Napisano 2 lata temu
(List #11)
Ja poznałam swojego księcia na imprezie (banalne), ale gdy opuszczałam klub i kierowałam się w jedną ze stron on stwierdził, że też akurat w tą stronę idzie więc możemy pójść razem. Okazało się że mieszka naprzeciwko mojego domu-ja się 2 miesiące wcześniej przeprowadziłam i nie znałam jeszcze sąsiadów a tu proszę - ON. I tak się wszystko zaczęło, najpierw parę m-cy przyjaźni a potem związek i happy end:) Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata - w maju bierzemy ślub. Wszystkim zakochanym z was życzę szczęścia i jeszcze raz szczęścia a szalonym singielkom by znalazły tego jedynego królewicza 
Jesteśmy razem od 15 lat a 6 mieszkamy razem. Poznaliśmy się jak byłam w czwartej klasie liceum, pod koniec września. Mieszkał w bloku obok więc z widzenia go znałam, zwłaszcza że kolegował się z moim sąsiadem. Widziałam jak mi się przygląda, on mi też się podobał ale wtedy za nic w świecie nie podeszłabym pierwsza do chłopaka. I tak na przyglądaniu mijały miesiące.Pewnego dnia nasze spojrzenia się spotkały i uśmiechnęliśmy się do siebie, pomyślałam, że coś z tego będzie. Jak się potem okazało on pomyślał to samo. Prawie po roku jak zauważyłam zainteresowanie wracalismy jednym autobusem do domu, z tym, że ja go wtedy nie widziałam. Ale on mnie tak i pomyślał to sobie, że albo teraz się ze mną umówi albo już nigdy. W stronę bloku szedł za mną i mniej więcej w połowie drogi podszedł, przedstawił się i powiedział dlaczego nie zrobił tego już rok temu. Pogadaliśmy sobie o tym i owym. Pod blokiem zapytał czy się z nim umówię, niestety musiałam odmówić bo miałam wtedy kogoś. Przez miesiąc ciągle się spotykaliśmy jak się potem okazało nie zawsze przypadkiem :) W międzyczasie zerwałam z tamtym chłopakiem. Pod koniec października szłam do biblioteki a on na mecz, padał śnieg, ja z rozmazanym makijażem spotkałam go. Znowu zapytał o spotkanie, oczywiście się zgodziłam. Umówiliśmy się na 19 pod moją klatką i tak się zaczęło
Od tamtej pory bywało naprawdę ciężko czasami ale nie wyobrażam sobie nikogo innego przy moim boku, on z resztą też. Bo gdyby tak nie było to miał okazję mnie zostawić już ze trzy razy, a nie były to błahe sprawy, uwierzcie mi. 

