niby wolne...
24 lutego 2007
... a do własnego domku dojadę po piętnastej... jadę z dziećmi na lodowisko jako opiekun wycieczki szkolnej... nie chcem, ale muszem... cóż...
... niestety to znów nie pozwoli mi przestrzegać mojej diety...
... życzę Wam zasłużonego wypoczynku, moje Drogie Panie ;) trzymajcie się cieplutko :)
16:12... ale się wymarzłam... szok... wszyscy cali i zdrowi :) po półtorej godziny na lodzie i wizycie w muzeum rzeźby... i McDonald's... dzieci wniebowzięte :) ja się rozgrzać do tej pory nie mogę... na chwilę obecną zjedzone: kanapka z serkiem z ziołami (na śniadanie), ciepłe ciastko, mała sałatka z sosem vinnegrette, wypite: dwie słodkie kawy z mlekiem i trzy herbaty... niestety waga nadal wariuje, więc nawet nie wiem, ile ważę...