Po moim ostatnim podskoku radosci w okopach, wrog wykorzystal sytuacje i ruszyl na mnie
cala sila. Dwa dni temu wrog nr.1(Kilogram) wezwal na pomoc to wredne babsko - Nature, ktore juz drugi raz zeslalo na mnie
@ o 10 dni za wczesnie. Skutki: dwa dni zatoru w jelitach, zatrzymana woda w organizmie no i burza chormonow oraz niekontrolowane zachcianki jedzeniowe.
Wrog nr.2(Wirus grypy) zeby nie byc gorszym na tej wojnie wykorzystal obecnosc podlej, zlosliwej Natury i poprosil o ochlodzenie temperatury i deszcze.
Postanowilam walczyc mimo wszystko. Nacpana tabletkami przeciwbolowymi chodze od tych dwoch dni na silke i spalam te kalorie do momentu az poczuje krew cieknaca po nogach albo po prostu padam na twarz.
Niestety wrog osiaga miazdzaca przewage. Zeby nie brakowalo mi zmartwien przedwczoraj laweta zgarnela mi samochod za to ze byl zaparkowany (w normalnych okolicznosciach poprawnie) na drodze jednej ciezarowki, ktora nie mogla sie dostac na budowe. Adios 100 euro.
Wczoraj przemila, usmiechnieta pani listonosz deszczowym porankiem przyniosla mi wyczekiwany list z urzedu. Otwieralam go pelna radosci a skonczylo sie na ataku histerii. Jeden glupi papier zrujnuje mi najblizszy rok a moze i wiecej czasu mojego zycia.
Wczorajsze lzy, lzy i deszcz caly dzien. Eloy nakupil pocieszaczy co by mi humor poprawic:
1.Ser (podobny do Camemberta) srebrny medal za najlepszy ser na swiecie 2009r.
2.Butelka mojego ulubionego wina - zeby ser nie czol sie samotny
A do tego sam upiekl BISZKOPT CZEKOLADOWY!!!
Poddalam sie. Pochlonelam wszystko.Dzis juz nie placze. Wzielam sie w garsc i cos zadzialam zeby nie bylo tak zle.
Mam tylko nadzieje ze jutro wygram ta bitwe z Kilogramem - CHOCIAZ JEDNO NIECH MI SIE UDA !

Ps.Niech ktos wymysli maszyne do spalania problemow razem z kaloriami.