skończyłam odliczać więc rzuciłam się w wir poszukiwań...
za grządką marchewki- nie ma...
pod krzakiem bzu-też nie ma...
zaraz, zaraz...
odwróciłam wzrok w stronę kałuży przy której stoi stara konewka...
haha! to optymizm nie potrafił usiedzieć w miejscu..
chociaż cały zabłocony ale się odnalazł...
szukam dalej...
nagle z wielkim hukiem przewróciła sie cała sterta łopat i grabii...
ach ta nadzieja! za nic nie potrafi schować się skutecznie...
to co, że zahaczyła o widły i troszkę się "podziobała"-naprawimy!
ale co to? pewność siebie biegnie się zaklepać:)
oj! zahaczyła o kubeł ze smołą..ale się nie poddaje, biegnie dalej..
ups! zahaczając o leżące grabie wylądowała z nosem w piachu..
kiedy my śmialiśmy się do rozpuku pewność siebie zebrała całe swoje siły i dobiegła do starego dębu żeby się zaklepać...
wtedy z kuchennego okna wychyliła sie miłość i zawołała nas wszystkich na podwieczorek, który przygotowała wraz z życiem...
więc razem z optymizmem,nadzieją i pewnością siebie posłuchałam miłości i poszłam się pokrzepić, i zasmakować wspaniałości życia.

|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||