31 stycznia 2010 18:10:40
Weekend minal mi pod znakiem piwka i jedzonka:) Nic na to nie poradze... po tygodniu pracy i mordowania sie dieta daje sobie troche oddechu, nie duzo troche. Jesli chodzi o jedzenie to nie jest jego wiele wiecej, ale alkoholu nie brakowalo;) W piatek balowalysmy z moja dziewczyna do 5 rano u znajomych. Juz dawno sie tak nie ubawilam, tak wiec trudno mi zalowac. W sobote byl u mnie brat z rodzina, wspolne gotowanie i kolacja z minimalna iloscia alkoholu, bo kac piatku byl ciezki.
Nie wpisuje na razie wynikow,chce to robic co 10 dni. Na poczatku zawsze szybko chudne pozniej to zwalnia, a potem sie zniechecam. To troche jak z rzucaniem palenia, za ktoryms razem wkoncu mi wyjdzie;p (nie pale od lipca zeszlego roku)