witajcie!
22 kwietnia 2009
od razu przejdę do konkretów: po wczorajszym bieganiu waga 90,5kg - zazwyczaj przez noc dochodzi +/0,2-0,3kg/ , ale dziś 5:20 zauważyłem że waga ani drgnie na 89,8kg! nie wiem co to za CUD, ale obiecująco bardzo. Dodam nigdy tak nie miałem.
Co do biegania: dziś pobiegnę chyba przed śniadaniem nawet! :D - tak że jedźcie powoli, żeby mnie nie stuknąć, jak miniecie gościa w żółtym odblaskowym trykocie, to już będziecie wiedzieć, że to ja!
ps. będę tu zaglądał z "doskoku", albo z "dobiegu" ;)
Acha! co do biegania wyznaczyłem sobie pętle - jakieś 4 km (sorki że nie będę mierzył tego dokładnie wsiadając w auto, nie to że ze mnie taki leń) ale wyznaczyłem sobie minimum biegu w te i na zad /sorki ale nie wiem jak się pisze we wte - pisownia oryg. ;)/. To minimum, a maximum to 2x ten odcinek czyli dołożenie jeszcze raz "w te i nazad". Jesli nie jestem w stanie - poprostu przechodzę szybkim marszem, dla wyrównania oddechu przez jakies 200-300m i dalej bieg. Jestem zwolenikiem spalania interwałowego - a wiec spalanie lepsze gdy wysokie kardio /spalanie niektórych substancji to przy tentnie 75% lub większym/ dlatego lepiej biegać jest, czy być w ruchu ponad te 40minut - oczywiście najlepiej w biegu, ale jak nie da rady to i lepiej przemaszerować odrobinę.
dlaczego bieg?
- biegam dość przewidywalny dystans.
- szybki chód czy marsz to około połowę spalania biegania, nawet wolniejszego, to przy mojej wadze początkowej jakiś Luty 2009 - 92,5kg powinienem godzine biegania zmienić na przeszło 2h marszu, a niestety mam, jak każdy, inne zajęcia. Spytacie zatem: czemu nie rower? - bo nie :D - nie lubię, dla mnie nie ma takich efektów, czasami na rowerku nawet się nie spocę :(. Niektórzy powiedzą że lepsza jest skakanka - ale ja bym się 10x wywrócił, poza tym nie idzie technicznie skakać przez 30minut, przynajmniej nie jest to w moim zasięgu!!
- WAŻNE: biegam z owiniętym brzuchem folią, normalną śniadaniową - ma to dla mnie WAŻNY EFEKT PSYCHOLOGICZNY!!!!!!!! wiem wiem, że w ten sposób pocę się bardzo i tylko wytrącam wodę, którą potem uzupełniam dość szybko - bo tego samego wieczoru, albo max. do rana organizm uzupełnia (stąd pewnie te wahania wagi: po biegu/rano) - ale nie przebywam w folii więcej niż tylko podczas biegu!! to ważne - nie mam żadnych odparzeń ani takich tam... poza tym efekt psychologiczny daje mi bardzo wiele, to jak unikanie codziennego ważenia się dla co-po-niektórych! Folia nie pomaga, ale czasami pozwala na te -0,2kg, a co za tym idzie poprawę humoru ;)
- acha, jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, interesuję się tez siłownią (ale na razie priorytet to zbilansować wagę) = tak to nazywam, bo istnieje różnica drobna między odchudzaniem się a spalaniem tłuszczu. Bieg daje odchudzenie (=czyli powrót do należytej wagi dla organizmu) z kolei spalanie tłuszczu to dla kulturystów pozbycie się maxa tkanki tłuszczowej najlepiej do 7% - horror :D
Na szczęście ja takich ambicji nie mam /patrz bruneta/ :)))
Co zrobiłem od lutego?
- przed wszystkim co 2 dzień biegania, owszem skłamałbym że tak było zawsze, ale już to że mam zdrowy dystans i jak mam czas to i pobiegnę 2x w dzień, o ile się go tak da zaplanować!
- nie jem słodyczy, chipsów [chyba nażarłem się ich "za dzieciaka" jakoś mnie nie ciągnie]. Ale - żeby nie być hipokrytą: papieros czasami się pojawia i to w towarzystwie alkoholu [to dopiero są kalorie!!!] jakieś linki może później zapodam. Choć niby wszyscy wiemy, że alkohol to wróg numer jeden ludzkości, unikam go jak mogę...ale jak nie mogę, to no cóż... ;)
- ZAPISKI TE TRAKTUJĘ CZYSTO TERAPEUTYCZNIE hehe :D - więc bez głupich uwag proszę ;) od razu się można by przyjąć, że po co biegać jak fajki, albo po co dieta jak alkohol, ale przecież NIE ŻYJEMY W PRÓŻNI - taki styl życia /eng. suffering but accepted or hazard the consequencesale nie żyjemy w próżniimport url(/themes/default/css/);....in Kauf genommen oder einkalkuliert/ ;)
- piję dużo zielonej herbaty i czerwonej /często naprzemiennie/ - chodzi po prostu o unikanie kawy /lubię taką w dużym pucharku i z latte/ a tak ją wyeliminowałem :)
- wyeliminowałem praktycznie białe pieczywo, ale nie jem żadnych "wasa", poprostu razowy, bądź orkiszowy, rózne ze słonecznikiem, na co mam tam ochotę...
- rano bardzo często jem jeden posiłem z muzli, albo z mlekiem, bądź bez!
MINUSEM przyzwyczajeń:
- kebab, rzadko bardzo pizza, ale jak mnie najdzie to jem trudno!
- praktycznie nie lubię żarcia, tzn. dochodzi do tego, że najlepiej, to bym nie smakował, tylko brał w postaci pastylki odpowiednie substancje i minerały i tym sposobem miał spokój. Nie delektuję się jedzeniem :(