Historia wagi



















Witam Was,
jacie ale dziś jest cudownie:D pogoda zajebista aż chce się biegać:D szkoda tylko,że nie da rady:( Niestety nie mam z kim najmłodszego zostawić. No ców w tym roku musi obejść się bez biegania.
Wkońcu chyba troche ogarnełam chłopaków:P wystarczyło kilka razy postawić ich w koncie na 15 min i już jest poprawa:D Ciesze się,bo nie stresuje się teraz aż tak.
Wczoraj dostałam bardzo miłego sms-a od męża:D Poprawił mi humor i to bardzo,ale nie zdradze Wam co tam napisał:D
Początek tygodnia o dziwo był miły nawet miły,w szczególności,że po wejściu na wage ujrzałam 1 kg mniej (czyli pozbyłam się świątecznej nadwyżki:P). Nie przejmuje się jakoś szczególnie wagą ponieważ jak wiecie jestem na etapie napraw.Ale mimo to spadek cieszy bo :
1. oznacza to,że mój metabolizm jest już prawie naprawiony
2. kto by pomyślał,że jedząc 2000kcal i ćwicząc niewiele można aż tyle stracić:D Tak jak widzicie jem 2000kcal:D i do tego schudłam:D więc jak widać doskonale na moim przykładzie wcale nie trzeba się głodzić aby chudnąć:D

A właściwie to nie chudniemy tylko spalamy tłuszcz:P Tak właśnie powinno być:) jak się odchudzamy obcinając kalorie mocno to spalamy głównie mięśnie a nie tłuszcz. A jak jemy właściwie to wtedy spalamy tłuszcz a nie mięśnie. Wiem ciężko w to uwierzyć,ale to prawda.Nawet widziałam na jakimś blogu zdjęcia dziewczyny z tą samą wagą ale zupełnie innym wyglądem. Jaka była róźnica??a no taka,że zamieniła tłuszcz w mieśnie :)jeśli macie ochote zobaczyć różnice oto link.
Co poza tym? Jestem zachwycona ćwiczeniami z Jillian bo mimo iż nie trwają długo czuje,że moje mięśnie pracują:D Program jest super i już się nie mogę doczekać nowych treningów,które będą w przyszłym tygodniu.Właśnie kończe drugi tydzień i od pon ruszam z trzecim i nowymi workoutami:D

A skoro o ćwiczeniach mowa to ja uciekam bo moje hantle już grzeją się do pracy:P
P.S. Dziękuje Wam bardzo za wsparcie:)

Witajcie,
ależ piękna pogoda nam się zrobiła,wkońcu 100% wiosna :D
Już tydzień odkąd mój wyjechał i musze powiedzieć,że strasznie mi tęskno.Ale daje rade:)
Szkoda tylko,że dzieci tak się zmieniły.Najmłodszy tęsknił,nie mogłam go zostawić samego nawet na minute bo płakał,chodził i tylko wołał przytul,a jak tata dzwonił to wyrywał telefon i wołał a ja:P Całe szczęście już się oswoil chyba z sytuacją bo już prędzej zajmie się sobą jak musze np umyć garki itp. Czego niestety nie moge powiedzieć o starszych chłopakach.Średni próbuje rządzić,nie reaguje na to co mówie do niego,moje polecenia itp wogóle nie istnieją,szczerze wykańcza mnie to troche i licze,że wkrótce go ujażmie i znów będzie słuchał.Najgorsze jest to,że najstarszy zaczyna brać z niego przykład a jak dwóch urządzi mi bunt to ja osiwieje:P
Poza tym tydzień zaliczam do udanych i pod względem diety jak i ćwiczeniowo. Co prawda chciałabym już przejść na drugą fazę czyli odchudzanie,ale nie po to zaczynałam naprawę metabolizmu aby teraz ją przerwać,w szczególności,że jestem coraz bliżej finiszu.
Co do ćwiczeń to musze powiedzieć,że bardzo przypadły mi do gustu:D Podobają mi sie w szczególności te siłowe:D z wielką przyjemnością się za nie zabieram i myśle,że 3 miesiące szybko zlecą:) Mimo iż pierwsze 2 tygodnie są w wersji easy to czuje,że moje mięsnie pracują a to lubie:D

Na dziś tyle,dziękuje Wam,że jesteście ze mną :)
Udanego weekendu:)


Witam Was,
przepraszam,że nie pisałam,ale nie miałam ani czasu ani głowy do tego.
Ten tydzień był dla mnie zwariowany,zbyt dużo się działo więc nie w głowie było mi pisać.
U mnie zmiany w życiu,mąż wyjechał i jest mi troche smutno z tego powodu,ale jak trzeba to trzeba.
Jakoś to będzie:)

Dieta w tym tygodniu była jaka była,ale napewno nie idealna. Mimo to nie martwie się tym,nie rozpaczam mimo iż waga wzrosła,co tam. Co było to było i nie mam zamiaru aby to dieta rządziła moim życiem.
W każdym razie wracam na dobre tory od dziś.
Mój plan składa się z dwóch etapów:
1.Dokończenie naprawy metabolizmu
2.Właściwe odchudzanie:)
W pierwszym etapie waga może wzrastać,ale szczerze mam to gdzieś.Wole mieć dobrze pracujący metabolizm niż schudnąć teraz a później jeść jak ptaszek bo metabolizm byłby tak rozwalony,że każda kaloria więcej i wzrost wagi.Takieu scenariuszowi mówimy nie:D
Będę starała się idealnie realizować swój plan bo chce aby mój mąż jak wróci doznał totalnego szoku:D
Więc mam dwie motywacje: wesele i oszołomienie męża:D

Od jutra zaczynam przygode z Jillian:D Choć ciężko było mi sie zdecydować co wybrać,ale decyzja już podjęta:) Z jednej strony nie mogę się juz doczekać a z drugiej kuszą mnie inne ćwiczenia,ale nie można przesadzać:)
No więc zaczynam i nie od jutra (choć z ćwiczeniami dopiero od jutra:D) ale od dziś:D
Poza tym jakby,któraś byłą chętna zapraszam do grupy, rusza druga edycja więc chętni mile widziani:D
http://vitalia.pl/index.php/mid/89/fid/1034/diety/odchudzanie/group_id/16251
bardzo fajni ludzie,zawsze można liczyć na wsparcie i porady w sprawie diety czy treningu i nie tylko:D

P.S Moniu myślami jestem przy Tobie:)
Witajcie,
jako,że nie wiem czy przed świętami coś tu jeszcze napiszę,chciałabym już teraz złożyć Wam życzenia:
Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie
rodziny i wśród przyjaciół
oraz wesołego Alleluja!

Ja już na święta mam praktycznie wszystko zrobione,dzisiaj tylko będę jeszcze piec i koniec:D Jaka ulga,że całe sprzątanie i wszystko już mam zrobione.Musze przyznać,że trochę mnie wykończyły te przygotowania i dlatego tak się ciesze.Wkońcu troche odpoczynku:)
Może to dziwne,ale jakoś nie obawiam się o dietę na święta:P Postanowiłam nie szykować nie wiadomo ile tego bo później i tak większość zostaje i trzeba to dojadać.Więc jedzeniowo będzie dobrze,oczywiście napewno zjem jakieś ciasto,ale nie mam zamiaru robić sobie z tego powodu jakiś wyrzutów. To chyba zawdzięczam Ewce i jej mądrościom:P Jak widac da się wyluzować:)
Co do spraw diety to u mnie wporządku,ostatnio zwiększyłam kalorie i będę obserwować jak na to zareaguje mój organizm,ale jestem dobrej myśli:)
Co do ćwiczen to oczywiście codzień trening jest zaliczony.Zmniejszyłam czas ćwiczeń,muszę przyznać,że było ciężko mniej ćwiczyć bo lubię to i już się przyzwyczaiłam.Ale jeśli to ma mi pomóc,to się przełamałam.
Poza tym Ewa też tak uważa:" absolutnie się z tym zgadzam:) od roku trąbie na wszystkie strony że trening od 30min-1h max daje najlepsze rezultaty!!!Mój trening trwa od 30min-45, w zależności od kondycji!!!Organizm zmęczony zwalnia metabolizm!!!:) Wkońcu mówi się o tym na głos!Cudownie!!!"
Więc jak widać wszędzie musi być umiar:)
Ja już uciekam do swoich prac a Wam życze miłego dnia:)
Acha jeszcze zapomniałam:P Dziękuje Wam,że mimo iż ostatnio mało tu pisze to pamiętacie o mnie:) I za to,że jesteście:) Dziękuje:)


P.S. Ja wiem,że większości z Was nie podobają się takie figury,ale mnie tak i nie mam zamiaru teog ukrywać.Właśnie do takiej dążę:D Poza tym jakby wszystkim podobało się to samo to świa t byłby nudny,co nie:D
Witajcie,
u mnie dzieciaczki wciąż chore więc nici ze spacerków.Ale mam nadzieje,że do końca tygodnia całkowicie im przejdzie.
Poza tym wciąż trwa u mnie program naprawczy.Trwa on już prawie 2 miesiące,ale wiem,że warto.Dlatego będę cierpliwa i czekam aż wkoncu wszystko wróci do normy. Do tego mam nadzieje,że będę przestrogą dla wielu osób i nie popełnią tego samego błędu. Wiem,że moje słowa moga nie brzmieć prawdziwie dlatego pozwole sobie zacytować słowa Ewy,znanej trenerki,jej prędzej uwierzycie:
"OSZALEJE!!! DIETA 1000-1200KCAL TO GLODOWKA!!!! To najgorszy scenariusz jakiego mozna się spodziewać!!! Spalamy 1300kcal dziennie nie cwiczac!!! Zatem cwiczac powinnysmy pochlaniac od 1500kcal-2500kcal!!! Wasz organizm na tej idiotycznej diecie,bedzie wyczerpany(bez względu na to jak się czujecie),po powrocie do normalnego odzywaiania,będzie próbował magazynowac wszystko,żeby na wypadek glodowki mieć zapasy!!! Po takiej „diecie” prędzej czy później-zależy ile tygodni,miesięcy,lat na niej jesteście,możecie się spodziewać jedynie efektów jojo.Zacznijcie od psychiki!!!Wywalcie tę podłą wagę!!! zmierzcie się i niech od dziś centymetr będzie wyznacznikiem waszego sukcesu.Zacznijcie zdrowo jeść!!!co najmniej 1500kcal dziennie!!!JEŻELI STOSUJECIE GŁODÓWKE TO ZNACZY ŻE POSZŁYŚCIE NAJGORSZĄ DROGĄ!!! Zanim Wasz organizm wskoczy na właściwy tor troche to zajmie (nawet do 3 miesięcy)możecie przybrać na wadze,ale nie w centymetrach.Stres wszystko komplikuje i odkłada tkanke tluszczową!!!Uspokójcie głowę,bądźcie racjonalne!!!Zacznij od początku we właściwy sposób!!!Inaczej wycieńczycie swój organizm!!!
Tak więc trzeba naprawdę uważać, nawet MŻ może być zwodnicze jak to było w moim przypadku.Czasami warto przeliczyć i sprawdzić ile kalorii się spożywa.Oczywiście zrobicie jak uważacie,ale naprawdę warto uczyć się na błędach innych.
Ja osobiście postanowiłam wrzucić na luz i nie przejmuje się tak wagą.Widzę i czuje,że moje ciało się zmienia i to jest najważniejsze a nie cyferki jakie wskaże ona.Nie mam zamiaru więcej stresować się i zastanawiać czemu waga nie spada.
Fakt,że chciałabym wyglądać super na weselu,ale nie za wszelką cenę.Nie chcę zmarnować już tego na co tak ciężko pracuje. Wiem,że nie będę tego żałować bo to najlepsze rozwiązanie. Jak już mój metabolizm wróci na swój tor,odchudzanie będzie łatwiejsze i nie będzie mnie kosztowało już tyle stresu.
Wiecie co??Czuje się z tym dobrze:D Już nie czuje tego parcia na wagę,aby tylko zobaczyć mniej. Zupełnie inaczej patrze na jedzenie i ćwiczenia. Mimo,że licze kalorie i propocje,nie jest to już tak uciążliwe.
Dziś będzie bez zdjęć bo nie mogę dodać nie wiem czemu.
Trzymajcie się:)

Witam Was
jaka cudowna pogoda:) Aż chce się żyć:) Szkoda tylko,że nie mogę wyjść na spacer.Niestety u mnie w domu dzieciaki chore więc narazie nie możemt korzystać z tej wiosennej pogody.
Ledwo mineła grypa żołądkowa to u dzieciaków pojawił się katar i kaszel.A najmłodszy od soboty strasznie gorączkował.Jak normalnie u dzieci nie widać,że są chorzy tak wtedy całą sobotę przeleżał i ktoś zawsze musiał być koło niego bo nie chciał sam.No więc ciężko było coś naskrobać.Starałam się być z Wami na bieżąco i czytać co tam u Was słychać.
Całe szczęście po wizycie u lekarza,jak dostali leki poprawiło się,choć wciąż jeszcze nie jest dobrze. We wtorek do kontroli więc wtedy będzie już wszystko wiadomo.
Co do spraw dietetycznych to muszę powiedzieć,że miałam chyba chwile załamania:P I nie że zawaliłam diete czy coś.Po prostu miałam dość i myślałam o przerwie aby na jakiś czas odpocząć od diety i tego wszystkiego. Całe szczęście to mineło i walcze dalej. Nie wiem moze jakieś wiosenne przesilenie mnie dopadło że tak mnie naszło.

W każdym razie nie zrezygnowałam :) a nawet mam dodatkową motywację:P Dowiedzieliśmy sie,że będzie wesele w sierpniu,na którym chciałabym wkońcu jakoś wyglądać:P Do tej pory nie przejmowałam się tymi słuchami bo ta para już kilka razy przekłada ślub,ale jak już mają pozamawiane no to teraz raczej się nie wycofają więc nie mogę teraz się poddać:D
Nie mam zamiaru znowu przechodzić przez takie problemy przy kupowaniu sukienki.Fakt,że ostatnio jak kupowałam kiecke na wesele ważyłam jakieś 12kg więcej,ale wole nie ryzykować,że to się powtórzy.
A więc nie poddajemy się,tylko walczymy:D Nawet w chwilach słabości najlepiej poszukać wsparcia u innych i od razu będzie lepiej:)
