Masa ciała
Już 2 tygodnie mnie tutaj nie było, przez ten czas były święta i ogólne lenistwo...
Ale postanowiłam że dietę chcę trzymać taką moją zmodyfikowaną, oby tylko przynosiła efekty :)
Na dzień dzisiejszy ważę 69kg czyli rewelacji nie ma, choć z drugiej strony patrząc, były święta a ja nie przytyłam, więc to też takie małe zwycięstwo...
Jak rodzice mnie zobaczyli to byli niesamowicie szczęśliwi że schudłam, nie zdawałam sobie sprawy że aż tak im zależy, to mi trochę motywacji dodało :)
Miałam przerwę w pisaniu tygodniową, ponieważ stwierdziłam, ze nie warto pisać i użalać się nad sobą, skoro nie pilnuję diety...
Wieczorem pójdę na siłownię i tam się zważę, jedyne co chce, żebym nie przytyła, a i w święta utrzymała wagę...
Mam nadzieję, że po świętach nabiorę więcej siły i odwagi i porządnie zabiorę się za dietę..
Dziś jestem zmęczona, cały dzień na uczelni jest wykończający, przez co raczej nie pojde na silownie...
A moje menu to 2 chlebki wasa z pomidorkiem i spagetti po bolońsku na mieście (miałam jeszcze wybór między zapiekanką i hamburgerem- nie wiem co gorsze).
Padam dziś na pyszczek...
Dziś dzień ważenia się oraz pomiarów, z tych dwóch rzeczy zdołałam jedynie się zważyć. Jutro postaram się zmierzyć. Waga trochę poszła w dół, ale cudów przez ten tydzień nie było (niestety), z resztą spodziewałam się tego po takiej bombie kalorycznej w weekend którą sobie zaserwowałam...
Dzień minął mi dość szybko, rano śniadanie, potem obiadek i na wykład, następnie siłownia (dziś tylko bieżnia 40 mniut) i trochę nauki. Za chwilę idę wziąć szybki prysznic i do łóżeczka :)
A co to moje menu:
1 miska płatków kukurydzianych (polanych miodem) z mlekiem 0,5% tłuszczu
i końcówka zupy z weekendu, mianowicie barszcz biały z jajkiem i gotowaną piersią z kurczaka (taki misz masz...)
Buziaki :)
Czuję się po weekendzie dziwnie, bo na pewno nadrobiłam z kaloriamii i to tymi "pustymi" zjadłam ich chyba z milion przez ten weekend, ciekawe jak to się odbije na mojej wadze...
Az się boję jutro na nią stanąć, jednye czego bym sobie życzyła, żeby waga nie przekroczyła tego wyniku sprzed tygodnia, a bardzo się tego obawiam....
Z drugiej strony może nauczka coś mi da, taki kopniak od życią, żebym zrozumiała, że jeśli się za coś człowiek zabiera i o tym poważnie myśli to nie można używać półśrodków?? Jak w moim przypadku totalne obrzarstwo słodyczowo-alkoholowe w weekend..
Bo czym jest weekend, nie mogę go traktować jako odskoczni od moich założeń, nie zrobiłam przecież aż takiego postępu żeby dać sobie nagrodę !!!
Moja wola nie jest warta nawet "funta kłaków" i tyle...
Od jutra podejmuję jeszcze jedną walkę z moją wagą, błagam żebym do świąt wytrzymała...
A jeśli chodzi o święta to jest to kolejna fatalistyczno-przerażająca wizja, jeśli chodzi o moją dietę...
Jak mam znaleźć w sobie siłę żeby nie jeść słodyczy??
Pomocy !!!
Niech ten weekend się już skończy nareszcie bo mam dosyć przeciaż ja nie posiadam żadnej silnej woli... Dziś była wieczorem powtórka z wczoraj jeśli chodzi o drinkowanie i slodkości, aż się boję w poniedziałek wejść na wagę...
No comments...
Moja silna wola jest jak bańka mydlana, kiedy powstaje jest piękna i nieskazitelna ale potem pęka bez jakiejś większej przyczyny, taki po prostu jest jej los... Taka właśnie jestem i to mnie przeraża...
Zjadłam do końca toffifee ( 3 czekoladki), potem poszłam do koleżanek, tam sobie drinkowałyśmy i podjadałyśmy słodycze. To chyba było z milion kalorii !!!
Jestem bardzo zagubiona, bo zawsze najpierw coś nabroję a potem żałuję, bardzo bym chciała posiadać taką super silną wolę, żeby już nie ryzykować takimi grzeszkami...
A tak bym chciała zabłysnąć na święta fajną figurką, pokazać rodzince, że stać mnie na to żeby schudnąć .
Jestem żałosna...
Dziś kolejny dzień mojej diety :) staram się jej przestrzegać choć oczywiście mam grzeszki na sumieniu...
Byłam na zakupach kupiłam sobie butki na koturnie z ccc, takie kolorowe, wiosenne, fakt że będą pasować jedynie do dżinsów lub czarnych getrów, ale w sumie to 90% mojej garderoby więc jest oki :)
No i kupiłam sobie sukienkę, jestem bardzo zadowolona, bo moja koleżanka kupiła sobie taką samą i choć obie mamy totalnie różne figury obie wyglądamy dobrze :) Oczywiście sukienka ma 1 wadę lub zaletę zależy jak na to spojrzeć, ponieważ nadaje się bardziej do clubu niż na co dzień, ale to taki mały szczegół :)
Moje menu:
1 chlebek wasa z 2 plastrami pomidora i 3 plastrami ogórka, plus przyprawy 45kcal
4 paluszki rybne (gotowane na parze, nawet wyszły) 225,6kcal
brokuły gotowane na parze ok 70kcal
no i oczywiście woda :)
sos tzatzyki ok 150kcal
razem: 490, 6 kcal
Tak jak mówiłam zmieniłam dietę i to mi się dużo bardziej podoba :)
Oby to tylko nie odbiło się na mojej wadze, ponieważ ona ma lecieć w dół a nie w górę...
Cały dzień starałam się załatwić pozwolenie żebym mogła wejść na oddział w celu zbadania pacjentów potrzebnych mi do napisania pracy magisterskiej ...
Och jak zwykle studentowi pod górkę :( Jak zawsze papierologia górą...
A teraz moje menu na dzisiaj:
mleko 200ml 80kcal
płatki 30gram 120kcal
wołowina 141,25 kcal
brokuły 8 różyczek 108kcal
olej do smażenia 150kcal
sos tzatzyki:
0,5 jogurtu naturalnego 40kcal
1 łyżka majonezu 150kcal
0,5 ogórka świeżego 6,5kcal
RAZEM: 795,75 kcal