Muszę się Wam wyspowiadać...
21 marca 2008
Małoooooo!!!!! Tylko 0,4kg...
Ale i tak dobrze, biorąc pod uwagę następujące czynniki:
1. W ubiegły weekend zjadłem u teściowej normalny obiad. Coprawda się ograniczałem, ale jednak.
2. W ubiegłą niedzielę, dzieciaki namówiły mnie na pizzę - niestety nie udało mi się nie ugiąć (ze względu na dzieci i na pizzę)...
3. W tym tygodniu byłem kosmicznie zajęty - nie miałem czasu zrobić zakupów, w związku z tym wyżerałem z lodówki co było i ani razu w tym tygodniu nie skorzystalem z przepisów diety.
4. W ciągu tygodnia miałem pewną cholernie stresującą sytuację, przez którą z nerwów, bezsilności i złości - zeżarłem bombonierkę: czekoladki nadziewane koniakiem.
5. W trakcie tego tygodnia 3 razy robiłem sobie sushi. Po pierwsze - uwielbiam. Po drugie - miałem. Po trzecie - nie miałem nic innego. Ogólnie miałem azjatycki tydzień, bo miałem też pewnego dnia podsmażany makaron (gotowany) z warzywami chińskimi (z mrożonki). I codziennie podjadam marynowany imbir (ponoć wspaniale działa na odchudzanie - jakaś koleżanka mojej siostry schudła 8kg wcinając, oprócz w miarę normalnego jedzenia, słoiczek imbiru dziennie).
Zatem jak na taką ilość grzechów i totalny brak bezpośredniego stosowania diety myślę, że poszło super. Fakt, że 0,4 kg to bardzo mało, ale gdyby nie pizza, gdyby nie bombonierka... byłoby pewnie lepiej.
A co do sushi: sprawdziłem i przeliczyłem - 125g ryżu, 1 listek glonów nori, do tego kawałek ogórka/papryki/warzywa i do tego jakaś rybka (łosoś, ryba maślana, tuńczyk), wszystko oczywiście z odpowiednimi sosami oraz chrzanem wasabi, daje porcję ok. 7 sztuk maki-sushi. Taka porcja starcza dla takiego dużego gościa jak ja na obiad i na długo, a daje to ok. 400-500kcal, czyli tyle ile mój przeciętny obiad w ramach diety. Stwierdziłem, że będę sobie często zastępował jakieś nudne obiadki właśnie porcyjką sushi. :)