Wszem i wobec ogłaszam, że w końcu się udało. Po miesiącu zmienić pasek wagi. Dzisiaj waga pokazała -1,5 kg. Tak więc mam 66,5. Tak więc teraz zadowolona, wcinam sobie śniadaniowe musli i popijam czerwoną herbatą.
Dzisiaj chyba w nagrodę zafunduje sobie McFlurry jak będziemy w mieście. Lody, to druga, po cieście(albo nawet przed ciastem) moja słabość wielka i przeogromna.
Jeśli chodzi o wysiłek fizyczny, to jak zwykle - rower od poniedziałku do piątku 2x40 minut, czyli do pracy i z pracy. A do tego w tym tygodniu nawiedziłam 2 razy fitness club, raz były to zającia aerobowe z elementami kick-boksingu, a dodoatkowo 40 minut rozciągania, brzuszków i oczywiście ćwiczeń NA PLECY. Drugi raz, czyli wczoraj - godzina na orboiteku(licznik pokazał 550 spalonych kalorii) + sauna. W weekend raczej niczego się nie spodziewam, no może poza sprzątaniem, ale to jeszcze nie jest postanowione;)
Wczoraj wieczorem naszła mnie jakaś taka ochota na jedznie. Oglądaliśmy kabarety na www.tworzymyhistorie.kabarety.pl, wypiłam kieliszek czerwonego wytrawnego i jakoś tak mi się jeść zachciało. Ale tak sobie pomyślałam raz "58" i drugi raz "58", popatrzyłam jeszcze raz na tą pysznie zalegającą stół szarlotkę i jakoś tak nie wzięłam. Dumna z siebie od razu pomyślałam, no to może chociaż jogurt naturalny. Poszłam do lodówki, al po drodze sobie uświadomiłam, że to pewnie wszystko sie od tego zaczęło, że to tu sobie pozwoliłam, to tam i niby nic kalorycznego, a 70 kg się dorobiłam. Tak więc nic już nie zjadłam. I możece być ze mnie dumne.
Tak więc wyniki z jakimi zaczynam miesiąc listopad, wyglądają następująco:
waga: 66,5 kg
łydka: 36 cm
udo: 54 cm
biodra: 96 cm
brzuch(w tym najbardziej wystającym miejscu): 88,5 cm
talia: 78
pod biustem: 85,5 cm
biust: 102 cm
biceps: 26 cm
Zobaczymy co będzie za miesiąc. A na razie idę szukać ćwiczeń na plecy, żeby wstawić na moim forowym wątku.
|
||||||||