hejka!
2 maja 2009
krótka notka, bo tak ;)
wczoraj: 8km przebiegnięte, choć jakoś dziwnie po 6km miałem dać sobie spokój, ale zwolniłem na max żeby te 8km odhaczyć....ale zapomniałem się zważyć, cóż zdarza się... rano wskoczyłem na wagę = 87,9kg i tyle wpisałem.
Plan na fjuczer: dzis i jutro tez biegam, pomimo natłoku zajęć! to będzie chyba jedyny wikend bez-alkoholowy u mnie w tym roku :/ hehe...oczywiście że skłamałem, na pewno skłamałem, ale co tam.... ostatecznie nie prowadzę takich wyuzdanych statystyk :D ;)
Przejrzałem parę wpisów u Was i nasunęło mi się pytanko:
Też tak macie, że po bieganiu ważycie się jak świry po 5x, a potem jeszcze ze 2x rano, euforia mija około południa, potem już jestem raczej normalny ;), czy raczej powinienem się rozejrzeć za lekarzem ;) hehe...
bo u Was raczej widzę ogólną tendencję, że waga to największy wróg! a można się z chyba nią jakoś zakumplować ;)
buziak dziewczęta, dla każdej co to przeczyta z osobna!
:*