Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Baran, szatynka, niebieskie oczy, B rh -. Lubię zwierzęta i dobrze zjeść.

Chomka

kobieta, 22 lat, Poznań

169 cm, 69.50 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Wpis czternasty: żeby mi się chciało...

6 maja 2012 , Skomentuj

... żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce!
Dodaj komentarz

Wpis trzynasty: kolejna próba

3 maja 2012 , Komentarze (1)

Człowiek czasem musi być beznadziejny.
Zdradziłam Vitalię z innym serwisem. Straciłam 30 zł i 0 kg.
Teraz kupiłam większy pakiet vitalijny.
Boże, spraw, by działał.
Dodaj komentarz

Wpis dwunasty: stagnacja

13 stycznia 2012 , Komentarze (4)

Nadal tkwię w fazie wstępnej.
Mój organizm najwyraźniej protestuje przeciwko diecie. A może to ćwiczenia spowodowały nagły wzrost mięśni, które jak wiadomo ważą więcej niż tłuszcz (marzenia)...
No nic, jakoś to tam przeżyję ;) dieta to w końcu dieta. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że w okolicach maja będę już chuda jak przecinek. Jeśli codziennie będę ćwiczyć, jest to bardzo prawdopodobne.
Szkoda, że Vibroaction nie działa. Naprawdę miałam nadzieję, że ruszy zwały tłuszczu z brzucha i wyśle je - bo ja wiem? - do mózgu na przykład, gdzie energia jest potrzebna.
Czy mózg żywi się tłuszczem?
Dodaj komentarz

Wpis jedenasty: dalej, dalej, hopsa-sa!

10 stycznia 2012 , Skomentuj

Zgrzeszyłam dzisiaj tortem urodzinowym i coś czuję, że ćwiczenia go nie spaliły. Uch.
Czuję się jak mały wieloryb, bo waga ani drgnie, a tu już przecież tydzień!

Coś czuję, że niedługo szlag mnie trafi i takie będzie koniec diety.

W piątek ważenie. Mam nadzieję, że poczciwa waga nie pokaże, na przykład, przyrostu. To byłoby bardzo smutne.
Dodaj komentarz

Wpis dziesiąty: kolejny spadek motywacji - zero
spadku wagi

9 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Jestem przygnębiona.
Po raz kolejny wzięto mnie za kobietę w ciąży.
I to chyba na tyle tego wpisu...
Dodaj komentarz

Wpis dziewiąty: jestem śpiochem

6 stycznia 2012 , Komentarze (5)

Właśnie wstałam (uch!) i mam cały dzień rozwalony, w tym, przyznaję pokornie, dietę. Nie co dzień zaczynam dzień od lunchu, a tymczasem wczoraj ugotowałam prawdziwą (!) zupę porowo - ziemniaczaną i mam zamiar ją zjeść. Wmawiam sobie, że nie będę głodna o drugiej w nocy. Wczoraj zgrzeszyłam jedną trzecią chińskiego kubełka, bo po łyżwach do domu pół godziny, a cały dzień nie mogłam nic przełknąć oprócz obrzydliwej surówki jabłkowo-selerowej, którą przygotowałam sobie przed wyjściem. Bleh.

Chyba muszę znaleźć kogoś, kto mnie nauczy porządnie jeździć na łyżwach, bo na razie po pół godziny boli mnie każdy staw i przypuszczam, że to wina techniki jazdy ;).

Był dzień ważenia, wracam do otłuszczonego modelu 3d, to wglądu obok.

A może to nagle pobudzone siłą wibracji mięśnie mnie dociążają? :D Chyba powinnam zmierzyć obwód, to zdradzi prawdę!
Dodaj komentarz

Wpis ósmy: a entuzjazm spada

5 stycznia 2012 , Komentarze (6)

Moja dieta nie jest bardzo urozmaicona, poza tym sama ją rozbroiłam kupując seler korzeniowy zamiast naciowego, co zresztą rozwaliło mi posiłki, bo musiałam je powymieniać. Na szczęście dzisiaj jestem lepiej przygotowana :) na zakupy pójdę, nabędę wszystkie smaczności i leci się dalej.

Mam beznadziejną wagę. Łazienkową. Chyba powinnam kupić sobie jakieś elektroniczne fiku-miku, jak u rodziców. No, ale na razie niestety waga "z kreseczką" musi wystarczyć.
Dodaj komentarz

Wpis siódmy - siła wibracji

3 stycznia 2012 , Komentarze (2)

Założyłam sobie wibroaction na tyłek i sobie wibruje. A tymczasem dieta.
Mmm, zgrzeszyłam kilkoma cukierkami, ale to nic poważnego (jeszcze).
A tak poza tym dobra dietka, tylko jakoś ssie mnie w brzuchu, może za mało masy miało to jedzenie? To żaden biznes nie dojadać. Chyba dopcham kiwi i maślanką.
Dodaj komentarz

Wpis szósty: ach, oto jesteś, dieto!

2 stycznia 2012 , Komentarze (2)

Zerknęłam dzisiaj w dietę i nieco mnie przeraża ;) mam jednak nadzieję, że pójdzie gładko. Mam w sobie sporo optymizmu, zwłaszcza że potrawy wydają się ok. Zastanawiam się (wewnętrznie): iść na łyżwy czy nie iść? Chyba pójdę, dzisiaj ostatni dzień normalnego jedzenia. Trzeba to uczcić, nawet na tak pokrętny sposób.

Niestety, zrobiło się małe kuku: moje ciało, przerażone nadchodzącą dietą, samo zrzuciło 1,5 kg i teraz mój model 3D jest idealny. Szkoda, że moje realne 3D nie chce się nim zainspirować...
Dodaj komentarz

Wpis piąty: wyboista droga do domu

1 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Ha, nareszcie.
Brzuszek trochę boli - nie bez powodu, widocznie odezwały się wrzody - spokojnie, teraz do samej sesji już wino nie zagości w moim menu - ale cieszę, bo wracam do siebie. Fajnie wyjechać na święta, ale zawsze fajniej wrócić w miejsce, gdzie, na przykład, mogę bez problemu zasnąć. I gdzie nie ma 10 000 pokus.
Dwa dni do rozpoczęcia diety.
Dodaj komentarz