... głodna...
30 lipca 2010
... czuję głód... głód, głód... zjadłbym konia z kopytami, gdybym mógł... głód, głód... ucho słonia, starą teczkę, a na deser wielką beczkę, czuję głód...
... o tak :/ poprzednio (czyli trzy lata temu) było pod tym względem o niebo lepiej... teraz niby na koniec większości posiłków czuję się całkiem syta, ale po godzince już myślę o jedzeniu... może tak powinno być, skoro ilość dostarczanych do organizmu kalorii jest dużo mniejsza niż jego zapotrzebowanie... nie wiem... chyba faktycznie to święta prawda, że im dłużej się człowiek odchudza, tym trudniej mu się trzymać diety... a co będzie w przyszłym tygodniu - nie mam pojęcia i aż się boję o tym myśleć... widziałam w nowym planie posiłków, że dzienny limit kalorii spadł z 1600 na 1200... drastycznie... bym powiedziała :/
... piątek - waga: 64,3 kg :/ po wczorajszym chipsowym szaleństwie :/ biust: 89 cm, pod biustem: 75, talia: 76, pępek: 86,5, boczki: 92,5, tyłek: 102 :) minimalnie mniejsze :) i zawartość tłuszczu w organizmie: 29% :)