12 października 2010 15:16:54
Strasznie to prozaiczne, ale w końcu wzięłam się za siebie, swój dom i swoją firmę. Ostatnie 10 dni leżałam na kanapie, człapałam do pracy, wracałam zmęczona. no i ciągle robiłam na papierze listy rzeczy do zrobienia, liczyłam koszty tych zamierzeń i na tym się kończyło.Moja lista jest duża, ale realna. Trzeba się przyłożyć, co powoli robię. Muszę odnowić szyld, który zniszczył się w czasie remontu i zakończyć prace nad strona internetową. Jakoś nagle mi się tego wszystkiego zachciało. Poza tym to już ostatni moment, żeby to zrobić. Znalazłam firmę, która zna się na meblach kolonialnych i od wczoraj zajęła się ich konserwacją. W planie mam gości w czwartek, więc czekają mnie jutro generalne porządki z myciem okien włącznie. W niedzielę poszłam specjalnie na rynek kupić chryzantemy do wazonu, takie bardzo japońskie, stoją na moim biurku. Mam nadzieją zrobić wszystko, co zaplanowałam.