31 stycznia 2012 12:21:16
Żyję i cieszę się wiejskimi urokami.
Szarańcza wędrowna w przedszkolu i żłobku. Janek - w sobotę kończy 2 lata. Jak co roku będę sprawdzała swoje umiejętności kulinarne: tort, tarta z wiśniami, serem i galaretką itp.
Nie żebym jako ślązaczka nie potrafiła gotować, ale co roku staram się robić sama torty i ponoć mam los talentos w tej kwestii. No może z chemika powinnam się przekwalifikować na cukiernika.
Solenizant od dzisiaj bez pieluchy. Woła siku i negliżuje się na każdym kroku. Załatwia potrzeby do nocnika i czasem w rajstopy :) Ale panie w żłobku ponoć wezmą go na przeszkolenie :)
Lista gości skromna, bo wyjątkowo chorzy, zaniemogli itd.Jak co roku zresztą i wcale się nie martwimy z tego powodu. Liczy się małe ale za to doborowe towarzystwo.
Z frontu walki okiennej oznajmiam, że umyłam wszystkie okna. Od podpiwniczenia do piętra.
Doszorowałam schody i płytki, w których w fugach siedziała jeszcze gładź.
Z frontu domowego. Mąż przyniósł wczoraj pyszności procentowe i wysokokaloryczne wyroby pani Ani. Pani Anna w ramach podziękowań i tego, ze uratowano jej 2 zęby które inni chcieli usuwać, bo były solidne zmiany rozpuszcza całą naszą rodzinkę.
Upiekła pysznego , smaczniutkiego keksa i serniczek. Oczywiście część została w klinice, ale reszta kusi, kusi i kusi.
Wytrwale wspieram męża w poczynaniach specjalizacyjnych. nawet zdeklarowałam się, ze po zdjęciu aparatu pozwolę sobie wszczepić 2 implanty :) No tak jako żona mam być królikiem doświadczalnym.
W domu ciągle doby brak. Jutro ekipa ma zamontować satelitę - wreszcie normalne wiadomości w tv.
Popędzam na moim rowerku i intensywnie pracuję. Wielkimi krokami przymierzam się do jesiennej emigracji z domu na jakiś etat. Jakiś interesujący mam w Dębicy, bo pan X zaproponował i czeka na odzew. Oj praca marzeń tylko te 65km w jedną stronę i szarańcza na głowie . No nic może się skuszę. Mam czas. Może znajdę panią, która odbierze szarańczę o 17 i będzie przywoziła do domu. Czas pokaże a ja dojrzewam do pewnych decyzji.
Dietkowo przyzwoicie, bo jak ma być poprawnie skoro co 4 pacjentka nas kusi a mąż te pokusy znosi do domu. Klinika regularnie ma serwowane słodkości. Przed świętami były nawet krokiety i uszka :)
Zmykam do prasowania i jakiegoś obiadu. Mam mniej korepetycji bo zaczęły się ferie - trochę luzu. No, ale uczelniane współpracę mam jeszcze na stanie.
Dzisiaj w planach nawiedzenie kilku miejsc w mieście, trochę pracy i wieczorem robię sobie domowe spa.
Teraz zmykam do obowiązków.
No i oczywiście przeprosiłam się z garażem :D