8 czerwca 2010 18:44:33
Na poczatku dzieki wszystkim martwiacym sie o mnie kolezankom

Roweru nie dosiadlam!
Na silowni sie okazalo ze w ostatnich dniach z
@ jestem kompletnie oslabiona.
Do Cerrefoura wybralam sie autobusem i przy tym upale po mimo klimatyzacji moje uda zostawily na plastikowym siedzeniu pokazne jezioro potu.
Moze duzo sportu dzis nie bylo ale za to wyprawa na zakupy pochlonela mnie calkowicie i zapomnialam o jedzeniu.
W Cerrefourze kupilam sobie baaaaaaaardzo smierdzacy ser plesniowy i pilke do kosza na urodziny Eloya. W drodze powrotnej autobusem nie moglam dociec co tak potwornie smierdzialo obok mnie. Nie chcialo mi sie wierzyc, ze smrod pochodzil od zadbanej staruszki siedzacej za mna. Po dotarciu do domu i wypakowaniu zakupow okazalo sie ze to moj ser tak smierdzial!
CO ZA WSTYD!

W domu czekaly na mnie karaluchy.
Jeden przeeeeeeeeogromny uciekl za pralke ale glupi nie wie ze nie ze mna te numery. Predzej czy pozniej bedzie martwy. Oto zalety mieszkania w centrum Granady w starej kamienicy na parterze. Ale nie narzekam plagi insektowe przerazaly mnie tylko na poczatku jak tu zamieszkalam.
Dobry chumor mam bo za jakies poltorej godziny ide do baru mecz ogladac. Ide sama bo Eloy pracuje. Niepodobne to troche do mnie tak isc sama i na mecz!

Ale gra HISZPANIA KONTRA POLSKA. To ze wygra Hiszpania to jestem tego pewna ale nawet bylo by BAAAAAAAAAARDZO zabawnie gdyby to polacy wygrali. Za nikogo kciukow nie trzymam i jestem rowno za wszystkimi!
DO BOOOOOOOOOOOOJU!