"A ja tam nie lubię..."

6 czerwca 2010

Rozmawiałam ostatnio, przy kawie, z moją ulubioną kawową koleżanką, która ma sporą nadwagę o odchudzaniu właśnie. W sumie często rozmawiamy o odchudzaniu. W końcu był taki czas, że byłyśmy podobnych gabarytów, a teraz ja jestem chyba już szczupła, a ona jeszcze cały czas nie może się pozbyć swojego nadbagażu. Staram się ją wspierać, motywować i coś tam chyba robi. Na przykład chodzi na jakieś zajęcia na sali 3 razy w tygodniu i czasem je trochę mniej, ale nawet jak jej się tak uda, to przychodzi moment, że wszystko znów zajada. No i zapytała mnie, czy ja już będę tak do końca życia ćwiczyć, liczyć, pilnować się, czy odmawiać sobie pewnych rzeczy. Próbowałam jej odpowiedzieć, że ćwiczyć pewnie tak, bo lubię:D, liczyć na pewno nie, bo wyrobiłam sobie jakieś wyczucie i mniej więcej wiem, na co mogę sobie pozwolić i co jest pułapką kaloryczną, natomiast odmawiać sobie niczego nie będę, bo do tej pory też tego nie robiłam, ale ona mnie zakrzyczała skutecznie tekstami w stylu "ja to lubię jeść", "ja nie lubię się kontrolować", "nie lubię myśleć, o tym co mam na talerzu, tylko lubię to jeść" no i wreszcie "ale ja nie lubię mieć świadomości", bo chyba udało mi się powiedzieć jakieś pół zdania z tym słowem, jako przewodnim. No i ja się dziwię, że ona nie może schudnąć. Jakoś tak mi się pomyślało, że nie ma czegoś takiego jak "nie mogę", jest tylko "nie chcę", a właściwie "nie chce mi się". Jest tylko "jestem za leniwa" i nie za leniwa na to, żeby ćwiczyć, tylko za leniwa, żeby się przez moment zastanowić nad sobą. Żeby znaleźć najbardziej odpowiedni sposób odchudzania dla siebie. Bo chyba najważniejszą rzeczą, którą trzeba mieć, żeby schudnąć, jest właśnie świadomość. Świadomość własnego ciała, własnych potrzeb (umiejętność odróżniania potrzeb od zachcianek), świadomość tego co jest na talerzu i co to z nami robi (z naszą psychiką i ciałem;)). Tak mi się zdaje. A jak się nauczymy być ze sobą uczciwe i nie traktować swojego organizmu jak wroga, to reszta pójdzie sama. Zjadłam dzisiaj:

Śniadanie (późne): 2 kanapki żytnie razowe z masłem, pasztetem z cieciorki, żółtym serem i ogórkiem małosolnym i popiłam to sokiem z grapefruita rozcieńczonym wodą z gazem (300 kcal)

2gie śniadanie: Activia naturalna z zarodkami i otrębami (178 kcal)

Deser: 2 gałki lodów miętowych (100 kcal, przepraszam dziewczynki, wiem, że to nie jest motywujące, ale jest lato i nie mam zamiaru odmawiać sobie lodów, zwłaszcza, że są bardzo niskokaloryczne i nie całkiem niezdrowe;))

Obiadokolacja: 1,5 naleśnika po chłopsku i 2 ogórki małosolne (460 kcal).

Razem 1038 kcal. Chyba się już oduczyłam jeść. Wychodzi na to, że zjem jeszcze kolację i popiję ją nawet małą lampką przecudnego chianti. Coś mi się zdaje, że na kolację zrobię pikantną sałatkę z grapefruita i sera bałkańskiego. Taką mam wizję. A ten kilogram zniknięty to był chyba jakiś widmowy:(. Może jeszcze spadnie.

Zasady dodawania komentarzy

1. Komentarz powienien zawierać informacje odnoszące się w bezpośredni sposób do treści artykułu.

2. W przypadku uzasadnionego zgłoszenia komentarza do moderacji, zostanie on usunięty wraz z przyznanymi w ramach Vita-Aktywności punktami.

3. Po 3 krotnym złamaniu zasad komentowania użytkownik zostaje zablokowany, co uniemożliwia jemu dodawanie jakichkolwiek komentarzy w serwisie.

4. Kopiowanie komentarzy znajdujących się już w serwisie równoważne jest z naruszeniem punktu 4 zasad dodawania komentarzy.
Dodaj komentarz
1017974
serafinkaa, , 7 czerwca 2010, 02:41
:)jeszcze miesiąc temu utożsamiałam się z Twoja koleżanką. teraz wiem, że wszystko zależy od poukładania sobie w głowie priorytetów. albo się chce, albo się nie chce. :))
986548
zgrzeszylam, , 6 czerwca 2010, 23:10
!nienawidzę podejścia w stylu 'nie chce mi się' plus nieustanne narzekanie 'jaka ja jestem gruba'. tylko ciężka praca prowadzi do osiągnięcia sukcesu. gratuluję sumiennego dietkowania i uprawiania sportu :)
960855
aneta65, , 6 czerwca 2010, 20:06
:)Ale miałaś fajne piersi przy wadze 72 kg super;)