Zanim zaczniecie czytać, zobaczcie co mi pomogło: http://www.definatalie.com/2009/06/16/how-to-love-yourself-in-8-really-hard-steps/
MAM PROBLEM
Nie ważne, czy ktoś to przeczyta, czy nie. To zupełnie nieistotne. Ale muszę to z siebie wyrzucić, zrobić coś z tym, albo się pogodzić z tym, że nigdy nie osiągnę swojej wymarzonej wagi. Potrzebuje spowiedzi z diety, jakkolwiek to brzmi.
Chyba mam jakieś zaburzenia w odżywianiu. I nie chce wyjść na histeryczkę.
Ale mam skłonność albo do przejadania się, albo do głodzenia.
Potrafię nie zjeść nic, albo zjeść tyle, jakby jutro miało nie nastąpić nigdy...(kompulsywne objadanie się, bo inaczej tego nazwać nie można).
Zdaje mi się, że bardzo krzywdzę swoje ciało, za to, że nie jest idealne, nie szczędzę mu wyzwisk, mocnej krytyki każdego dnia. Na palcach jednej ręki jestem w stanie zliczyć dni, w których czułam się dobrze z tym, jak wyglądam. Reszta to otchłań auto -nienawiści.
Chciałabym zrobić samej sobie przyrzeczenie: mniej objadania, głodzenia. Więcej: samoakceptacji. U nie muszę się kochać, wystarczy, że zaakceptuję.
I nie łudzę się, że to wyjdzie mi od razu, od teraz na zawsze, po grób. Będę się potykać, będę tracić kontrolę nad jedzeniem, bo tak reaguję na życiowe zakręty.
Mam też inne postanowienia. Ważniejsze niż ubranie szortów w te wakacje, czy bikini na plaży: chce się pogodzić z samą sobą.
Dlatego, drogie Ciało: przepraszam. Zrobię wszystko, żebyś czuło się dobrze. Nauczę się z tobą komunikować. Postaram się prawidłowo odczytywać twoje pragnienia i rozsądnie je zaspokajać. Będę rozpoznawać, kiedy potrzeba ci minerałów, gdy wołasz o czekoladę. Będę ci dawać witaminy z warzyw i mięsa, gdy zatęsknisz za ciasteczkami. Małymi kroczkami, do przodu.
I przestanę cię karać.
Będzie zgoda?
I just want someone to come and save me, from life, from fear, from memories,from everything. Just take me away...Late Night Alumni:
http://www.youtube.com/watch?v=zTqYGpqS-XE