Hej dziewczyny, wielkie dzięki za wsparcie na starcie ;)
Co do stresu, pewnie, że staram się nie myśleć, ale to jest podświadome, czasami nawet nie wiem czym tak naprawdę się denerwuje. Na początku bóle pojawiały się głównie w nocy (do rana), więc obstawiałam wrzody. Ale teraz jest tylko gorzej, a wrzodów brak. Byłam już u 10 lekarzy, nikt nie wie co mi jest. Został chyba tylko psycholog...
Wczoraj znów cały dzień zwijałam się z bólu, brałam leki uspokajające, piłam melisę, łykałam rozkurczowe i przeciwbólowe i mijało mi najwyżej na 30 minut. A to jest naprawdę straszny ból brzucha. Nawet myślałam o szpitalu, ale w sumie już się przekonałam, że oni nic tam nie wymyślą. Niestety.
W nocy puściłam cicho radio i dziwnie spokojnie mi się spało. Jest 7:30, póki co mnie nie boli, ale już czuję żołądek. Wczoraj zjedzone:
banan (200) jogurt waniliowy (180) jabłko (80) schab duszony w jakiejś marynacie z łyżką mizerii i łyżką makaronu (350)
Razem jakieś 810, ale w moim stanie i tak dużo udało mi się zjeść.
Dzisiaj:
śniadanie: 3 wasy zytnie (75) z serkiem białym kanapkowym z czosnkiem (66) szczypiorkiem i odrobiną ketchupu (25)
2 śniadanie: jogurt naturalny z płatkami (235)
Obiad: banan, wafel ryżowy z czekoladą (282)
Podwieczorek: trochę nachosów z sosem serowym (Dominik jak mogłeś to przynieść do domu!!! :/) Na szczęście skończyło się na 200 kcal.I nie skusiłam się na piwo ;P
Kolacja: Kromka chleba z wędlina wieprzową (chudą) i chrzzanem, 200 ml soku pom. bez cukru (205)
Razem 1088 kcal
Z dobrych wieści pierwszy kilogram za mną :)!!!