Zapomniałam się ostatnio Wam pochwalić, że zrezygnowałam ze szkoły. Jednak ta praca za bardzo mnie stresowała. Za dużo do serca sobie brałam. Jednak ludziom to nie dogodzisz...
A zaczęło się już rano, gdy wstałam z łóżka...
Robiło mi się niedobrze. W końcu zwymiotowałam. Byłam blada aż przezroczysta. Ust to nie było u mnie widać. Poszłam do szkoły, w sekretariacie mała rozmowa z Panią Dyrektor, że chce ze mną porozmawiać w wolnej chwili... Egzaminowałam dziewczyny, przyszła sekretarka, żebym zeszła do niej. I pogadanka...
Że dostaję czerwone światło, ale nie chcą ze mnie rezygnować. Że warto by było, gdybym zrezygnowała z czegoś na rzecz czegoś. Że etyka nauczycielska nie pozwala na to, aby pracować w takim miejscu jak kręgielnia. I takie tam różne pierdołki...
Więc, żegnaj Gienia świat się zmienia. Nie chcę już tam pracować. Stwierdziłam, że jednak jestem za młoda, że z dorosłymi dziewczynami to jak z dziećmi, ale że ja swoich nie mam to nie umiem do nich podejść...
Mam do sprawdzenia jeszcze 20 prac, wyprowadzenie dzienników na kolejny semestr i takie tam. I KONIEC!!! Jupiii!!!
