Aaa nie pisałam prawie okrąglutki miesiąc! Już się tłumaczę... Najpierw była moja osiemnastka. No i jakiś czas utrzymywał się stan ' a zjem torcik, a czekoladkę', ciągle ktoś mi coś podsuwał, bo przecież 'mam urodziny. Achy i ochy minęły i mogłam znów powrócić do dietki. I bynajmniej nie nie odzywałam się dlatego, że mi źle szło, a wręcz przeciwnie :) Dużo skaczę na skakance, robię słynne 'dywanówki'. Wszędzie pełno słyszę o hula hop. Wprawdzie nie narzekam na swoją talię, ale na brzuszek owszem. Jest tylko jeden problem... Nie umiem kręcić xd Co za wstyd! Dużo razy próbowałam coś zdziałać, ale bez skutków. Ostatecznie moje różowe, śliczne hula hop zagrzało miejsce za biurkiem i ostatnio jak chciałam je wyjąć, to się okazało, że się strasznie zaplątało w kable od komputera i odpuściłam, bo nie miałam siły mocować się z kablami i odłączać miliona rzeczy :O Krótko i na temat: jest dobrze, moje samopoczucie ok, choć ostatnio między mną a chłopakiem coś się psuje, a niedługo nasza 2 rocznica... Ale walczymy. Oto obiecane już dawno zdjęcie tatuażu! Tadam! Jest na szyi jednak :D
