 1 cm Zawartość tłuszczu - spadek 5%
W poniedziałek po południu zjawili się moi rodzice, teściowie oraz moja babcia na "małą urodzinowa kawkę". W praktyce oznaczało to zapierdziel przez całą niedzielę i poniedziałek, ale było bardzo miło, więc się nie skarżę. Upiekłam trzy rzeczy: tort czekoladowy (from scratch, czyli nawet biszkopt zrobiłam sama), ciasto marchewkowe z kremem z serka mascarpone oraz babkę z ajerkoniakiem i krówkami. Wszystkie przepisy pochodzą z tej strony: mojewypieki.blox.pl - pani Dorota jest mistrzynią, uwielbiam jej przepisy, one nie mogą się nie udać! Choć może adresu tej strony nie powinnam podawać odchudzającym się, hehehe. W każdym razie, ciasta wyszły przepięknie i oto mój triumf: nie spróbowałam nawet odrobiny. Nawet do próbowania kremu wołałam męża. ANI GRYZA!! Jest to mały krok dla człowieka, ale wielki skok w stronę szczuplej sylwetki
Dziś stuknęła mi trzydziestka. Niby niedużo, ale jednak już nigdy nie będę miała lat "dwadzieścia parę". Dwadzieścia brzmi jeszcze młodzieńczo, trzydzieści - to już prawdziwa dorosłość. Tak naprawdę mam wspaniałe, udane życie - rodzina, praca, studia - wszystkie moje marzenia się spełniły. Marzyłam, żeby urodzić dziecko - jest. Marzyłam o skończeniu dwóch różnych kierunków studiów - proszę bardzo (no dobrze, jestem o jedną pracę mgr od spełnienia tego marzenia, ale to już formalność). Marzyłam o własnym mieszkaniu - jest. Smutne wydaje mi się to, że przez większość mojego życia czułam się brzydka, za gruba, niedoskonała. Schudnięcie, bycie szczuplutką i wiotką to marzenie, którego jakoś nie daję rady spełnić. A może...? Może się jednak uda, zanim nadejdzie kolejny marzec?
Jestem szczęśliwa jak nie wiem, przez ostatni tydzień spadło 2 kg! Siłownia plus dieta jednak robią swoje! Jeszcze 2.7 kilo i będzie waga sprzed ciąży. Potem oczywiście jeszcze dłuuuuuga droga przede mną, żeby osiągnąć 78 kg ze stycznia 2011, kiedy to rzuciłam palenie i zaczęłam tyć. Pozytywna rzecz jest taka, że wciąż nie palę (i nie zamierzam wracać, choć czasem mnie ciągnie, nie powiem...), a kilogramy spadają - więc warto było
Nabiału nie jem, ale nie wiem, czy małemu się poprawia - takie dziwne kupki jak miał, tak ma dalej, choć to może jeszcze za wcześnie, żeby coś zadziałało. Brakuje mi mleczka i jogurtów, a najbardziej jajek! Przedtem jadłam 5-6 jajek tygodniowo, a teraz nic Ale najważniejsze, żeby Jerz był szczęśliwy i zdrowy:)
Gdybym nie karmiła, wypiłabym toast właśnie taki - oby jak najprędzej PRZESTAĆ tak wyglądać. To zdjęcie postanowiłam zamieścić w ramach ćwiczenia motywacyjnego - za miesiąc, to jest 15 kwietnia, zrobię sobie zdjęcie w tych samych ciuchach i porównam - i tak co miesiąc, aż do osiągnięcia mojej wymarzonej wagi. Ciekawe, czy za miesiąc (czyli za 5-6 kg, jak dobrze pójdzie) różnica będzie widoczna. Zobaczymy, a tymczasem powoli zbieram się na siłownię!
Dieta trzymana przepięknie, wczoraj siłownia, dziś już nie zdążyłam, bo byliśmy z maluchem u lekarza. Nasza lekarka podejrzewa u niego skazę białkową, więc od teraz wszystkie produkty nabiałowe są dla mnie zabronione. Zobaczymy, czy to mu coś pomoże - mam nadzieję, że nie posypią mi się zęby i kości...
Dziś waga pokazała następny spadek, ale nic nie zmieniam na pasku aż do piątku - mam nadzieję, że uda mi się utrzymać to, co dziś tam zobaczyłam
No i mój obiadek - dziś upiekłam piersi z kurczaka z przyprawami, a do tego zrobiłam pyszne warzywa. Przepis autorstwa Marty Gessler znalazłam w "Wysokich Obcasach", ale trochę go zmodyfikowałam. Oto on:
Składniki: * 4 marchewki * 1 nieduży seler * 2 pietruszki * 5 ziemniaków w łupinkach Zalewa: * oliwa z oliwek * ocet winny * ziarenka kolendry * kminek cały * tymianek * szczypta brązowego cukru * pieprz i sól do smaku
Warzywa obrać i pokroić w słupki, ziemniaki dokładnie umyć i pokroić na cząstki. Zalać zalewą, wymieszać, zapiekać ok 40 min w 180 stopniach. UWAGA: warzywa wyszły twardawe, następnym razem nie będę ich zapiekać, tylko uduszę w garncu pod przykryciem - wydaje mi się, że będą lepsze i bardziej soczyste. Ale w smaku wyszły super - polecam.