Co lubię- spacery i poznawanie okolicy mojego nowego domu, cieszenie się urokami mieszkania za miastem. nie mogę doczekać się wiosny i jazdy na owerze i kopania w ogródku.
Dziś na tapecie mam sałatkę z pęczakiem wg. przepisu z wizazu.pl o south beach /por, kurczak, peczak,papryka, fasola, żółty ser/
baaaardzo zapychająca - idealna do pracy - można się najeść i nie patrzyć zazdrosnym okiem na pyszne fast foody i słodycze które pochłaniają współpracownicy..
Analizuję sobie diety z różnych miejsc i rzucają się w oczy różne rzeczy które mnie denerwują:
1) najbardzie wkurzająca- zjedz pół jabłka , następnego dnia pół grejpfruta - a co mam do diabła zrobić z drugą połówką? mój facet się zbuntował powiedział że połówek dojadać nie będzie 2) codziennie kanapka z plasterkiem czego innego - dziś kanapka z dwoma plasterkami indyka jutro z plasterkiem pomidora - i gdzie ja mam kupić dwa plasterki wędliny i co zrbić z resztą pomidora skoro następnego dnia ma jeść kiełki? 3) kiedy gotowac - najgorsze sa gotowane posiłki na obiad i na kolajcę z których się je 1/3 porcji a następnego dnia trzeba gotoać co innego - np. jak w dieciewysokobłonnikowej - kurczak z warzyami i kaszą a na wieczór sałatka. przeciez jak zrobię jedno i drugie to będę później to przez tydzień jadła bo jak się skroi kilka owoców robi sie tego dużo. a jak pisałam wcześniej - nie skroję połowy jabłka. tak samo szaszłykiz kurczaka z salatą- ok szaszłyki robię z jednej piersi ale sałaty całej też nie zjem
Moja walka z wagą powoli zaczyna przynosić efekty - co prawda na razie pół kilo ale najważniejsze jest to że czuję się znacznie lepiej na diecie niż normalnie - lżejsza i żywsza. najważniejsze jest to że przestałam mieć ochotę na słodycze. kiedyś uważałam się za osobę uzależnioną od czekolady. mogłam się wyrzec wszystkiego ale nie jednego "bajecznego" do kawy. teraz większość słodyczy wydaje mi się za słodka o batonikach nie ma mowy a nawet ukochana gorzka czekolada przestała być moim marzeniem. Fajne to jest bo dzięki temu nie czuję sie jakby dieta była karą
wczoraj wpadłam do rodziców i oczywiscie był rosół jem go raz na 00 lat bo sama oczywiście sobi tgeo nie ugotuję więc zjadłam... i jedne dzień w plecy wieczorem dzielnie przygotowałam rybę w curry według przepisu south beach z wizażu do pracy wzięłam caałe pudło sera białego z bazylią rano jajecznica co prawda z jednego jajka bo ukochany wziął i zeżarł całą resztę ..ale cóż walczymy dalej wieczorem fitness snieg sie rozpuszcza wiec zaraz nie będzie co odsniezac... mnie ti martwi bo zawsze parę kalorii do przodu.. ale ja to pikuś jesteś - sąsiedzi przygotowali dzieciakom oświetlony mini stok narciarski..
http://forum.ksiazenice.net/viewtopic.php?f=1&t=429&sid=5db3ad2d27a972ffb75c2bb8d86c5802 moi mistrzowie!
no cóż nowy tydzień nowe życie. zaprzyjaźniam się z butelką wody mineralnej. nie odstępuje mnie, popijam cały czas żeby wyrobić normę i być mniej głodna. minus- wizyty w toalecie - powrót do domu zwykle wiąże się z postojem na stacji i wiyztą w wc :) jeszcze rochę będę ich starą znajomą :) śniadanie biały serek przekaska - lu go
najlepiej żeby mnie było wieczorów - wtedy łapie mnie wiiiielkkki głód
no niestety.. jeden babski wieczór i dieta padła - zrobiłam sałatki zgodne z dietą ale niestety było winko i bruschetty skruszona poleciałam rano na siłkę