19 września 2009 22:49:14
We wczorajszym wypadku zginął kolega mojego najmłodszego syna, 22-letni
Szymon Korzeniowski
Co za straszna śmierć - spalić się!
I wcale nie szybka ani bezbolesna. Podobno nawet odzyskał przytomność, gdy go wywieziono na powierzchnię, spytał, dlaczego wszystko tak strasznie go boli i wtedy dopiero umarł. Nie wyobrażam sobie rozpaczy jego matki! Straciła jednego z dwóch synów.Odczuwamy tą śmierć bardzo boleśnie, bo to sąsiedzi z klatki obok. Jakaś pechowa ta klatka, 3 lata temu w wybuchu metanu na Halembie zginął sąsiad z parteru, ojciec trojga dzieci. I jeszcze jeden, z bloku przy naszym podwórku. Jeszcze jeden chłopiec z naszego podwórka pracował oddziale Szymona. Miał też tam być, lecz akurat w piątek przeniesiono go na nocną zmianę. W ten sposób uniknął śmierci. Cieszę się, że moi synowie porzucili teraz pomysł złożenia podań na kopalni. Szukają właśnie pracy i kusiło ich pójść w ślady Szymona i jego kolegi. Nie będę drżeć o ich życie.