Od rana na pełnych obrotach. Szarańcza dotarła do przedszkola po 9. Ubieranie Werci to negocjacje modowe. Co dzień wyjmujemy inną kurtke zimową ( dobrze, ze ma ich tylko 3+ 2 płaszczyki). Fryzura, poranne rytuały itd. Na całe szczęście Janek jest mało wybredny.
Byłam w warzywniaku i po pieczywo. Kupiłam warzywka i ciemne pieczywko.
Na obiadek barszcz od wczoraj,łosoś na parze + surówka z pekinki a na kolację zrobię sałatki makaronowej, bo takie były prośby. Musze jeszcze przed 17 skoczyc na zakupy do rzeszowa: zapas ryb, owoców morza itp zdrowszych rzeczy na finishu. A jutro mam w planach owoce morze z pomidorami + makaron pełnoziarnisty.
Na śniadanie zjadłam grahamkę: jedna część z almette+rzodkiewki+pomidor. Druga: filet z indyka, kawałek sera pleśniowego + rzodkiewka.
Mam trochę prasowania i trochę spraw do załatwienia z kliniki. Jeszcze obiecane zakupy w sklepie medycznym dla męża.
Dzisiaj wieczorem rozkładam sofę w salonie i oglądam tv + wsmarowuje w siebie mazidła wszelakiej maści.
Dokarmiłam "nasz" inwentarz zaglądający na działkę. Towarzystwo kulturalne wchodzi bramą, której żadne z nas nie zamyka i bramą wychodzi :)
No i okulary na które czekam :)
Model klasyczny Wayfarer 2140 bo taki też myślałam, że kupię do mnie pasuje. Przymierzałam a te mają podobny kształt do moich kupionych u optyka i chyba najbardziej twarzowy jak dla mnie.