Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Jestem raczej bardzo zmienną osobą, nie umiem stać w miejscu, muszę ciągle coś robić, wymyślać, zmieniać. Nienawidzę szarej rzeczywistości, w której była i nadal jestem grubą babą! Dlatego postanowiłam to w końcu zmienić i stać się taką, jaką czuję się w środku! A oprócz tego moją miłością jest Muzyka, Japonia i Anime :D

Słowa kluczowe

agni7chan

kobieta, 27 lat, Kraków

171 cm, 69.20 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Ech, porobiło się...

4 stycznia 2011 , Komentarze (2)

Od lata dużo się zmieniło, waga w górę, odeszłam we wrześniu z pracy, siedzę w domu i wariuję.
Ostatnio dopadła mnie bezsenność. Nie mogę spać. Nie wiem, skąd się to wzięło, może przez to, że nawet jedząc ~1500 kcal odczuwam ciągły głód. A może z nerwów, że wciąż nie znajduję pracy, kłócę się z matką, nie mam kasy, żeby gdzie wyjść. Nie moge się nawet wynieść z domu i zamieszkać samodzielnie...

Cóż, wszystko to odbiło się na wadze. I te ciągłe zmiany nastrojów... Przez ostatnie tygodnie byłam w głębokiej depresji, nic mi się nie chciało, zupełnie nic. Po Sylwestrze nagle coś we mnie wstąpiło i czuje napływ sił!!! Jakaś mania normalnie! Natknęłam się w necie na zespół dwubiegunowy, cholera jasna, czuję się tak od dobrych 2 lat! NA zmianę euforia i skrajne doły. Mogę nie spać, nie jeść, działać... Ciekawe, jak długo...

Na razie powracam z nadmiarem kilogramów. Przed swiętami było 77.8 kg, teraz daję sobie ~80kg, bo w święta był hardkor (szczerze nie cierpię świąt!). Ale tydzień ograniczeń i waga powinna wrócić do Siódemek.

Byle do Wiosny...
Dodaj komentarz

Cóż, jak na huśtawce...

7 czerwca 2010 , Skomentuj

Ostatnio wiele się działo z moją psychiką... Zawaliłam tamten tydzień, przez 5 dni się objadałam, viva napady! Powróciły! Co prawda nie było to 10 000 jednorazowo, ale do 5000 dobijałam.
Nie dlatego, że byłam głodna. Bo nie byłam.
Coś pękło. Nie wytrzymuję napięcia. Teraz staram się rozładowywać stres na różne sposoby.
Jestem Kompulsyjnym Żarłokiem. Z tego się nigdy nie wychodzi.
Nie pomogą diety, sport itp - muszę zmienić sposób myślenia. Ale jak?
Chcę być wreszcie taka, jaką byłam dawno temu. Jeśli nie mam nadwagi (co rzadko się zdarza), mam dziecięcą sylwetkę - nieduży biust, zero wcięcia w talii, wąziutkie bioderka, taka TUBA. Teraz zaczynam być własnie do takiej tuby podobna. Nawet się już z tym pogodziłam.

Że nigdy nie będe szczupła jednocześnie mając duży biust (przy wadze 80-90 kg miałam 85F)
Że nigdy nie będę miała kobiecej talii i apetycznych bioder nie mając nadwagi
Że będę musiała ukrywać brzuch albo to, co po nim zostanie...

I wiele wiele innych aspektów.
Co z tego,że schudłam?

Jeszcze tyyyyle przede mną...

Ale ok, nie będę przynudzać!

Drugi etap rozpoczęty! Do stracenia co najmniej 10 kg (to już "tylko" 10 kg)

Właśnie ssę zamrożone kostki kawy i modlę się, żeby jutro zadzwonili i zaprosili mnie na rozmowę. Musze mieć pracę!!! Bo zwariuję...


Dodaj komentarz