1 grudnia 2009 11:35:21
Całkiem niedawno zrobiłem sobie doświadczenie na weselu. Nie było ono
dla mnie jednak przyjemne. Sam fakt uczestnictwa w tej uroczystości
oczywiście dla mnie był bardzo miły. Jednak wagowo załamujący –
1250 g do góry. 2 dni po weselu już z tych nadprogramowych gram było o 600 g mniej i w dniu ważenia było lepiej.
Mimo wszystko pobyt poza domem czasem nie działa na mnie pozytywnie.
Najgorsze jest to, że nie jadłem żadnego pieczywa, sosów, a mimo to jedzenie weselne skumulowało się do ponad kilograma więcej.
Nie poszedłem na poprawiny, aby nie psuć sobie wyników. Nie wiem skąd
ten wzrost. Ostatnio miałem też wzrost wagi pomimo stosowania się do
zaleceń. Może ta pogoda tak na mnie działa ;). W każdym razie nie
przejmuje się tym, aż tak bardzo. Nie jest to miła wiadomość, ale
zmieniłem sposób odżywiania na całe życie,
więc wiem, że takie sytuacje będą się pojawiały. Nie denerwuję się tym.
Przyzwyczaiłem się do tego. Wiem, że trzeba to przetrwać i robić swoje.
Nie byłem posłusznym studentem Vitalii, to i waga poszła w górę.
Ale teraz już znowu będę grzeczny.
Cały czas jadam śniadanie nigdy o nim nie zapominam, odrobinę starałem
się trzymać reżim na swój sposób, ale teraz będę już słuchać;-)
Na dzisiaj mam przegryzkę z ciemnego pieczywa z papryką, pomidorkiem, a obiad zjem sobie około 16.00.
Będzie łosoś – pychotka.
Naczynie do gotowania na parze, które kupiliśmy z żoną doskonale się
sprawdza. Bardzo dużo na nim gotujemy, a potrawy z niego są pyszne, nie
ucieka z nich aromat i smak.