Nie lubię poruszać tematów finansów ale tym razem chyba muszę się z Wami podzielić pewnymi przemyśleniami.Miałam nadzieję, że nigdy mnie to już nie spotka w życiu choć bardzo się tego bałam.
Pracuję, pracuję uczciwie ale od jakiegoś czasu a właściwie z nowym rokiem gdy od przychodów miesięcznych odejmę rachunki jakie mam z Piotrem do zapłacenia to nie zostaje na jedzenie.
Miałam nadzieję, że to chwilowe, że sytuacja zmieni się na lepsze ale jest gorzej.
Właśnie przeliczyłam przyszłą moją wypłatę i Piotra zasiłek chorobowy w wysokości około 200 zł za cały miesiąc chorobowego.
W tym miesiącu ledwo starczy na rachunki.
Nie zostaje na jedzenie i na oddanie pożyczonych pieniędzy.
A są miesiące gdy rachunki znacznie przekraczają przychody.
W kwietniu doszło OC samochodu i przegląd auta, a także jego naprawa.
Nie mamy nadzwyczajnych rachunków: prąd, gaz,czynsz,internet-telefon,kablówka,moje czesne,paliwo na samochód i po pieniądzach.
Zacisnąć pasa?
Ale na czym?
Jednie kablówka ale to 40 zł miesięcznie i zostaniemy z 1 i 2, a Piotr całe dnie i wieczory spędza w domu bo choruje i to jedyna jego rozrywka.
Raczej trzeba by więcej zarabiać ale jak?
W mojej pracy marnie się dzieje bo kryzys nas coraz bardziej wykańcza i mogę nawet zostać bez pracy a co w tedy?
Piotr nie może pracować.
Nie mam jak dorobić.
Mój Boże - jak żyć dalej?
Jak Wy sobie radzicie?
Od jakiegoś czasu próbuję sprzedać moją suknie ślubną ale nic z tego.
Wystawiłam na Allegro książki ale tu też klapa.
A tu jeszcze rok studiów - przecież z nich nie zrezygnuję.
Boję się...
Jak to jest, że uczciwie pracujący człowiek nie ma pieniędzy za zapłatę wszystkich rachunków i wyżywienie.