| Słowa kluczowe: | brak | |
| Jeżeli chcesz dodać więcej słów, pamiętaj aby oddzielać je przecinkiem. |
Dziś już wtorek. Od wczoraj znów się pilnuję bo w weekend troche zaszalałam... Zjadłam pół rollokebaba... Niebo w gębie... Choć potem przez 2 godziny okupowałam WC
Chyba już mi nie podchodzi to fastfoodowe jedzonko... Mój organizm sie buntuje :)
Byłam dziś u krawcowej... Cholera. Jakoś mnie poirytywoała pani krawcowa. Mamy dobry kontkat, znam jej syna...i w ogóle. Ma koło 50-tki, jest zadbana ale ma lekką nadwagę. Nie wiem co nia powodowało ale była dziś jakaś złośliwa.
Mkilka ulubionych ciuchów których za nic w świecie nie oddam Caritasowi czy innym potrzebującym (co robię z resztą wygrzebanych za dużych rzeczy), tak więc sukcesywnie nosze po kilka do krawca żeby je zmniejszyć...
I co?
Dziś chciałam włożyć moją ulubiona spódnicę...
Piękna, ołówkowa z falbanką z tyłu u dołu...
I co? Zwisa na biodrach...
SZOK! Myślałam że już raczej nie chudnę... A nawet gdyby ten kilogram czy dwa...to w sumie żadna różnica. Nosiłam ją wiosną...gdzie ważyłam coś koło swojej dzisiejszej wagi, a tu taki suprise...
Przymierzyłam kilka innych zeczy i co? Też jakoś luźniejsze...
Ucieszona pobiegłam do krawcowej.
A ta...ni stąd ni z owąd cedzi mi przez czerwone usta:
"Pani Magdo, tą spódnicę to już chyba 3 raz pani zwęża...Jeszcze trochę i pani zabraknie. Żeby to się anoreksją nie skończyło..."
Co?????????
Wredna Baba! Człowiek się cieszy bo jednak chudnie, motywuje sie więc dalej...a ona mi tu wyjeżdża z takimi tekstami...
Ludzie!
Dobra zmieniam temat bo znów się zdenerwowałam.
Dziś zjadłam coś koło 1170 kcal.Wliczając desperadosa którego pochłonęłam u siostry
No i poczułam się wzdęta jak balon...
Trzymajcie się...
Lecę spać :)
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||