11 czerwca 2010 07:59:09
Głupie pytanie:). Oczywiście, że nie! Będzie trzeba przez najbliższych parę miesięcy uważać, a dobre nawyki zostawić sobie już na całe życie:)))). Ale cel osiągnięty. Dotknęłam dolnej granicy mojego BMI. Nie mówię, że nie mam ochoty chudnąć więcej. Jak się przez tyle lat było grubasem, to trudno patrzyć na siebie obiektywnie, ale właśnie mając świadomość, że moja ocena swojego wyglądu może być zaburzona nieco (i pewnie jest, bo dalej mam momenty, że wydaje mi się, że wyglądam jak świnka pigi) i dlatego stop. Tak, to wszystko co piszę znaczy, że waga wreszcie osiągnęła 55 kg:). I zmieniam na pasku, żeby przypadkiem nie zapomnieć się dziś w trakcie meczu. Tylko trudno mi teraz zdecydować jak dalej jeść, żeby nie przytyć. Skoro poleciał ten ostatni kilogram przy 1500 kcal, to znaczy, że cały czas jestem na deficycie. Plan chwilowy mam taki, że do niedzieli 1600, a po niedzieli do końca czerwca 1700. Podobno powinno się dokładać 200 kcal co miesiąc mniej- więcej, więc lipiec przejadę na 1900, a potem przestanę liczyć, ale nie zacznę się obżerać. No i trzeba tę sylwetkę doprowadzić do porządku. Powinno być łatwo latem:). Woda, bieganie, spacery, słońce. Będzie dobrze:))))). Jestem szczęśliwa:)))))))))))))))))))))). Chyba powinnam sobie zrobić jakiś duuuuuuuuży prezent. Należy mi się w końcu:).