... stara... a durna...
25 maja 2008
... niby wiadomo, że kobieta w ciąży ma gorszą pamięć niż przed i ogólnie jest troszkę wolniej myśląca, ale ja wczoraj zaskoczyłam swoją głupotą samą siebie... umówiłam się z koleżanką na pewnym przystanku o dziesiątej rano... autobus miałam za dziesięć, więc na styk... oczywiście dość późno wyszłam z domu, a miałam jeszcze pójść kupić bilet 24-godzinny w dość oddalone miejsce... kupiłam go... zorientowałam się, że do mojego przystanku nie zdążę dojść, ale na szczęście miałam o dwa kroki inny... dotarłam tam nawet sporo przed czasem, poczekałam... i zamiast czekać cierpliwie na autobus tej linii, którą planowałam jechać, wsiadłam do innego, który nadjechał dosłownie minutę wcześniej (mój się minimalnie spóźniał)... co się okazało... nie mogło być inaczej... w pewnym momencie zorientowałam się, że ten właśnie autobus skręca wgłąb mojego osiedla, a nie do centrum... wysiadłam na najbliższym przystanku i zauważyłam, że tuż za nim nadjeżdża ten mój... a jego przystanek jest za dużym skrzyżowaniem ze światłami... jakaś dziewczyna też widocznie chciała się przesiąść, bo biegła do tamtego przystanku, więc ja z moim brzuchem w te pędy za nią... zdążyłam, dojechałam, ale momentalnie dostałam nauczkę... gdzieś pod brzuchem (nie wiem, czy to spojenie łonowe, czy co) coś mnie zaczęło boleć... każdy krok sprawiał mi ból... coś jakby ciągnęło... to promieniowało i nawet wewnętrzna strona ud mnie bolała... przestraszyłam się, ale pomyślałam, że póki dojadę na miejsce, przejdzie... nie przeszło... chodzenie po sklepach było męką... a że do domu wróciłam po pięciu godzinach, to troszkę pocierpiałam... zauważyłam, że ból nasila się podczas wstawania, kiedy się nie podpieram... cały wieczór praktycznie przeleżałam i przesiedziałam przed komputerem... na szczęście już przeszło...
... a dlaczego wieczór przed komputerem? ... nie kupiłam niczego, co mogłoby być wierzchnim okryciem teraz na te zimne dni... a w rzeczy sprzed ciąży się nie mieszczę... myślałam o swetrze... ale nie pomyślałam, że nie sezon... faktycznie... topy, topiki, a swetrów brak... po powrocie postanowiłam coś zamówić w internecie... i też ten sam problem... wszędzie oferta letnia... na allegro znalazłam dosłownie jeden typ sweterków, ale czekam, aż Tomek wróci ze służby, żeby z nim zamówić...
... zawiedziona bezowocnymi całodziennymi poszukiwaniami czegoś, co uchroni mnie od przeziębień, zamówiłam sobie trzy ciuszki z wyprzedaży w happy mum... żakiet, spodnie i topik (za zdjęć pod spodem)... a wcześniej w sklepie na mieście kupiłam oliwkowe cienkie spodnie, bluzeczkę w tym kolorze i sukienko-tunikę za 9,90 (chyba na pocieszenie)... i dodatkowo gardło mnie drapie coraz mocniej...
... dzisiejsza waga: 67,1 kg, obwód brzuszka: 95 cm...