Jak zwykle, nie chciało mi się opisywać swoich wątpliwych sukcesów, więc znowu ograniczyłam się tylko do obserwacji Waszych pamiętników. Większość Vitalijek traci wagę, mnie się udało prawie 2 kg ostatnio, ale znów miałam wpadkę /weekendy i stres źle na mnie działają/ i prawie kilogram wrócił. Mówi się trudno i … Tak więc od jutra kontynuacja. Co z tego wyjdzie – nie wiem, ale przede mną w sierpniu wesele chrześniaka i muszę na nim przyzwoicie wyglądać. Obie z siostrą mamy „stracha”, zarówno ciotka, jak i jej córka – mama pana młodego – są szczere do bólu i wytkną nam, że jesteśmy spasione jak świnki! Najchętniej nie poszłybyśmy, ale przynajmniej mnie nie wypada nie iść.
W tym tygodniu moja najmłodsza latorośl zdaje egzamin z przedmiotów zawodowych /kończy technikum/ i jazdy na prawo jazdy. Wyników matury pisemnej jeszcze nie ma… Z jazd wiele nadziei sobie nie robię, zwykle mało kto zdaje za pierwszym razem, ale reszta trzyma mnie w wielkim napięciu. Jak ja ten tydzień przeżyję? Planuję też pójść jutro do szefa innego oddziału w naszej firmie, by spytać, czy nie przyjął by mnie na pracownika ochrony, jestem gotowa nawet zrobić licencję, jeśli będzie taka potrzeba.
Do odważnych świat należy… ale ja odważna nie jestem, niemłoda też, no i do tego kobieta. Na emeryturę jaszcze się nie wybieram, grupy inwalidzkiej też nie mam – a teraz takich właśnie pracowników u nas zatrudniają! Modlę się, żebym nie stchórzyła! Najwyższy czas ruszyć cztery litery, bo niedługo mogę dostać propozycję jakiegoś dozorcostwa albo sprzątania gdzieś w Gliwicach i w tedy na własne życzenie zostanę bezrobotna. Zaczęłam też już przygotowania do własnej działalności zarobkowej, ale o tym może następnym razem napiszę…
