Kilogramy spadają coraz wolniej, ale nie poddaję się. Dotrę do celu. Małż twierdzi, że wyglądam ślicznie i nie potrzeba mi ani jednego dnia diety, ale ja już przywykłam do zdrowego jedzonka i rzadko miewam pokusy.
Dzisiaj wszamałam pierogi z jagodami, które robił Małż (tak, tak, mój Marcin lepi pierogi) i nie mam ani grama wyrzutów sumienia. Jestem lekka i dumna z siebie.
Dodaj komentarz
Zmotywowana i zadowolona z sukcesu, odnotowałam zrzucone 10 kg!! Ruszenie dupska z kanapy naprawdę się opłaciło. Chyba udało mi się dzięki temu rozkręcić metabolizm, bo jem nadal tak, jak od początku diety, a waga leci szybciej. Zresztą, ciało mam coraz ładniejsze i brzuszek nawet nie odstaje. Jestem szczęśliwa.
Dodaj komentarz
Nie ważę się (czekam aż będę mogła odnotować jakiś spektakularny rezultat), ale chyba jest dobrze. Czuję się lekka, kupiłam szorty w rozmiarze 38 i coraz bardziej podobam się sobie jako kobieta. Znów jestem młoda i śliczna.
Mój mąż powiedział, że teraz widzi, że te ćwiczenia to świetny pomysł i jest ze mnie dumny. Rany, jakiego ja mam kochanego Małża:)
Dodaj komentarz
Daję radę. Choć dziś uległam kanapce z Canappki. Wybrałam jednak taką z pieczonym kurczakiem i ciemną bułeczką. Dziewczyny, nie wyobrażacie sobie mojej radości, kiedy po powrocie z pracy, zobaczyłam na stronie firmy, że zjadałam tylko 316 kcal, a najadłam się do syta. Wliczyłam więc moją kanapkę do bilansu i potraktowałam jako obiad. Było pysznie!
Nauczyłam się jeść musli na śniadanie i przestałam tęsknić za parówkami. Na wadze znów mniej. To motywuje:)
Dodaj komentarz
Udało się zrzucić 5 kg. Może to niewiele w 2 miesiące, ale mam jakieś przyjemne wrażenie, że jeśli kilogramy spadają wolniej, to znaczy, że spadają zdrowiej. I będę się tego trzymać. :) Mam coraz więcej energii, mimo że z regularnością ćwiczeń jest naprawdę kiepsko.;/ Muszę się zabrać za gimnastykę. Koniecznie.
Borysek zaczął już całkiem sprawnie stawiać kroczki. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała zacząć za nim biegać, więc samoczynnie pojawi się ten zaniedbany sport.
Dodaj komentarz
Czuję się dziś całkiem lekka i świeża.
MENU: 1146 kcal i w planach jeszcze jajecznica na wodzie.
Był pyszny, zapiekany dorsz. Nawet Helenka go chętnie zjadła:)
Udało się uniknąć słodyczy
AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA: skakanka: 400 skoków, 50 brzuszków, i poranny najprzyjemniejszy "sport" z mężem.
Mam nadzieję, że nie dopadnie mnie wieczorny głód.
Dodaj komentarz
Chyba troszkę za dużo jedzonka jednak przerobiłam. Ale starałam się spalić. Był rower (prawie 3 godziny), były brzuszki (po 150 dziś i wczoraj), a wczoraj, jak już dzieci zasnęły, przywitałam się ze skakanką mojej córci. Czytałam na forum, że wiele dziewczyn skacze i że to dobre ćwiczenie-zobaczymy. Udało mi się skoczyć 200 razy. Zmachałam się strasznie, ale każdy początek jest trudny Dziś też sobie poskaczę. To całkiem przyjemne.
Jutro już normalny, dietowy jadłospis. Mam ochotę na dorsza. Chyba jutro na obiad będzie dorsz z warzywami. Zapiekę go w piekarniku. Będzie smacznie:)
Dodaj komentarz
Rodzinkę wysłałam do parku, schab do piekarnika, a ja mam czas, żeby "zalegalizować" swoją dietę. Trwa od poniedziałku, ale pomyślałam sobie, że rejestracja w takim serwisie jak Vitalia pomoże zachować dietową regularność i będzie dodatkową motywacją.
Jem 1300 kalorii. (no,czasami 1400) Wychodzi nieźle. Nie sądziłam, że to aż tyle jedzenia. :D
Wyrzuciłam cukier, biały chleb i masło. Unikam alkoholu, choć pozwoliłam sobie ostatnio na dwie lampki wina (w końcu wszystko jest dla ludzi).
Wykupiłam karnet na basen. Udało mi się pójść w tym tygodniu 2 razy na godzinę, częściej chyba nie dam rady. Rozważam kupno steppera albo innego cuda-czegoś, na czym można poćwiczyć w wolnej chwili. Wiem, że z regularnością sportu będzie ciężko. Zwyczajnie nie mam czasu. Na głowie dwójka maluchów, tłumaczenia, dom, prowadzenie zajęć na uczelni. Mąż sporo pracuje. Muszę chyba pomyśleć nad aktywizacją rodziny w weekendy. Zaczynamy jutro od wycieczki rowerowej po wielkanocnym śniadaniu. Uwielbiam kiedy jesteśmy wszyscy razem:)
Dodaj komentarz