agacik1988

kobieta, 23 lat,

168 cm, 53.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

poweekendowe wspomnienia :)

14 maja 2012 , Komentarze (43)

Cześć!
Prawie cały weekend był dla mnie jakąś masakrą!
W sobotę pobudka o 5 rano (po 4h) snu i wyjazd do szkoły pociągiem.
Byłam zaspana i wściekła, a z nieba lały się strugi deszczu
Cały dzień w szkole.
Na szczęście nadrobiłam zaległości z poprzedniego niedzielnego zjazdu,
kiedy to nie mogłam być, z powodu rodzinnej uroczystości.
Wczoraj (niedziela) też nie pojechałam do szkoły.
Tym razem wypadła komunia.


Noc przed komunią to był dopiero HORROR!
Wiedziałam, że lada dzień ma przyjść okres,
zazwyczaj dostaję w ciągu dnia i czuję to całym ciałem,
że zaraz nadejdzie i już przed biorę środki przeciwbólowe...
Niestety,
tym razem dopadło mnie w nocy!


Zasnęłam ok. 1:30, a o 4:00 obudził mnie potworny ból podbrzusza
Z tego bólu dostałam biegunki i mdłości.
Tabletka nie chciała działać.
Miałam dreszcze i zimne poty
Skakałam po łóżku zmieniając pozycje.
Siedziałam, leżałam, klęczałam...
Na wpół żywa wchodziłam przez telefon komórkowy do Internetu,
szukając rady, co mogłoby ukoić mój ból
Najlepsza rada (wiem, że się sprawdza, bo kilka razy sprawdzone):
masaż podbrzusza przez swojego mężczyznę ciepłymi dłońmi
Byłam w stanie wtedy do niego zadzwonić, żeby przyjechał hehe.


No nic.
Tak umierałam sobie powoli z przerwami na wycieczkę do wc.
W pewnym momencie wróciłam z łazienki już z... wiaderkiem.
Nie! Nie miał mi służyć jako nocnik
Najzwyczajniej w życiu, siedząc na łóżku wymiotowałam do niego.
Gapiłam się w moje wymioty,
modląc się w głębi serca, by nie okazało się,
że zwróciłam tabletkę przeciwbólową, która była ostatnią, jaką miałam...


Cały przełyk miałam podrażniony. Fuj...
Nie pamiętam kiedy ostatni raz wymiotowałam.
I teraz najlepsze:
Nie mogąc znieść ohydnego posmaku z żołądka,
wstałam z łóżka po coś do wszamania...
Sięgnęłam po paluszka.
Położyłam się z nim w łóżku jak ze smoczkiem.
ZJADŁAM I USNĘŁAM!




Jaki z tego morał?
- Jedzenie lekarstwem na wszystko!!


Pospałam sobie jeszcze 1,5h dopóki nie zadzwonił budzik.
Trzeba było szykować się na wyjazd do Opola,
gdzie w Katedrze miała odbyć się komunia kuzynki mojego chłopaka.
Później pojechaliśmy do niedalekiej wsi,
na przyjęcie w ciekawie urządzonej restauracji "Stary Dom"




Sukienka wyglądała w całości tak:


Nowy tydzień już zapowiada się ciekawie.
Nie chcę zapeszać, ale chyba czeka mnie praca,
przy przygotowywaniu jedzenia dla VIP'ów na Festiwal Opolski
Mam nadzieję, że pogodzę to z uczelnią...


Dodaj komentarz

Mój aparat ortodontyczny i FOTORELACJA ze
wczorajszego dnia! Hehe ;)

10 maja 2012 , Komentarze (150)

Dzieńdoberek!!

Jak już niektórzy wiedzą,
wczoraj raz na zawsze pozbyłam się moich drutów

Czekałam na ten dzień 2lata i 3 miesiące!
Śledziłam w lustrze każde, minimalne przesuniecie się każdego ząbka z osobna.
Robiłam sobie porównawcze zdjęcia.
Kasy wywaliłam co niemiara
i męczyłam się z włażącym jedzeniem pod żelastwo :D

Chociaż niektórzy z Was cieszą się, że nigdy nie musieli nosić aparatu,
ja tęsknię za nim bardzo!
 BARDZO, BARDZO!

Z jednej strony jestem zajebiście zadowolona,
patrzę w lusterko co 5 min. i uśmiecham się sama do siebie.
Z drugiej str... hmm... w aparacie wyglądałam ciekawie ;)

Kiedyś zęby były moim największym kompleksem.
Nie wiem, czy bardziej chciałam mieć aparat, czy proste zęby.


Do rzeczy!
 Do ortodonty pojechałam z moim Piotrkiem i koleżanką,
która zrobiła mi tyle pamiątkowych zdjęć z tego dnia, że Ho! Ho!

Godzinka drogi i byliśmy na miejscu.

Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda...



Do "godziny zero" pozostało kilka minut

Ostatni raz (mam nadzieję) tutaj siedzę.
Jest dość wcześnie.
Pacjentów nie ma - koleżanka bawi się w paparazzi




Chyba nie muszę nic tłumaczyć?
Po prostu exciting!





Hehe!

Później niestety, paparazzi musiało się wycofać...

Ściąganie aparatu do przyjemności nie należało.
Najgorsze uczucie przy zrywaniu zamków z przednich zębów.
Pierścienie zeszły jak po maśle :)

Da się przeżyć.
Gorzej było przy szlifowaniu zębów z kleju (tam gdzie były pierścienie)
bo babeczka podjeżdżała do samego dziąsła...

Na fotelu obok, za parawanem, siedział chłopak, któremu zakładano aparat.
Słyszał moje "Aaaa! AAAaaa!!" Hahaha...




Jak myślicie?
Da radę przerobić na kolczyki, czy coś?

Na fotelu siedziałam ~godzinę,
z pokorą poddając się "torturom",
ale za to później:






Samo zdejmowanie trwało chwila moment.
To oczyszczanie zębów trwało dłużej,
nie wspominając o klejeniu retencji po wewnętrznej stronie górnego łuku
(taki tam drucik od trójki do trójki za bagatela 300zł.... )...

NAGLE
słyszę rozmowę zbliżających się ludzi w korytarzu.
"Gdzie Pani Agata?"
Chłopak na fotelu obok odpowiada: "Tam"...

Podnoszę głowę, patrzę, a to mój chłopak!
Kuźwa przylazł z aparatem


Chociaż sama jeszcze swoich zębów w lusterku nie widziałam
na ślepo pozowałam do fotek...




Chwilę później byłam już gotowa.
Oddałam ostatnie wyciski potrzebne do zrobienia szyn retencyjnych.


I teraz tak: moja pierwsza myśl po zobaczeniu się w lusterku?
KURWA!! JA MAM GIBIS!!
SZTUCZNE ZĘBY!
WIELKIE JAK U KONIA!!
A JAK SIĘ ŚWIECĄ!!

Aaaaahahahahaaa!




Wyszłam z gabinetu w kierunku recepcji i poczekalni.
Pełno ludzi, a ja wstydziłam się otworzyć buzię :D
Bałam się, że zaraz wszystkich porażę swoim uśmiechem.

Zaczepiła mnie główna Pani doktor i kazała mi się uśmiechnąć.
Trzymała mnie za brodę wykrzywiając mi buzię na wszystkie strony,
co wzbudziło dodatkową ciekawość wszystkich pacjentów w poczekalni!!

Taka byłam zawstydzona (hahaha):


Zdjęcie poruszone,
ale zrozumcie...


Później poszłam do pokoju, gdzie babka zrobiła mi pożegnalne zdjęcia już bez aparatu...

OSTATNI RAZ ZABULIŁAM!!!

Proszę zwrócić uwagę na moją zadowoloną, cwaniacką mordkę podczas wyciągania karty płatniczej...


 
Wielkie lustro przy recepcji, do którego się szczerzyłam:




A tak się cieszyłam, gdy już stamtąd wyszłam:






Co było później??
Tak jak planowałam!
Trzeba było wykonać test nowych zębów!!
Jedziemy się najeść!!



Całą drogę gapiłam się w moje zęby...



Na pizzę nie poszliśmy,
ale było żarcie u Koreańczyka:



Duży, czekoladowy shake:


i McDouble:




Pojechaliśmy jeszcze na żarcie gdzieś indziej,
ale zdjęć już nie robiliśmy.


Tak mi się podobało jedzenie bez aparatu!!
Wzięłam coś do buzi, chwilę pogryzłam i szczerzyłam się do chłopaka i kumpeli
z pytaniem:
"Ej, mam coś w zębach?? "
Oni na to, że nie...
Na co ja: "Żartujecieeeee!! (w wersji bardziej wulgarnej )
I tak w kółko...


Po powrocie do domu rzuciłam się jeszcze na jabłko.
Moje zęby weszły w nie jak BRZYTWA!




Ahhh! To był dzień!




Dodaj komentarz

Mój ostatni wpis...

8 maja 2012 , Komentarze (74)

Kochani stało się.

Nadszedł czas dodania ostatniego wpisu w moim pamiętniku
z...
APARATEM NA ZĘBACH!!

Jutro zerwą mi z zębów moją najdroższą biżuterię...





Tak się przywiązałam do mojego
bling-bling, że chyba się popłaczę!





Lubiłam szczerzyć moje druty na wszystkie strony.
Zęby jak to zęby, większość ma...
ale aparat...



Zastanawiam, jak to będzie poczuć moje gładziutkie perełki pod językiem?!
...
Już planuję co zjeść zaraz po ściągnięciu
Nie będę musiała wysysać resztek spod aparatu,
dziwacznie wykrzywiając twarz?!


Unbelievable...


No co ja zjem?!



Myślę, że coś z serem... takim ciągnącym się...
Bo to właśnie ON najbardziej właził w druty!


Może pizzę?






Albo hamburgera... <3



Chrzanię jutro kalorie i zdrowe odżywianie




!!!


Dodaj komentarz

Kąpiesz się przed dniem św. Jana Chrziciela?? -
przeczytaj.

6 maja 2012 , Komentarze (15)

Gdy byłam jeszcze mała, wszyscy w koło powtarzali, że nie wolno wchodzić do jezior i rzek zanim Jan Chrzciciel nie ochrzci wody. Nawet baseny otwierane są u nas po 24 czerwca.
Oczywiście kto by o tym pamiętał i chciałby tego przestrzegać gdy na dworze takie upały...
W tym roku byłam nad jeziorem już 4 razy. Wczorajszy był NIESTETY pechowy dla naszego kolegi. Chociaż woda nie jest jeszcze aż tak ciepła, zamoczyliśmy się wszyscy odbijając piłkę na płyciźnie. Bawiliśmy się jak dzieci, wszyscy patrzeli na nas i pewnie zastanawiali się, jak ludzie w naszym wieku mogą robić tyle hałasu

Nieszczęście przyszło później. Zmęczyliśmy się i postanowiliśmy iść odpocząć na koc. Ja z chłopakiem pobiegliśmy od razu, a koleżanka ze swoim poszli jeszcze popływać, żeby się ochłodzić po szaleństwach na brzegu.
Leżę na kocu i nagle słyszę krzyki: "Agataaa!!", odwracam się i co ja patrzę? Wychodzi koleżanka ze swoim powoli z wody prowadząc go w stronę naszych kocyków Biegnę do nich, pytam co sie stało. Koleżanka panikuje, a kolega skręca się z bólu i mówi, żeby wezwać pogotowie, że bark mu wypadł

Oczywiście wezwaliśmy pogotowie, przyjechali po 25minutach i zabrali kolegę. Nie ustawili mu zwichniętego barku od razu bo na żywca nie potrafili. Musieli podać mu znieczulenie i gdy odpłynął, wszystko nastawili jak trzeba Jedziemy właśnie zaraz odebrać biedaka ze szpitala. Ehhh...Wiadomo, że takie rzeczy mogą przydarzyć się w każdej chwili, po 24 czerwca i nawet nie w wodzie... Ale to takie pierwsze nasze skojarzenie i  nauczka na przyszłość...
Dodaj komentarz

Głupio mi za poprzedni wpis.

4 maja 2012 , Komentarze (46)

Dostałam od niektórych takie uwagi, że myślałam nad zablokowaniem pamiętnika, żeby nie patrzeć na kolejne, przybywające komentarze
Doszłam do wniosku, że rzeczywiście jestem trochę nie fair w stosunku do tych osób, które ważą więcej (ale ja też kiedyś miałam ten problem) i pogłębiam ich kompleksy lecząc swoje... Wiem, że nie wyglądam już źle, a dążenie do wyfotoshopowanego ideału z gazet jest bez sensu. Moje wyimaginowane kompleksy zostawię następnym razem tylko dla siebie. Ćwiczę i będę ćwiczyć, bo tylko to może pomóc. I powtórzę setny raz: nie odchudzam się! Moją zmorą jest skóra. Ona naprawdę nie jest napięta (czego na tych zdjęciach nie widać). Zresztą... jak skóra z bliznami po rozstępach może być napięta??

Niemniej, wydaje mi się, że niektóre komentarze były trochę nie na miejscu. Nie najlepiej czytało się, że  mam coś z głową, że jestem pustą laską, że mój chłopak jest idiotą i inne... Szok!
Tym, którzy kulturalnie przekonywali mnie, że mam dobrą figurę bardzo dziękuję Postaram się nie patrzeć już na siebie takim krytycznym okiem. The end!

Dodaj komentarz

Ja w stroju kąpielowym... :|

2 maja 2012 , Komentarze (187)

Właśnie wróciłam znad wody.
Miało być opalanko, ale zbliżające chmury i grzmoty przegoniły nas do domu. Z nudów zrobiłam sobie kilka fotek w stroju. Co prawda po piwie, ale nieważne. Wrzucam je do pamiętnika, z pytaniem nad czym powinnam popracować.
Wiem, że szybciej byłoby założyć temat na forum, gdzie pewnie dostałabym więcej krytycznych odpowiedzi dających mega kopa, ale już 4 mies. temu o to się pytałam...

Aktualnie ćwiczę do treningów Ewy Chodakowskiej z płyty na brzuch, uda i pośladki, staram się jeździć w tygodniu na rowerze lub czasem pobiegać. Ważę 52kg, ale wydaje mi się, że wyglądam na więcej  Nie potrafię zaakceptować swojego ciała...


Walcie prosto z mostu. Przyjmę wszystko na klatę. I nie! Nie chwalę się, bo nie uważam, żebym miała czym...

Mam straszne kompleksy, ponieważ będąc dzieckiem, a później nastolatką nigdy nie byłam szczupła. Peszy mnie wzrok chłopaków. Wydaje mi się, że widzą mnie taką, jak wyglądałam kilka lat temu.  Wstydzę się jak dziecko. Nad jeziorem błagałam chłopaka, żeby poszedł kupić coś do baru, bo umierałam z pragnienia... Nie poszedł. Musiałam iść sama. Wstałam, ubrałam się (chociaż wszyscy stojący w kolejce byli w strojach kąpielowych) i dopiero wtedy poszłam...

Dziewczyny kochane! Napiszę to jeszcze raz: nie odchudzam się już! Moja waga nie spadła nawet o kilogram od 4 miesięcy. Czasem wzrasta, ale szybko staram się to normować. Spożywam około 1800kcal dziennie (często nawet więcej). Przeszłam stabilizację i jem wszystko. Nawet biały chleb, ziemniaki, codziennie coś słodkiego... Pytanie tylko, czy ćwicząc tyle co obecnie, moje ciało będzie zmieniać się jeszcze na lepsze?

Dodaj komentarz

majówkowo :)

1 maja 2012 , Komentarze (39)

Hejka wszystkim!
Ale mamy piękną pogodę, prawda?  Słońce dodaje mi energii, aż chce się żyć! Wczoraj ładnie się opalałam :) Mój pierwszy raz w stroju kąpielowym na kocu w tym roku. Ale i tak najlepiej złapało mnie w ostatni piąteczek podczas mycia i woskowania samochodu. Z tym, że miałam na sobie bokserkę i nie za ciekawie to wyglądało... A najgorsze było to, że na drugi dzień, na urodzinach babci, miałam na sobie sukienkę z dekoltem na plecach...
Dziś jadę nad jezioro. Kąpać się nie będę, ale w planach mamy rower wodny. Ciekawe jak na takim sprzęcie opalić tyły? Hehe
Tak na marginesie, to jestem chora. Załatwiłam gardło klimatyzacją w aucie. Piszczę, skrzeczę, kaszlę... Ale wszystko mi obojętne. Jest słońce - jest zarąbiście ;)


Miły, końcowy akcent - moje grillowane udźce



I zdjęcie z sobotnich, 80tych urodzin babci.
Zwróćcie uwagę, że nie prostuję włosów! Słucham się waszych rad. Koniec z prostownicą! Warkoczyk rulez!! Haha



Pozdrawiam i udanej majówki życzę!! Łapcie słonko!
Dodaj komentarz

Moje olejowanie włosów.

12 kwietnia 2012 , Komentarze (45)

Dziękuję dziewczyny za wszystkie wpisy na temat włosów Nie zetnę ich jednak na krótko, bo wiem jak długo je zapuszczałam. Zresztą, chłopak by się wściekł  Dalej będę trwać przy długich włosach, i dalej będę starała się je zapuścić. Ciężko jednak zerwać mi z prostownicą...
Jak widzicie olejowanie doprowadziło włosy w pewnym stopniu do ładu, ale to dopiero 3 miesiące... Mam nadzieję, że będą jeszcze bardziej nawilżone, gładsze, a skręty bardziej regularne i nie tak puszyste/sianowate.

Wiele z Was pisze do mnie wiadomości prywatne i (oprócz pytań o to, na jakiej diecie schudłam, w jakim czasie i co ćwiczyłam) pyta o olejowanie. Widziałam, że powstał nawet o tym temat na forum
Szczerze mówiąc - nie mam zbytniej wiedzy i doświadczenia. Po prostu poczytałam trochę w internecie, zobaczyłam zdjęcia porównawcze dziewczyn olejujących kudełki i, oszołomiona ich efektami, sama zaczęłam działać

Najpierw kupiłam na allegro najtańszy olej kokosowy parachute.

Jest on konsystencji stałej i przed zaaplikowaniem trzeba go rozgrzać, żeby cokolwiek wyleciało z buteleczki. Przeprosiłam się także z moim dawno zapomnianym wax'em :)

Olej kokosowy trzymałam na włosach przed każdym myciem (co 2 dni) kilka godzin. Podobno najlepiej jest zostawiać go na noc, w co nie wątpię... Zaryzykowałam raz, po czym od razu zmieniałam całą pościel... Miałam wrażenie, że wszystko jest brudne! Ja więc olejuję włosy tylko w dzień. Efekty były już po pierwszym olejowaniu. Moje druciane włosy zrobiły się bardzo miękkie :) Z każdym następnym było tylko co raz lepiej. Na przemian z olejowaniem nakładałam na włosy właśnie mojego wax'a. Najpierw myłam włosy szamponem oczyszczającym, jakimś tanim, z czarną rzepą i na wilgotne włosy nakładałam waxa. Zakładałam na włosy czepek lub worek foliowy i traktowałam to suszarką z gorącym nawiewem. Później szybko owijałam ręcznikiem i trzymałam to 1-3h.

Po 2 miesiącach, nie kończą jeszcze oleju kokosowego, skusiłam się na olej do masażu ciała z alterry (do kupienia w rossmannie) z granatem i awokado.

Jest on do masażu ciała, ale w swoim składzie posiada wszystko czego potrzebują nasze suche, zniszczone włosy. Muszę przyznać, że (jak dla mnie!) jest on jeszcze lepszy od kokosowego parachute :) Kondycja moich włosów jeszcze bardziej się poprawiła. Wychodząc na dwór, gdzie ostatnio panuje ogromna wilgoć, moje włosy już się tak nie skręcają! Jupiii! :) Do tej pory, były tak przesuszone, ze gdy wyszłam na deszcz (nawet z parasolem!) moje włosy ciągnęły wilgoć, a z mojej grzywki robił się totalny baranek

Tak więc dziewczyny z podobnym problemem do mojego - zachęcam do nawilżania włosów przez olejowanie!!
Jeśli chcecie bardziej zagłębiać się w temacie olejowania włosów, to odsyłam Was na forum wizażu (tam są prawdziwe guru wszelkich olejów :) ) lub proponuję zajrzeć na blog Anwen http://anwena.blogspot.com/2011/03/nowy-cykl-moja-wosowa-historia.html (też prawdziwa włosomaniaczka)


Na koniec dodaję jeszcze raz zdjęcia porównawcze po ok. 3 miesiącach olejowania i używania maski (wax i alterra ). Niestety zdjęcie "przed" jest zrobione z lampą i może wprowadzać w błąd. Chodzi o to, że wówczas włosy były bardziej sianowate. Totalna strzecha!

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Moje włosy! Proste vs. naturalne. Jakieś rady?
Jaka fryzura/cięcie?

11 kwietnia 2012 , Komentarze (130)

Witam po świętach!
Nie wiem jak Wy, ale ja nazbierałam całą półkę słodyczy - ot taki zapasik na kilka tygodni, a może nawet miesięcy
Nie wiem ile ważę, bo jeszcze tego nie skontrolowałam, ale nieważne  Teraz jest najważniejszy mój brzuch i moja pupa! Od przeszło tygodnia ćwiczę z Ewą Chodakowską i jej z jej treningiem na pupę, uda i brzuch z gazety Shape! Muszę przyznać, że brzuch powoli robi się twardy jak stal! Jak będę miała widocznego six packa to strzelę mu fotkę i zamieszczę ją oczywiście tutaj hehe

Miałam napisać o moich włosach, ale zawsze rozpiszę się na więcej... Wiem, że to źle, bo dużo tekstu Was odstrasza
A więc teraz o moich włosach! Jak już zdążyliście zauważyć - na wcześniejszych zdjęciach - są proste. Niestety, przyznaję się z bólem serca, PROSTUJĘ
Moje naturalne włosy są falowano-kręcone i puszyste. Jest ich po prostu DUŻO! Są wszędzie! Są za mną, po bokach, przede mną, w oczach, w ustach i nie powiem gdzie jeszcze czasem jakiegoś znajdę....

Moją przeszkodą w tym, aby przestać je prostować jest to, że są cieniowane. Wyglądają źle. Na zdjęciach które dodaję, aż tak tego nie widać. Proszę doradźcie mi, co taka osoba jak ja może zrobić z tym puchem? Kucyk? - choćby nie wiem co, po chwili zacznie zjeżdżać pod wpływem ciężaru. Włosów za uszy nigdy w życiu nie dam, bo jest ich tak dużo, że czułabym się jak słoń Dumbo z bajki No i jeszcze jedna z najgorszych rzeczy - jakaś taka krzywa czaszka z tyłu. Chodzi mi o potylice. Będąc niemowlakiem miałam pewnie jakąś krzywicę Ogólnie cała jestem jakaś krzywa.... kręgosłup, palce u dłoni, żebra, no i ta potylica jakby mnie ktoś w łeb od tyłu strzelił Inni tego może nie zauważają, ale ja TAK. Dlatego cieniuję włosy, żeby były bardziej lekkie i unosiły się z tyłu od nasady. Nos mam długi więc najchętniej chowam się za rozpuszczonymi i za grzywką
Za niedługo idę z chłopakiem na komunię i zastanawiam się nad pierwszym w swoim życiu - ułożeniem fryzury! Zawsze nosiłam rozpuszczone. Na wesele, na zakupy, do szkoły, na rolki, na basen, do ćwiczeń Jedynie do biegania związuję w kitkę, a potem się wkurzam, bo zjeżdża...
Chciałam założyć temat na forum, ale to byłoby bez sensu, bo same widzicie, że ja nie wiem czego chcę... No dobra, wiem czego chcę - żeby włosy urosły mi do jednakowej długości w jedną noc do pasa!


Moje naturalne włosy (zdjęcia bez lampy błyskowej):





Wyprostowane (niestety zdjęcia z lampą):





Dziewczyny! Jak żyć z tymi włosami? JAK ŻYĆ??

Po lewej (rok temu, z lampą błyskową :/) - zanim zaczęłam olejować włosy i nakładać maski z wax'a i alterry. Po prawej - teraz:


Olejuję od 2-3 miesięcy. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej...

edit: keratynowe wygładzanie odpada. Robiłam ten zabieg już dwa razy. Włosy były wygładzone, ale nie proste. Takie sztuczne zabiegi już mnie nie interesują. Po 1,5 miesiąca keratyna prawie całkowicie z moich włosów się spłukała
Dodaj komentarz

Piąteczek :) / moje wykwintne muffiny!

30 marca 2012 , Komentarze (49)

Hejka!
Gdyby nie weekendowy zjazd cieszyłabym się z Wami, że zaczyna się weekend :)
Eh... pomęczę się jutro w tej szkole, ale jeśli w sobotę dotrwam do końca, to niedziele sobie odpuszczam. Będę mogła wtedy zaszaleć w sobotnią noc na jakimś parkiecie (ale kombinatorka ze mnie... ), a w niedzielę będę gnić w łóżku!

Dzisiejszy dzień znów nie sprzyja aktywności na świeżym powietrzu. Mam nadzieję, że nie obrosnę w tłuszcz od siedzenia na dupsku. Trzeba sobie jakoś zorganizować czas w domu. W planie mam zrobienie wykwintnych muffinek z czarnymi oliwkami, szynką, ziołami i serem. Jeśli się udadzą to dodam zdjęcie :)
Tutaj będzie (mam nadzieję) fotka



Hehe, udały się skubańce! :)
Powrzucałam do nich co miałam, czyli czarne oliwki, troszkę szynki do środka, bazylia, zioła prowansalskie, sól i na wierzch odrobinka boczku dla tego wędzonego aromatu. Niestety sera nie znalazłam w lodówce, ale może wieczorem skoczę do sklepu i kupię. Posypię troszkę takim startym z góry, wrzucę do mikrofalówki i gotowe :D Przy okazji dodam, że smakują wyśmienicie z ketchupem! Mmmmm... nawet troszkę jak pizza...


Wczoraj zaczęłam przygotowania do lata. W super
pharm'ie kupiłam Capivit sun system po okazyjnej cenie! Naprawdę się opłaca, bo z ceny 18.99zł zeszli do 5,99zł!
Dopóki są w promocji będę musiała zrobić zapasy

Pozdrawiam!
Dodaj komentarz