Wczoraj przyszedł wreszcie mój kettlerek i zrobiłam na nim już 14km w ramach odstresowania i odreagowania, bo jak się okazuje od uwalniania endorfin mam zakwasy w pachwinach :D
Gdyby napisać co ostatnio u nas to jak w kalejdoskopie. Byłam w Kielcach i jak co roku trafiłam na jakieś ciekawe warunki klimatyczne: od Mielca do Szczucina mega śnieżyca, a od Szczucina do Buska tiry porozchrzaniane w poprzek drogi, bo była szklanka. Zgrabnie manewrując z kolegą na gdańskich blachach poszaleliśmy slalomem i dotralismy wielkim cudem do Buska. potem to już pojawiły się piaskarki i do kielc w wielkim korku tez dotarliśmy.
Tatuś przeszedł zapalnie płuc. Prześwietlanie zatok i nadal jest leczony 3 już antybiotykiem.
Po powrocie odbyłam rozmowę z moją babcia ze Śląska a w poniedziałek babcia zadzwoniła i przedstawiła się jako 29latka. Zero kontaktu, mowę odebrało i oddelegowałam rodziców po nią. Przywieźli do Kielc - chociaż babcia stawiała opory, ze zdrowa, młoda... Moje obawy sie sprawdziły. miała niestety udar. Na całe szczęście leży pod dobra opieką w kieleckim szpitalu a ja niezmiernie się cieszę, że taki bystrzak ze mnie.
Jutro mam spotkanie z pewnym panem, który ma mi wytłumaczyć co i jak inwestować.
Po 17 zaprosiłam naszych sąsiadów jednych jedynych których mamy w bliższej okolicy.
W sobotę idę na 20 do kina z koleżanką. A mąż spędza czas z dziećmi.
Padam na buzię. Ale na koniec kilka zdjęć szarańczy wędrownej na podłańcuckich włościach. Pozdrawiam