Moja dzisiejsza wyprawa do Kato to był jakiś koszmar, miałam na sobie tyle warstw ubrań, że ledwo się mogłam ruszyć a i tak wróciłam do domu przemarznięta do granic możliwości...mam nadzieję, że temperatury szybko wzrosną bo nie widzę, kolejnej takiej wyprawy...

Co do jedzonka...Pięknie się trzymałam cały dzień po to aby
na sam wieczór pochłonąć 5 galaretek w czekoladzie, 3 żelki i resztę z obiadu... więcej grzechów nie pamiętam ;) Ciągle ostatnio łapię się na czymś niedozwolonym, nie pamiętam idealnego dietkowo dnia. Fakt faktem bardziej się pilnuję ale ciągle zaliczam wpadki (wpady), chciałabym rzucić słodycze, a przynajmniej bardzo ograniczyć, nie jeść codziennie...ale ciągle coś mnie kusi... do tego moja mama dostała właśnie jakąś paczkę ze związku pracowników czy kij wie czego i możecie sobie wyobrazić ile pysznych rzeczy na mnie czyha. Albo lepiej nie wyobrażajcie sobie :)

Dziś czekają mnie jeszcze ćwiczenia, nie wiem co mam ochotę: może hula-hop albo w ramach rozruszania się potańczę sobie z godzinkę do mojej ukochanej muzyki? Zobaczę ;)
Ok uciekam , a potem wpadnę jeszcze zobaczyć co u Was :).