Historia z porodówki :)

17 października 2011

To moja córeczka Lili








25 września o 5 nad ranem obudził mnie dziwny znośny ból, poczułam sie tak jak przed nadchodząca miesiączką. Wstałam z łóżka, zapaliłam światło w sypialni, poszłam do toalety, ból nie mijał. Wróciła do sypialni,położyłam się do łóżka i zaczęłam liczyć czy skurcze są regularne. Mąż zorientował się o co chodzi jak tylko wróciłam do sypialni i światła nie zgasiłam :) Mówię mu, że mam skurcze i chyba jeszcze dziś będziemy tulić naszą córeczkę. Ból się stopniowo nasilał, był regularny co 13 min. Mąż napuścił mi wody do wanny, kąpiel przyniosła mi straszna ulgę. W wannie przesiedziałam ze 2 godziny. Skurcze odczuwałam coraz silniej,częściej i dłużej. O 8 zjedliśmy śniadanie, chodziłam cały czas w kółko, starałam się czymś zająć.Na czas skurczu przystawałam i mocno oddychałam. Wróciłam do wanny i znów ból złagodniał. Strach był wielki, bałam sie tego wszystkiego, byłam przerażona, bałam się strasznie. W życiu jestem osobą która nie boi się wyzwań, która lubi mocne emocje i adrenaline. Tym razem bałam sie bardzo. Nie wyobrażałam sobie tego wszystkiego jak to moze wyglądać, chociaż byłam przygotowana. Posiadałam odpowiednią wiedzę,którą wyniosłam ze szkoły rodzenia, z ksiązek i róznych czasopism. Jednak lęk przed nieznanym był silniejszy. O godzinie 11 skurcze były regularne co ok 8 min. Mąż mówi, że to pora abyśmy jechali do szpitala. I tak o godzinie 11.40 byłam na miejscu, podłączona pod KTG. Przyszedł lekarz i zbadał mnie, okazało się, że mam rozwarcie na 5-6 cm. Powiedziłał, że udało mi sie długo przesiedziec w domu :)
Położna zaprowadziła nas do sali ćwiczeń, gdzie razem z mężem ćwiczyłam na pilce, na drabinkach itp. Ból się nasilał i coraz częsciej się pojawiał. Nawet co 3 min. Podali mi lek przeciwbólowy, który w zasadzie nie wiem czy w ogóle zadziałam bo wcale nie poczułam jakiejś ulgi.
Mąż miał mi towarzyszyć tylko podczas tych okropnych skurczy a na sam finał miał czekać właśnie w sali przedporodowej. O godzinie 16 ból był tak silny, że myślałam że umrę :) Mąż mnie wspierał, masował ale najważniejsze dla mnie bylo to, że był przy mnie i że mnie wspiera. Zabrano mnie na KTG i po badaniu połozna kazał czekać na ból który ma sie objawić chęcią skorzystania z toalety. Ledwo żyłam, byłam już zmęczona, chciało mi się spać :) Miałam ochote na to żeby położyć sie do własnego łóżka i zasnąć spokojnie :) Kiedy położna powiedziała, że to już czas przeszliśmy do sali porodowej, wgramoliłam sie na łóżko. Położna do męża zagadała, że może już przejść do salki obok i czekać na nas spokojnie. Tymczasem on stwierdził, że zostaje ze mną. Gdy to usłyszałam serce mi sie reześmiało :) Tego właśnie wtymczasie pragnęłam, tego żeby był przy mnie, żeby mnie trzymał za rękę i żeby mnie wspierał. Nie myślałam już o tym, że będzie mnie widział w okropnym stanie, liczyło sie tylko to że jest! I przez pół godziny trzymał mnie za rękę i patrzył mi cały czas prosto w oczy. Mówił do ucha, że jestem silna, że dam rady, że jest przy mnie, że jeszcze muszę wytrzymać. Po 30 minutach na świat przyszła Lili, moja ukochana córeczka. Nawet nie wiem kiedy zakończyła sie akcja porodowa, usłyszałam tylko jak mąż powiedział "misiu jest,to już za Tobą, jaka ona malutka". Pociekła mu z oczu łezka ze wzruszenia a ja dopiero w tym momencie poczułam ulgę :)Położono mi ją na brzuszku, była taka ciepła, od razu przestała płakać. To było najcudowniejsze uczucie !
Przewieźli mnie na salę i po niedługim czasie przywieźli nam dzidziusia :) Miłam go w ramionach, przystawiłam do piersi i Lilunia od razu pociągła cycusia :) To było szczęście, a ja  tak bardzo sie cieszyłam że poród jest już za mną! Jeszcze do mnie to nie docierało, że już jest po wszystkim, bo jeszcze chwilę wcześniej męczyłam się.
Po godzinie od czasu urodzenia mogłam swobodnie karmić'przebierać i opiekować sie moją córeczką. W nocy dostałam od mężą smsa, że nie żałuje swojej decyzji, że było to cudowne przeżycie i nie wyobraża sobie żeby mogło go ze mną nie być.

Tak wyglądała moja historia z porodówki :)

A ja już czuje się coraz lepiej, postrzał twarzy powoli mija. 12 dni odciągałam pokar i od 4 dni karmię znów naturalnie. Tak bardzo pragnęłam przytulić do piersi moją córeczkę, tak bardzo pragnęłam ją nakarmić. Udało mi sie !




Zasady dodawania komentarzy

1. Komentarz powienien zawierać informacje odnoszące się w bezpośredni sposób do treści artykułu.

2. W przypadku uzasadnionego zgłoszenia komentarza do moderacji, zostanie on usunięty wraz z przyznanymi w ramach Vita-Aktywności punktami.

3. Po 3 krotnym złamaniu zasad komentowania użytkownik zostaje zablokowany, co uniemożliwia jemu dodawanie jakichkolwiek komentarzy w serwisie.

4. Kopiowanie komentarzy znajdujących się już w serwisie równoważne jest z naruszeniem punktu 4 zasad dodawania komentarzy.
Dodaj komentarz
1066791
agnieszka.g, , 12 listopada 2011, 19:52
Gratulacje!Gratuluję córeczki! Ja też urodziłamcóreczke , tylko ze 27 września. Niesamowite są takie maleństwa! Takie kruche i niewinne! Życzę powodzenia i samych przemilych chwi z maleństwem
0
Krolowaaniolow / 192.168.200.5, 21 października 2011, 18:21
GratulacjeGratuluje ci jestes sliczna i mala piekna. U mnie raczej kiepsko z ciaza bo od 4 lat niemorzemy, ale patrzac na warunki mieszkaniowe to wcale mi sie nie spieszy, zazdroszcze
925020
ania87.anna, , 20 października 2011, 13:43
gratuluję!!ślicznej córeczki. Często zaglądałąm do Twojego pamietnika, bo wydawała mi się , że już dawno powinnas urodzić a tu nie ma żadnej informacji;) i tak pomyslałam, że pewnie przez nowe obowiązki;) byłaś dzielna, mąż w sumie też;) ja mam termin dopiero na maj i najbardziej się boję nie samego porodu, tylko tego bólu przed, Ty napisałaś, że był tak silny, że myslałaś, że umrzesz... Jeszcze raz gratuluje i wszystkiego dobrego Wam zyczę;)
957830
asia0525, , 19 października 2011, 11:27
Na początku GRATULUJE CÓRCI!!!Czytałam Twój pamiętnik od początku ciąży i bardzo się ucieszyłam jak napisałaś o kotach i toksoplazmozie. Ja od sierpnia mam kotkę Pumę (całą czarną;)) i dużo osób mnie denerwuje, że teraz kiedy jestem w ciąży powinnam się jej pozbyć, gdyż mogę zachorować. Po pierwsze to już chorowałam, a po drugie nie wyobrażam sobie żeby pozbyć się zwierzątka, który został członkiem naszej rodziny. POZDRAWIAM!!!!
1089496
Iwantthissobadly, , 19 października 2011, 00:01
:)naprawdę wyjątkowo to opisałaś.poród kojarzy mi się co najmniej przerażająco i strasznie,ale mając przy sobie wsparcie tak kochającej Cię osoby,naprawdę dałaś w pełni radę,no i teraz na świat przyszła twoja śliczna Córeczka;)gratuluję!
1121581
paulakroliczek69, , 18 października 2011, 22:32
//{pozazdrościc kochajacego meza:) Gartuluje córeczki:)
1055271
eeeeM, , 18 października 2011, 22:25
Śliczniewyglądacie. Dużo zdrowia, radości i miłości ;)pozdrawiam!
1103326
deli9997, , 18 października 2011, 22:13
:)gratuluje córci i odważnego męża ;D oby wam się super układało!
1097300
kamciaa1012, , 18 października 2011, 20:38
:)jesteście śliczne :) i jaki kochany mężuś :) szczęścia :* oby zawsze był przy Tobie i tak Ciebie wspierał :)
1056192
DorotaS., , 18 października 2011, 20:16
:)Kurczę no, obydwie jesteście przepiękne, mówię szczerze :) Gratuluję Ci, bo córeczka prześliczna i ważne, że zdrowa. Dużo zdrówka życzę :*