kochane dziekuje wam wszystkim za mile zyczenia urodzinowe. Postaram sie podziekowac kazdej z osobna . Odrazu mi sie humor poprawil
po przeczytaniu tych wszystkich wiadomosci. Macie racje nie ma co sie przejmowac, ale trzeba korzystac jak najlepiej z tych jeszcze "mlodych" lat 
No napewno chcecie wiedziec jak mnie moj maz zaskoczyl 
A wiec po powrocie z pracy, odebralam dzieciaki i poszlismy do domku na obiad. Moj maz juz tam byl i jadl sobie obiadek, ktory wczesniej przygotowalam, ale mniejsza o to...!. Najgorsze bylo dla mnie to, ze z jego strony nie bylo zadnej reakcji, nigdzie nie widzialam ani prezetu ani kwiatow. Juz mi sie troche przykro zrobilo, bo przeciez liczylam chodzby na kwiaty. No ale nic nie marudze, zeby nie wyjsc na desperatke
. W tym czasie zadzwonil telefon, poszlam sobie na balkon zeby spokojnie porozmawiac, gdy skonczylam i weszlam do domu. Doznalam szoku. Dzieci i maz mieli ubrane na glowach urodzinowe czapki i rzucili serpentyna w moim kierunku. Pozniej odspiewali sto lat... . Kazdy trzymal cos w reku. Starsza corka kwiaty, mlodsza prezet a maz tort i wino (moje ulubione)
Rany boskie ale sie ucieszylam. Wiedzialam ze cos napewno kombinuje, ale takie cos normalnie bajera !!!
No a na prezent dostalam .....buty !!!!! 
moje wymazone. Wiedzial ze je chce bo ostatnio, jak bylismy w obuwniczym, to nie moglam sie od nich odkleic.
Musial jeszcze biedyn isc je wymienic na 36 bo 37 okazaly sie za duze 
Kurcze jak spojrzalam w kartonik to zaczelam piszczec jak z reklay "Zalando "
Ale to nie wszystko, wczoraj niestety musialam jeszcze isc do szkoly, wiec z imprezy to nici byly.
Po powrocie ze szkoly, maz czekal na mnie z kolacja i winkiem, no i dostalam jeszcze sliczny gorsecik (to chyba bylo bardziej dla niego, niz dla mnie hihi)
Rany naprawde nie mylsamam ze moj maz potrafi byc taki pomyslowy. Ciesze sie ze po tylu latach malzenstwa, on potrafi mnie jeszcze czyms zaskoczyc i ze w ogole sie stara. Kochany jest... no !!
i´m so happy
A to one-piekne co ?!
A tak wygladaja na moich grubych lydkach
A teraz sprawy przyziemne. Czyli dieta 
No dieta jest, trzymam sie jakos.
Dzs zamierzam pocwiczyc z Mel B .
Po otatnim bieganiu srasznie bola mnie lydki, niewiem dlaczego ???!!!
Waga 54,8 kg.
dzien 2. Moj cel- zaakceptowac siebie.
Nie wstydzis sie swijego ciala.
no i oczywiscie, wkoncu zobaczyc moje wymazone 52 kilo !
Dziej 3 oto zdiecie, ktore mnie inspiruje
Dzien 4. O rety ! Jasne ze tak, niestety tak!
Ostatnimi czasy bardzo rzadko sie to zdarza, ale jednak.
To chyba wszysto na dzis juz was nie bede meczyc
I tak chyba nikt do konca nie przetrwal 
Trzymajcie sie chudo moje piekne