Nienawidze samochodow....
17 marca 2010
Poprostu to co dzieje sie z moim samochodem sprawia ze mam ochote siasc i plakac... nie ma tygodnia, ba, czasem nawet dnia zeby cos sie nie zepsulo...
* najpierw opony do wymiany po jezdzie po warszawskich drochach - dwie przednie bo przeciez jednej sie nie da niestety
* potem akumulator padl bo mrozy go scisnely...
* nastepnie umarl nawiew - i parowaly szyby lub zasypywal mnie snieg jak jechalam z otwartym oknem...
* pozniej odpadla tablica rejestracyjna
* wycieraczki
* swiatla
* znow nawiew - tym razem juz konsekwetnie
a dzis akumulator i to calkowicie... wyposazona w zestaw narzedzi (moj Tata zawsze w ramach prezentow urodzinowych obdarowuje mnie roznymi kluczami, srubokretami i mlotkami - bo to zawsze sie przyda;) ) przystapilam do wykrecenia akumulatora... i wszystko super tylko czemu nikt mi nie powiedzial jakie to jest ciezkie!! doniesienie do domu besti zajelo mi troche... teraz sobie siedzi w lazience i sie wzmacnia... cale szczescie prostownik posiadam - to tez zasluga Taty;)
Ale poprostu mam dosc... chce tylko zeby jezdzil... ale widze ze to za duzo...
A co do diety i chudniecia:) to bardzo dobrze - jutro wazenie ale zapowiada sie super:)
Pozdrawiam cieplo:)
PS. Ide zobaczyc co ta bestia robi w tej lazience....