Sesja
17 czerwca 2010
Tak sobie siedzę cichutko i nic nie piszę, bo jestem w trakcie sesji, a to zawsze jest okres, w którym wyłączam się z normalnego życia. Niestety na tyle, że nie biegam i nie ćwiczę, ale we wtorek mam ostatni egzamin i wrócę do aktywności.
Wagę trzymam. Chwilowo nie liczę kalorii, tylko oceniam na oko. Zwiększyłam trochę kaloryczność obiadów, w ramach wracania do normalnego jedzenia i czasem pozwalam sobie na dodatkową przekąskę, ale nie więcej niż 150 kcal. I boję się potwornie, bo jak zawsze wydaje mi się, że nic nie umiem:(. Jeszcze tylko jeden egzamin przede mną, ale najtrudniejszy. Muszę strasznie dużo nadrobić, bo ten przedmiot jest kontynuacją czegoś, czego nie miałam na normalnych studiach:(. Jakoś zupełnie tego nie widzę.
Moja kochana siostrzyczka powiedziała, że da mi maszynkę do lodów:D. Teraz już zupełnie nie będę miała wyrzutów sumienia jak będę je jadła:D. Oczywiście w rozsądnych ilościach.
Miłego dnia.