CiemneBordo

kobieta, 22 lat, Poznań

172 cm, 61.70 kg więcej o mnie



Wpisy

That's it.

2 lutego 2012 , Komentarze (2)

Zawieszam pamiętnik.
Jest źle. Nie wiem, co mnie opętało. Jem, jem, jem...
Wrócę.
Jak ogarnę chaos, który rządzi moim życiem ostatnio.
Kiedy: 18-19 lutego.
Dlaczego: bo idę na basen.
Jak: zupa kapuściana przez 7 dni/ dieta 500 kcal przez 7 dni.
Do zobaczenia.

Dodaj komentarz

Muszę odpocząć.

29 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Jutro piszę ostatni egzamin, pakuję plecak i uciekam w rodzinne strony.
Muszę odetchnąć.

W przyszłym tygodniu na wytłumienie apetytu zastosuję dietę kapuścianą, modyfikuję zawsze trochę przepis, a zupę robię nową co dwa-trzy dni, żeby była świeża. Chyba, że będę miała warunki, to zrobię Turbo.
Muszę zmniejszyć pojemność żołądka, bezdyskusyjnie.
Staram się polubić swoje ciało, ale to rzeczywiście praca wymagająca tytanicznego wysiłku.

Ostatnie 3 dni minęły pod znakiem 1000 kcal. Boję się, że w domu zaczną mi dogadzać i skończy się tym, że połknę lodówkę!.
A to wszystko z miłości. Z rodzicielskiej miłości jako dziecko miałąm nieograniczony dostęp do słodyczy i teraz wyglądam jak wyglądam. Jeszcze rok temu było mnie mniej, a teraz waga prosi by wchodzić na nią pojedynczo, albo sprawić sobie wagę przemysłową do ważeń wielkogabarytowych:)

Generalnie nie ma tragedii, bo jest 62kg z ogonkiem. Ale o ile mogłoby być lepiej gdyby nie tort na imieniny mamy, gdyby nieony dwa dania w restauracji...A z drugiej strony czy dieta musi równać się wyłączenie z życia towarzyskiego?

Bolesne...
Powinnam zmienić pasek, ale coś się we mnie buntuje. Dziś wreszcie po kilkudniowej absencji zawitałam do łazienki- może jednak nie wszystko jest przesądzone z tymi ponad 62 kilogramami.
Kogo ja chcę oszukać :)






Dodaj komentarz

To wam pomoże, koniecznie przeczytajcie.

28 stycznia 2012 , Komentarze (8)

Zanim zaczniecie czytać, zobaczcie co mi pomogło: http://www.definatalie.com/2009/06/16/how-to-love-yourself-in-8-really-hard-steps/


MAM PROBLEM

Nie ważne, czy ktoś to przeczyta, czy nie. To zupełnie nieistotne. Ale muszę to z siebie wyrzucić, zrobić coś z tym, albo się pogodzić z tym, że nigdy nie osiągnę swojej wymarzonej wagi. Potrzebuje spowiedzi z diety, jakkolwiek to brzmi.
Chyba mam jakieś zaburzenia w odżywianiu. I nie chce wyjść na histeryczkę.
Ale mam skłonność albo do przejadania się, albo do głodzenia.
Potrafię  nie zjeść nic, albo zjeść tyle, jakby jutro miało nie nastąpić nigdy...(kompulsywne objadanie się, bo inaczej tego nazwać nie można).

Zdaje mi się, że bardzo krzywdzę swoje ciało, za to, że nie jest idealne, nie szczędzę mu wyzwisk, mocnej krytyki każdego dnia. Na palcach jednej ręki jestem w stanie zliczyć dni, w których czułam się dobrze z tym, jak wyglądam. Reszta to otchłań auto -nienawiści.

Chciałabym zrobić samej sobie przyrzeczenie: mniej  objadania, głodzenia. Więcej: samoakceptacji. U nie muszę się kochać, wystarczy, że zaakceptuję.

I nie łudzę się, że to wyjdzie mi od razu, od teraz na zawsze, po grób. Będę się potykać, będę tracić kontrolę nad jedzeniem, bo tak reaguję na życiowe zakręty.
Mam też inne postanowienia. Ważniejsze niż ubranie szortów w te wakacje, czy bikini na plaży: chce się pogodzić z samą sobą.

Dlatego, drogie Ciało: przepraszam. Zrobię wszystko, żebyś czuło się dobrze. Nauczę się z tobą komunikować. Postaram się prawidłowo odczytywać twoje pragnienia i rozsądnie je zaspokajać. Będę rozpoznawać, kiedy potrzeba ci minerałów, gdy wołasz o czekoladę. Będę ci dawać witaminy z warzyw i mięsa, gdy zatęsknisz za ciasteczkami. Małymi kroczkami, do przodu.
I przestanę cię karać.

Będzie zgoda?


I just want someone to come and save me, from life, from fear, from memories,from everything. Just take me away...
Late Night Alumni:
http://www.youtube.com/watch?v=zTqYGpqS-XE
Dodaj komentarz

Nie uwierzycie. HELP!

28 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Mam ochotę po dzisiejszym dniu rzucić to odchudzanie w cholerę. Bo mi nie wychodzi zwyczajnie. Słuchajcie tego. Wczoraj z okazji imienin mamy poszliśmy do restauracji, to, co zjadłam wyżywiłoby batalion wojska.

Myślę sobie ( odrzucając już wyrzuty sumienia), że dziś się zważę. Włażę na wagę i: ok, nie ma tragedii.
Przesunęłam wagę pół metra cm w bok, włażę: 5 kg więcej!!! (nie żartuję, równo 5 kg !!!)
Stałam z rozdziawioną gębą, wpatrzona w cyferblat, dobre pół minuty.

I "pizgłam" to w cholerę- metaforycznie. Jestem teraz tak zagubiona, że nie wiem, jak to wytłumaczyć.
Jest kilka opcji:
a) bateria (ma rok, a ważę się praktycznie co dzień) jest słaba.
b) podłoga jest krzywa
c) faktycznie ważę te 5 kg więcej ( dlatego moje BMI kłamie i źle się czuję ze swoją figurą nie bez przyczyny).


Co, ja się grzecznie pytam, do k-nędzy?!

Tak czy siak, przytyłam, wracam grzecznie na 1000 kcal, bo choć mam już dość to skończyć z tym też nie potrafię....

HELP!


Dodaj komentarz

Sprawa jest poważna.

26 stycznia 2012 , Komentarze (4)

Bardzo poważna.
Na koniec lipca jadę z moją Połową i jego znajomymi nad morze.
I ja MUSZĘ, po prostu muszę do tego czasu ważyć max 58 kg. MAX!

Ważę się w weekend ( nie postanowiłam jeszcze kiedy, na pewno po wizycie w toalecie), patrzę na wagę i jeżeli będzie więcej niż na pasku (mimo trzymania diety), to narzucę sobie taki reżim, że do wakacji osiągnę ten cel.
To już nie są żarty.

Niech się ziści.
Pa!

Dodaj komentarz

Rozbujam tą budę!

23 stycznia 2012 , Komentarze (1)

Plan wprowadzam w życie. Chcę troszkę pobudzić metabolizm, zdezorientować go "po całości".
W sobotę było- 300 kcal.
W niedzielę- 700 kcal.
Dziś- 1300 kcal.
Jutro- będzie 700 kcal.
Pojutrze - będzie 300 kcal

A w czwartek się zważę i zobaczę co wynikło z tego eksperymentu. Mam nadzieję, że zobaczę na wadzę wartość zbliżoną do 61 kg.
Adijos!


Dodaj komentarz

Oczekiwanie.

20 stycznia 2012 , Komentarze (1)


Jadę do rodzinnego domu. Jadę się pokazać, wyleczyć z anemii, którą przypisuje mi babcia, wypocząć i najważniejsze: pobyć z rodziną.

I chce schudnąć, ale czy to jest jeszcze możliwe?
Czekam.
A do cierpliwych nie należę.
Ale czekam.
Choć nie jestem też pokorna.
Czekam na cud.
Bo jeść po prostu kocham.


Dodaj komentarz

Czyżby?

17 stycznia 2012 , Skomentuj

Na wadze, o dziwo, 61,6 kg. To chyba te wybłagane pół kilo z wczoraj. Ale założę się, że jutro ew. pojutrze mimo trzymania diety znów zobaczę 62,1 kg.
W marcu mam ważna uroczystość rodzinną, chciałabym  wtedy ważyć mniej niż 60 kilo.
Szybkie oszacowanie i wychodzi mi, że gdyby odchudzanie było czystą matematyką, to 1-wszego lutego powinno być max. 61 kg. Kolejny kilogram powinien spaść w lutym. Uroczystość jest w ostatnim tygodniu marca, czyli kolejne 3 tygodnie na pozbycie się niechcianego tłuszczyku. Wszystko pozostaje w sferze gdybań i przypuszczeń. Bo nie wiem, jak długo dam radę pociągnąć na 1000 kcal :/
Kilka osób pytało, czy jestem pewna swojego trzeciego celu w postaci 56 kilo. Odpowiedź jest taka: wystarczy mi 58. 56 jest włąściwie nieosiągalne, za bardzo lubię jeść :) Ale to taki cel, do którego się dąży, cel sam w sobie. Mam go, żeby nigdy nie uznać odchudzania za ukończone. I żeby nigdy nie przestawać się kontrolować.


Dodaj komentarz

Tydzień.

17 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Tak,  z końcem poniedziałku minął tydzień diety 1000 kcal. Nic nie schudłam oczywiście. Na wadze "magiczne" 62,1 kg.
Jak skończę sesję, pojadę do rodzinnego domu i przez tydzień przeprowadzę dietę kapuścianą, może taki szok wpłynie na mój organizm.
Pamiętam, że mając 60 kg czułam się już całkiem dobrze, a jak widziałam z przodu wartości piątkę, to zamieniałam się w wampa :) Metaforycznie! Po prostu mnie roznosiło. :)

A tak na razie to....
Hopeless.


Dodaj komentarz

Nic się u mnie nie zmieniło.

15 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Dawno nie pisałam, oj dawno.
Mam sesję na głowie. Chyba już pożegnałam się z dietą, skończyła się moja z nią przygoda. Ważę wciąż, podkreślam wciąż, tyle samo.
I potrafię wpieprzać po 3 tyś kcal, aż mi niedobrze, jem po nocy, imprezki, alkohol. Nic, w miejscu.
Potrafię się też rozchorować i przez ponad tydzień jeść jak 4latek - nic.
Może moja waga nie potrafi pokazać mniej? 
Czuje, że powinnam zrobić jakieś postanowienia. Może powinnam szukać, próbować. Dieta Montignaca? Cokolwiek, zanim mi odbije i zacznę się głodzić.
Chciałabym ubrać wreszcie bez wystających boczków spodnie w rozmiarze 26. takie mam skryte pragnienie. Czy to za dużo?

Dodaj komentarz