Po intensywnym weekendzie , intensywny poniedziałek. Szarańcza odespała imprezę i została odwieziona na 9 do przedszkola i żłobka.
Goście się rozjechali wczoraj a było ich 19 sztuk czyli dopisali.
Ja trochę pofolgowałam.
Jasiek poszalał i ostrzygł się z tatusiem. Teściowa protestowała, ze jego bujna czuprynka została ścięta w zimie, ale co tam odrosną.
Solenizant zabawiał towarzystwo i śpiewał sobie na całe gardło Sto Lat!!
Ja po obejrzeniu filmu z urodzin i zdjęć stwierdzam, ze wyglądam trochę jak babochłop i po nocnych rozeznaniach co i jak powinnam się zebrać, bo w maju mam urodziny i trzeba wyglądać.
Przed weekendem zakupiłam rewelacyjną bazę z loreala :) i kilka kosmetyków.
Choruję na kilka rzeczy i skrupulatnie zbieram finanse: na botki z Dieselka, nowe okulary ray ban i torebkę worek adax. Mąż łaskawym okiem patrzy a walentynki się zbliżają, wiec zapewne coś się zjawi a na resztę popracuje po feriach :)
Odśnieżyłam mega długi wjazd i podwórko, samochód wstawiłam do garażu :)
Wstawiam, bo wyobraźcie sobie, ze w zatankowanej ostatnio ropie wykropliła mi się chyba woda i delikatny dieselek nie odpalił przy -29 bo stał pod chmurką. Zrobiłam też eksperyment i wystawiłam 2 butelki : ropa+ ulepszacz do paliwka i ropa+ odrobinka denaturatu. Ulepszacz trochę "ściął" paliwko :( teraz w razie W mam denaturat. Przetestowałam z czystej ciekawości.
Ogarniam po weekendzie a przed przedszkolem muszę pozałatwiać sprawy na mieście. Wieczorem mam ambitny pomysł by rozegrać taktycznie swoje podejście do wzięcia się za siebie. Musze jakiś plan "naszkicować".

Matka Polka utuczona z szarańczą :)

Janek po męskiej wizycie u fryzjera.


Mąż z pomocnikami


