Jestem wyjadaczem w kwestii pojawiania się zastojów spadku wagi. Po drodze w trakcie ZO (zdrowego odżywiania) zdarzały się przestoje. Jestem spokojny na skoki wagi, bo wiem, że za chwilę to puści. Biorąc się za coś, chce się mieć szybki efekt. Ja zmieniłem rytm odżywiania. Opanowuję się. Nie zjadam fast-foodów, nie jem tłustych mięs w panierce. Teraz jem inne rzeczy.
Wprowadziłem się w pewien cykl dzienny: wstaję, siusiu i na wagę. Lubię mieć nad sobą taki bacik.
Filmik: Ważenie
Muszę wstać, zważyć się, zapisać pomiar, a dopiero potem moje płatki z mlekiem jako następny punkt programu. Nauczyłem się obchodzić te „mielizny” (zastoje). Nie wolno się denerwować. Jestem człowiekiem, który działa długodystansowo. Nigdy nie robię czegoś na chwilę. Ja lubię działać perspektywicznie. Naprawiam swoje życie. Nie robię tego na tydzień, ani na miesiąc. Postawiłem sobie cel i będę go realizował. Życie jest zbyt piękne, aby je sobie skracał złymi nawykami. Rzuciłem palenie, to i z tym sobie poradzę.
zmotylkiem / 10.119.32.34, 9 listopada 2009, 10:19
WOWpodziwiam, ja mam inaczej, daję z siebie wszystko kiedy chcę schudnać, mnóstwo ćwiczeń i malutko jedzienia, a potem wracam do starych nawyków jak schudnę i tak w kółko, prawdziwy obłęd...
Ze mną dokładnie tak samo. Wstaję, idę siusiu, rozbieram się i na wagę.
Wieczorem podobnie.
:)
Powodzenia ! Świetnie Panu idzie i to dobrze, że nie załamuje się Pan chwilowym zastojem na wadzę, wśród odchudzających się to dość częste zjawisko :)
WażenieCodzienne ważenie nie ma sensu. Lepiej tak 2 razy w tygodniu. Ja się ważę nawet raz na tydzień. Może dlatego, ze nie mam wagi ^^
I żeby zważyć się idę do znajomych lub do supermarketu, wrzucam złotówkę i się ważę ^^
.Ja bez codziennego ważenia nie mogę wytrzymać :) a zastoje- pojawiają się i demotywują... ale trzeba być twardym a nie miętkim ;) zapraszam do mojego pamiętnika!
bewu33 / 10.119.32.36, 31 października 2009, 23:23
****:-) ****Na początku ważyłam się raz w tygodniu,najczęściej w piątek.Teraz wazę się codziennie! Mam takie same nawyki co pan:) To dobrze że działa pan długodystansowo.To świetny plan-nie jakaś tam DIETA, tylko inne nawyki żywieniowe.Ja też wciąż sobie mówię: nie mam żadnej diety,poprostu przyzwyczajam się do innego stylu życia.I jest mi z tymi zmianami bardzo dobrze.Nie żyję z myślą że prowadzę jakąś walkę z kilogramami.Nie mam poczucia robienia czegoś na siłę,i tego czekania aż wreszcie się to skończy,jak tylko osiągnę cel.Wręcz przeciwnie! Myślę sobie nieraz, jak ja sie odnajdę po osiągnięciu celu,bo tak żyć jak teraz chcę już zawsze No ale chudnąć bez konca nie mozna... Serdecznie życzę panu nadal takiego zapału i optymizmu.I nie dajmy się zwariować :)