... Wigilię planowaliśmy spędzać u nas - głównie ze względu na dobre samopoczucie Danielka, który we własnym domu czuje się najlepiej - początkowo we trójkę, a później na skutek różnych wydarzeń, z Rodzicami i Siostrą Tomka...
... późnym wieczorem dzień przed Wigilią oni się namyślili, że jednak do nas nie przyjadą... jedzenie zamówione... my nastawieni na wspólne spędzenie tego wieczoru (moja Rodzina też jakoś w głębi duszy niepocieszona, bo chciałaby być razem, a ze względu na brak warunków do przyjmowania dużej liczby gości u nas nie dała się zaprosić na wspólną wielką Wieczerzę) :/
... pomysły i kombinacje były różne... koniec końców spokój Maluszka został poświęcony na rzecz świętowania z rodziną... i znaleźliśmy się u moich Rodziców, którzy mieszkają 40 km od nas... mój Brat nas tam zawiózł na trzy godzinki i przywiózł... czyli jeździł cztery razy w tą i z powrotem... ale to on sam wyszedł z taką inicjatywą i nie krył radości z powodu nagłej zmiany naszych planów :)
... Szkrab zachowywał się dzielnie, wszystko bacznie obserwował, na koniec zaczął się nawet uśmiechać :) ... chociaż wieczorem "dzięki" nadmiarowi wrażeń bardzo długo nie mógł zasnąć... tak jak wcześniej przypuszczałam, wyprawę odreagowywał rozpaczliwym płaczem :/ no cóż...