Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Chcę schudnąć przed ślubem planowanym na sierpień br. Źle się czuję ze swoją wagą i nie odpowiada mi kupowanie ubrań, które na mnie pasują, a nie które mi się podobają... :(

jonat

kobieta, 30 lat, Piekary Śląskie

159 cm, 52.40 kg więcej o mnie


Postanowienie wakacyjne: móc znowu wyjść w spódnicy mini :D

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

ufff... ostatni tydzień :)

9 sierpnia 2010 , Komentarze (2)

Ostatni tydzień w pracy przed ślubem, już nie mogę się doczekać urlopu :))

Weekend zszedł nam pracowicie, całą sobotę jeździliśmy z kołoczem po gościach weselnych i nie-gościach ;) Ale też trochę odpoczęliśmy, a wczoraj w końcu (!) zaliczyliśmy pierwszą spowiedź przedślubną :O No ale cóż, nie mamy za wiele czasu.

Ten tydzień znowu pracowicie. Dzisiaj zostaję w pracy dłużej, żeby odrobić się przed urlopem, jutro mam jazdy po pracy, w środę jedziemy jeszcze z kołoczem do moich chrzestnych i na indywidualne lekcje tańca (do pierwszego tańca chcemy mieć ładny układ), w czwartek idę do kosmetyczki na chwileczkę i jedziemy przywitać się z babcią Dziubasa, która specjalnie przylatuje na nasz ślub z Niemiec :D, a w piątek mam znowu jazdy. W sobotę jedziemy do Łodzi po wino i prezenty dla rodziców i przeprowadzamy się z powrotem do rodziców na tydzień.

Kończę już, bo jestem sama w pracy i czas mnie goni :/

 

Papatki :)

Dodaj komentarz

na szybko

5 sierpnia 2010 , Skomentuj

wpis na szybko, bo jak zwykle nie mam czasu :/

 

dietka ok

ruch tak

balsamowanie - nie mam głowy

 

na tańcach wczoraj szlifowaliśmy rock and rolla, tango i sambę (tu doszedł nowy krok)

 

lecę pracować...

Dodaj komentarz

zawalona :/

4 sierpnia 2010 , Skomentuj

Nadal jestem zawalona robotą :/ Ciągle ktoś przychodzi i muszę załatwiać petentów od nieobecnych, w związku z czym nie mam czasu na zrobienie swoich rzeczy. Obawiam się, że bez nadgodzin niestety się nie obejdzie, bo muszę wszystko wypchnąć przed urlopem... Jakiś koszmar. I mam nadzieję, że koleżanka wróci w końcu z L4, bo sama tu nie wydalam.

Wczorajsze tańce: nowy krok do cza-czy, rumby i fokstrota. Było super.

Dietka ok

Ruchu ogromna ilość

Do balsamowania nie mam teraz głowy, bo pojawiły się małe kłopoty zdrowotne, ale mam nadzieję, że szybko przejdzie

 

Lecę pracować...

Dodaj komentarz

spóźniona...

3 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

Spóźniłam się dzisiaj do pracy.

Normalnie zaspałam i obudziłam się, jak odjeżdżał mi drugi autobus, którym jeszcze zdążam na czas. Więc się spóźniłam.

Wczoraj na tańcach było bosko, poćwiczyliśmy mambo (dołożyliśmy nowy krok), walca angielskiego (tym razem obrót w lewo), dyskotekę w parach (nowy krok) i nauczyliśmy się rock and rolla. Niestety wszystkim facetom nie wychodzi. Ale jeszcze będziemy go szlifować w środę i piątek ;)

Lecę pracować, bo mam dużo pracy, a przez dzisiejszy etap Tour de Pologne muszę szybciej uciekać z pracy, żeby jakoś wydostać się z Katowic :/

Dodaj komentarz

nowy tydzień...

2 sierpnia 2010 , Skomentuj

No i mamy nowy tydzień... Ostatnio czas mi bardzo szybko ucieka... A wolałabym, żeby zwolnił :) Za 19 dni ślub i nagle okazuje się, że powinnam tyle jeszcze zrobić :O Do tej pory wydawało mi się, że mam jeszcze czas i do wszystkiego podchodziłam ze spokojem, po czym nagle budzę się tuż przed ślubem. No nic zobaczymy, jak to będzie.

W tym tygodniu zaliczamy trzeci (i na razie ostatni) poziom tańca, od września pójdziemy sobie na następne. W tym tygodniu jeszcze dwa razy mam jazdy, w środę i piątek. Jeszcze muszę jechać do mamy we wtorek, bo przyszła przesyłka pocztowa i muszę ją odebrać na poczcie. W tym tygodniu muszę jeszcze przygotować jakieś karteczki z wierszykami na kołocz, bo w sobotę będziemy jeździć po ludziach. No i trzeba ich jeszcze powiadomić, żeby byli w domu :) W piątek po tańcach pojedziemy do mojej mamy, w sobotę rano pójdę na ostatnią przymiarkę, tylko jeszcze muszę zadzwonić do krawcowej. Jak sukienki nie będzie trzeba już poprawiać, to wezmę ją do domu od razu. Zaraz potem jedziemy po kołocz i rozwozimy po gościach i nie-gościach. Tym razem to już nie weekend intensywny się zapowiada, ale cały tydzień. I następny zresztą też. Odpocznę i złapię trochę luzu dopiero w ostatnim tygodniu tuż przed ślubem (o ile jeszcze coś nie wyskoczy :O) Masakra.

A ostatni weekend minął bardzo fajnie. W sobotę posprzątaliśmy w domciu, pojechaliśmy do castoramy pooglądać rolety na okna, bo słońce nam bardzo nagrzewa mieszkanie i trzeba coś z tym zrobić. Odebraliśmy obrączki, w środku mamy ładny grawer: Ja i Ty to teraz My. :))Kupiliśmy Dziubasowi buty do ślubu i pojechaliśmy do jego rodziców na kawę. Pobawiliśmy sie z kotkiem (w wolnej chwili wrzucę aktualne fotki rudzielca) i pojechaliśmy do mojej mamy, tam sobie pogrilowaliśmy, popiliśmy i poszliśmy spać :P

W niedzielę po śniadanku zaliczyliśmy kościół, a po obiedzie pojechaliśmy do Domu Przyjęć Okolicznościowych, gdzie mamy wesele, żeby podogadywać szczegóły. Nie chce mi się teraz wszystkiego pisać. Może kiedyś później, najważniejsze, że jestem zadowolona ze współpracy na razie. Potem jeszcze odwiedziliśmy znajomego, gdzie zaprzyjaźniłam się z kolejnym maleńkim kociątkiem (też wrzucę zdjęcia buraska) 6-tygodniowym. Wróciliśmy do domku, napiliśmy się piwka, zrobiliśmy pranie i poszliśmy spać. To na tyle.

Lecę pracować, bo muszę wszystko przed urlopem odrobić :(

Dodaj komentarz

zaraz weekend! :D

30 lipca 2010 , Komentarze (2)

No nareszcie koniec tygodnia... Już się nie mogłam doczekać, ten tydzień był wyjątkowo ciężki w pracy, nie wiem, jak będzie w następnym, ale muszę odpocząć, bo nie dam rady.

Na tańcach wczoraj super, powtarzaliśmy tańce z całego tygodnia, a potem puszczali nam muzykę i trzeba było odgadnąć taniec. Ciekawa jestem co dzisiaj będzie :P

 

Lecę pracować, żeby się jak najszybciej odrobić. W galerii umieściłam obiecane zdjęcie kocika :D

 

Dietka ok

Ruch tak

Balsamowanie tak

Dodaj komentarz

czwartkowo...

29 lipca 2010 , Komentarze (2)

Już się nie mogę doczekać weekendu... Marzę o spaniu do południa, odpoczynku... I znowu tego nie będzie. W sobotę wybieramy się do rodziców Dziubasa pomóc im trochę, a wieczorem do mojej mamy, tam zostaniemy na noc, w niedzielę do kościoła, obiadek, a po obiadku jedziemy do restauracji dogadać szczegóły. Potem jeszcze skoczymy do znajomego na kawkę. Więc znowu plany na weekend dosyć intensywny...

Marzę o tym, żeby się wyspać i nigdzie nie musieć jechać w weekend.

Tańce wczoraj bardzo udane, dodaliśmy krok "New York" do cza-czy, obracaliśmy się w stompie, obracaliśmy się w dyskotece w parach (i dodaliśmy obrót), nauczyliśmy się rumby i ćwiczyliśmy walca wiedeńskiego :P

Dzisiaj kolejne zajęcia, jutro miniegzamin, czyli musimy sami dobrać taniec do muzyki :/ A ja już poniedziałkowych zajęć nie pamiętam :(((

Dietka ok

Ruch TAK

Balsamowanie upsss...

Dodaj komentarz

znowu na szybko

28 lipca 2010 , Skomentuj

Wpis znowu na szybko, bo brakuje mi czasu :/

Koleżanka w pracy poszła na L-4, druga idzie za dwa dni na urlop, a ja tonę. Dzisiaj zajmowałam się samymi pierdołami i żadna z tych spraw nie była moja wrrr... Jestem wściekła po prostu ehhh... A moja robota leży. MUSZĘ wszystkie swoje sprawy załatwić przed moim urlopem, czyli mam 3 tygodnie czasu, a roboty w ch... i do tego będą dochodzić nowe sprawy. Nie wiem, jak mam się ogarnąć :(

Na tańcach jest fantastycznie, tylko strasznie niewyspana jestem, bo śpię ok. 5 godz. przez to.

Dietka ok (poza wczorajszą pizzą, ale już ją spaliłam :D)

Ruch MNÓSTWO!

Balsamowanie może dzisiaj... ;)

Dodaj komentarz

późny wpis :P

27 lipca 2010 , Komentarze (1)

Dzisiaj wpis późno, bo mam nawał roboty :/

 

Wczoraj poszliśmy z Dziubasem na drugi poziom kursu tańca. Znowu intensywny tydzień przed nami, a właściwie dwa tygodnie, bo zajęcia odbywają się codziennie od pon. do pt., a w przyszłym tygodniu jest 3 poziom, na który też chcemy iść ;) Nauczyliśmy się mambo, obracaliśmy się w walcu angielskim i dodaliśmy nowy krok jakiś "outside.... cośtam.... movement" do samby. Ubrałam wczoraj na taniec buty na obcasach, żeby się tak też nauczyć tańczyć i dzisiaj bolą mnie poduchy pod palcami u stóp i łydy. Ale damy radę :D tylko niewyspana jestem trochę :( Byle do weekendu.

Dzisiaj po pracy mam jazdy, potem idziemy na pizzę :P i na taniec cd.

Dietka ok

Ruch TAK!

Balsamowanie nie :(

Dodaj komentarz

po pracowitym weekendzie...

26 lipca 2010 , Komentarze (1)

No i weekend pracowity za nami :)

W piątek po pracy pojechaliśmy z kocurkiem na kontrolę do weta. Wszystko ok, oczka coraz lepsze, uszka też. Ja zostałam potem u mojej mamy na noc, a Dziubas wrócił ze swoją mamą i spał u rodziców. W sobotę z rana pojechałam z mamą, ciocią i kuzynką do Tarnowskich Gór do nowej hali z ciuchami. Mama, ja i kuzynka obłowiłyśmy się, ale ciotka nic nie kupiła, bo za bardzo wybrzydzała. Mam piękną sukienkę na drugi dzień na obiad z rodzicami (za całe 90 zł). Jak będzie chwilka, to poproszę Dziubasa, żeby zrobił mi w niej zdjęcie to wstawię :D do tego kupiłam sobie jeszcze pumpy (za 25 zł) za kolana jasnofioletowe i biegam teraz w nich sobie :) a mama kupiła mi jeszcze fajną bluzeczkę "fiubździu" :P

Moja mama kupiła sobie zaje... fajny komplecik: bladoróżowe błyszczące spodnie i do tego tunikę na ramiączkach w różowo-oliwkowo-brązowe mazy (za 80 zł), wygląda 10 kg młodziej :P do tego jeszcze sobie kupiła czerwoną sukienkę do latania na codzień (za 70 zł) z trykociku.

Natomiast moja kuzynka kupiła sobie fajną elegancką wyjściową sukienkę do kolan ciemnoczerwoną na ramiączkach. Oczywiście 3/4 sklepów miało ciuchy na nią, bo jest chudziutka. A my chodziłyśmy załamane, bo ciężko było coś znaleźć (mamie w jednym sklepie kazały przymierzać nawet rozmiar 46, a w konsekwencji kupiła 40 :P). Jeszcze odkryłyśmy fajną cukierenkę niedaleko dworca w Tarnowskich, gdzie można sobie usiąść na kawkę, a ciacha mają pyszne (troszkę zgrzeszyłam, ale straciłam mnóstwo kalorii zwiedzając halę Gwarek ;))

Po zakupach pojechałam z Dziubasem do jego rodziców, jego mama szła na nockę do pracy, a my z tatą zagraliśmy sobie w tysiąca. Później jeszcze troszkę posiedzieliśmy i popatrzyliśmy na tv. W niedzielę rano wstaliśmy i po śniadaniu pojechaliśmy do Inwałdu do Parku Miniatur. Gorąco polecam. Fenomenalnie jest zrobiony park (choć we Włoszech widziałam 3 razy większy), ale warto go zobaczyć. Najlepszy był Zielony Labirynt, gdzie trochę błądziliśmy, ale jedna para powiedziała, że sposobem na wyjście z każdego labiryntu jest zawsze trzymanie się prawej strony i faktycznie szybko z tego wyszli :) A w domu strachów Tutenchamona aż krzyczałam z wrażenia, bo ja nie bardzo lubię takie rzeczy (na horrory i thrillery nie patrzę, ale tam pierwsza chciałam iść  :P).

Potem zjedliśmy pyszny obiad w restauracji Champ w hotelu obok (nawet nie drogo, za 4 osoby około 100 zł), a potem wróciliśmy do domku.

A od dzisiaj znowu zaczynamy tańce, w tym tygodniu drugi poziom, więc znowu będę niewyspana w pracy, ale trudno.

A kocik od mamy Dziubasa jest fantastyczny! Wiem, że już obiecałam zdjęcie, ale na pewno je umieszczę...

Lecę już pracować. Udanego dnia wszystkim życzę!

Dodaj komentarz